Premier Donald Tusk (czytaj: partia, państwo, naród to JA) zlikwidował możliwość stosowania podstawowego narzędzia demokracji podczas kampanii wyborczej, które prawnie przysługuje każdej partii w wolnym państwie, które pomaga społeczeństwu dokonywać wyboru.
Piękne zagranie populistyczne. Większość zapewne Polaków przyzna, że to dobry pomysł, po co wydawać pieniądze podatników na spoty w telewizji i w radiu; to wspaniale, że rząd dba o budżetowe oszczędzanie w czasach kryzysu!
A jednak oprócz taniego populizmu, to kolejny zamach na demokrację, po cichu, w białych rękawiczkach. Jak słyszę, że to wzmocni przekaz polityczny w Internecie, przyczyni się do rozwoju merytorycznej debaty, zaangażowania samych polityków, chodzących od drzwi do drzwi, itp., to ja się pytam, a co płatne spoty w telewizji, w stacjach radiowych, ich obecność, przeszkadzała do tej pory w takiej działalności? I czy rzeczywiście tak się stanie? Czy przeciwnie, główna partia rządząca, obecna stale w mediach, nie wyeliminowała właśnie opozycji, czy też inaczej, że posłużę się popularnym dziś słowem, anihilowała opozycji na amen?
Ograniczanie wolności słowa, boli mnie zawsze.
Wyobrażam sobie, co by się działo w “jedynie prawdziwych mediach“, gdyby taki pomysł przedłożył pan Jarosław Kaczyński: już słyszę ten rwetes: dyktatura, faszyzm, orbanizacja…
Hołubiony, kołysany przez media rząd PO-PSL może robić co chce, w końcu PO nie ma z kim przegrać, chociaż sam pomysł anihilacji spotów jest także “nie w smak” koalicyjnemu figurantowi, czyli PSL (zaciskając zęby, ludowcy też czują absmak, lecz cóż oni mają do powiedzenia?).
To zaszczepianie na polskim gruncie modelu kubańskiego. To rozwiązania zaczerpnięte rodem z Socjalistycznej Republiki Wietnamu, gdzie premier bywał.
Działania te realizują plan quasi ultrahinduistyczny z kolei: POhinduczwa: jeden wódz, jedna partia, jedna spółdzielnia.
W Indiach premier też bywał, więc mógł z bliska przyjrzeć się wynalazkom tego kraju swobód obywatelskich.
A polska demokracja usycha.


Komentarze
Pokaż komentarze