Dziś do moich uszu dotarła wiadomość o panu Ravi Singh, który przybywa do Polski w sukurs tonącej Platformie Obywatelskiej, aby nauczyć polityków i działaczy PO, jak się prowadzi kampanię wyborczą, a przede wszystkim, jak się korzysta z Internetu.
Jak się bowiem o zgrozo okazało, PO jest wciąż daleko w tyle za aktywnym pod tym względem PiS-em (słyszałem, że pan Tusk na wieść o nadaktywności prezesa PiS w Salonie24.pl, nie tylko zawzięcie uczy się angielskiego, chcąc przyćmić gwiazdę Jarosława Kaczyńskiego, ale pochłania z trudem całą wiedzę logistyczną związaną z korzystania z blogosfery, w końcu to musi być dość trudne, skoro tak niewielu polityków PO w niej uczestniczy, dotychczas wystarczał za wszystkich były poseł z Lublina, ale jakoś trzeba sobie radzić z tym deficytem po jego odejściu).
Mądry rząd zakazał spotów i bilbordów wyborczych, więc trzeba szybko znaleźć substytut, a taki złoty środek zna ponoć doradca prezydenta USA.
Nauczy ludzi PO pisać blogi, po amerykańsku i indyjsku, a do tego prominentnych działaczy PO, tzw. lokomotywy wyborcze, w tym także samego, jedynego, najwspanialszego, wybitnego i genialnego wodza tej partii pokieruje jak wrzucać agitki do sieci, mówić, poruszać się, pokazywać uśmiechnięte twarze bez wilczych oczu, prezentować ludzkie, a nie plastikowe twarze cyborgów.
Ten milioner, nauczy też polityków PO, jak będąc bogatym, przekonać polskie społeczeństwo o ubóstwie rządzących, oj, po prostu nauczy pokazywać twarz indyjskiego sikha (którzy są przecież wciąż izolowani i marginalizowani w Indiach). Tylko czy ci zaślepieni i otumanieni ogniem zniczy ludzie, zrozumiom i doceniom ten trud rządzących, czy masa zaciemniona, chodząca po Krakowskim Przedmieściu, te fanatyki co to znicze zapalajom ujrzom świeżość nowoczesności amerykańskiej?
Czas pokaże…
Tylko tu chciałbym, już teraz zasygnalizować służbom mundurowym na lotnisku, aby tym razem, pod żadnym pozorem nie zatrzymywali żadnego sikha, nie zdejmowali mu turbanu, nie tarmosili, wiem, że służby mundurowe w stolicy mają do tego tendencje, zważywszy na incydenty tu i ówdzie, więc lepiej na sprawę chuchać i dmuchać, bo może to poważnie zaprzepaścić szanse PO na zwycięstwo.
Ale też chciałbym ostrzec pana Singha, że przyjeżdża, cytując słowa klasyka z rządu, do “dzikiego kraju”, w którym na granicy, nie rozróżnia się miedzy talibem a sikhem.
Niebezpieczny kraj, nie wiem, czy nie lepiej pograć w golfa na Florydzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)