Albo: „O szczypieskach, i o Wielkich”
Ten tekst napisałem na początku czerwca 2010 r., trochę czasu upłynęło, ale jest nadal aktualny, kto wie, czy nie bardziej?
Do napisania tego tekstu zainspirował mnie, swego czasu cytat Tuwima spotkany kiedyś na blogu Cichutkiego. Kto zna blog Cichutkiego, po przeczytaniu mojego tekstu, uzna, że przywoływanie jego osoby w tym kontekście jest stosunkowo przewrotnym czynem z mojej strony…
Na swojej wizytówce bloga umieścił on złotą zasadę wobec wszystkich tych, którzy obrażają i lżą autora felietonu na Salonie24.pl, czyli atakują go ad personam. Jest to cytat z wierszyka Juliana Tuwima pt. „Na pewnego endeka co na mnie szczeka”.
Przywołam ten wierszyk:
„Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci prztyczka ani klapsa.
Nie powiem nawet pies cię jebał,
bo to mezalians byłby dla psa”.
Każdy piszący poważniejsze teksty, dbający o ich jakość wie, że ci nie-piszący poważnych tekstów i nie-dbający o ich jakość, muszą jakoś wylewać swoje frustracje na mniej lub bardziej utalentowanych pisarzy, dziennikarzy, publicystów, ideologów, blogerów...
Tak było zawsze i wszędzie. Rozumiem to, na zaczepki także nie odpowiadam (o czym świadczy ilość moich komentarzy…).
Szczekacze miast rzeczowej polemiki atakują WSZYSTKICH jak popadnie. Reakcja piszących jest zazwyczaj jednoznaczna, delikwent jest blokowany, a jego wpis usuwany (choć nie wszyscy wyznają takie zasady, np. ja).
Powołam się na idee i wykonanie Muzeum Powstania Warszawskiego, obiekt tak już ukochany przez warszawiaków, choć przecież nie tylko.
Pomnik życia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Czy ktoś z nas zauważa, że jego bramę i mury codziennie obsikują warszawskie pieski?
Mocz znika, a POMNIK trwa.
Pieski znikają, a POMNIK monumentalnie trwa przypominając, kim był Lech Aleksander Kaczyński.
Obszczekiwaczy jego osoby nikt nie będzie wkrótce pamiętać, przeminą. Czy piastują wysokie stanowiska w rządzie, czy inne, znikną, nie będzie ich.
Marszałek Piłsudski dzielił ludzi m.in. na tych, którzy psom się odszczekują, i w zacietrzewieniu zniżają do ich poziomu, i takich, którzy pozwalają psom szczekać (taka to bowiem już psia natura), ale też jadą dalej, wszakże głupstwem by było podróż przerywać, aby wraz z pieskiem szczekać, toć to cel podróży wszak najważniejszy!
Prezydent nie należał do ludzi pierwszej kategorii.
Poszedłbym dalej cytując słowa Pisma Świętego, Izajasza usłyszane wczoraj na Mszy św.: „Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam”. (Iz 50,4-7)
Albo z drugiej strony ideologicznego sporu…
Gdyby Truman Capote przejmował się lamentem faszystów, rasistów, radykalnych prawicowców, nigdy nie napisałby żadnej książki.
Tamtych kompleksiarzy i fanatyków już nie ma, a Capote jest.
O Capote’m wspominam tu ze względu na jego powiedzenie, które niech służy za Leitmotiv dzisiejszego wpisu, gdyż nie kto inny, ale to właśnie on, wprowadził je do potocznego dyskursu, choć powtarzający je, zazwyczaj nie mają o tym pojęcia:
„Był ciepły dzień pod koniec lutego, co na Sycylii jest pełną wiosną, i rozmawiałem z bardzo starym człowiekiem o mongolskiej twarzy, w czarnym aksamitnym borsalino na głowie i w grubej, czarnej pelerynie, mimo balsamicznej, pachnącej kwieciem migdałów pogody. Tym starym człowiekiem był André Gide, a siedzieliśmy razem na obmurowaniu ponad zmienną, ogniście błękitną głębią odwiecznej wody. Przeszedł listonosz. Był moim przyjacielem i wręczył mi kilka listów, z których jeden zawierał artykuł literacki, dość wobec mnie nieprzyjazny (ma się rozumieć, gdyby był przyjazny, nikt by go nie przysłał). Wysłuchawszy przez chwilę mojego zrzędzenia na ów artykuł oraz niezdrową naturę umysłowości krytyków w ogóle, wielki francuski mistrz przygarbił się, opuścił ramiona jak mądry, stary… jak by to powiedzieć? … może jastrząb?, i rzekł: - No cóż. Miej w pamięci arabskie przysłowie: „Psy szczekają, a karawana idzie dalej”. (T. Capote, Psy szczekają, Czytelnik 1982, Warszawa, s. 5.)
Hordy zla i ciemności bedą próbowały zwalczyć mit Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale czas i historia ich zdmuchnie.
Swego czasu byli i tacy w polskiej polityce, którzy wybitnych artystów chcieli wygnać z kraju (pośmiertnie) za ich orientacje seksualne (sprawa Romek versus Witek). Tych polityków już nie ma w polityce, ich partie się nie liczą (nadeszły wspaniałe czasy, w których LPR kojarzony jest już wyłącznie z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym), a Gombrowicz nawet ust nie otworzył i każdy o nim pamięta; średnio inteligentny człowiek obudzony w nocy i zapytany, czy zna jakiś utwór Witka, odpowie natychmiast i bez wahania: FERDYDURKE.
To tyle na ten temat. A kto czytał i pojął, ten nie jest trąbą :--)


Komentarze
Pokaż komentarze