Godzina 8.40, stacja Centrum, z wagonu z termosem-kubkiem w dłoni, wolnym krokiem wychodzi pan Paweł Poncyljusz.
Słyszę głos pięknej dziewczyny idącej obok mnie, która zwraca się do swojej koleżanki, ładnej:
“To chyba jakiś poseł?”, pyta pierwsza.
“Nie wiem…”, odpowiada ta druga.
Koniec scenki.
A ja z kolei nie wiem, czy pan poseł to usłyszał, czy nie, chyba jednak nie, dla niego może to nawet i lepiej, bo zapewne byłoby mu smutno, w końcu Poncyljusz Jest Najpiękniejszy, jak głoszą zawistni i brzydcy złośliwcy… a młode dziewczęta powinny go rozpoznawać zawsze.
A może jednak źle oceniam pana Poncyljusza, co sugeruje tytuł tej notki, może przeciwnie, nie chodzi wcale o kampanię wyborczą, ale poseł chce poznać nasze problemy, codzienności, fatalne warunki życia w Warszawie, a następnie je rozwiązać, i nie jest, jak pisałem w notce z 8 czerwca 2010 r., politykiem oddzielonym od społeczeństwa matową szybą swej władzy?
Notka: “Wierzyć czy nie wierzyć politykom?”, oto jest pytanie!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)