Warszawa i Święta (także niedziele). Ale ten czas, w którym jestem teraz zanurzony, to najpiękniejsze chwile stolicy ze mną.
Cisza. Wielka cisza Warszawy.
Kiedy miasto opuszczają setki tysięcy ludności napływowej, stolica odżywa, odzyskuje witalność, energię i głębię, staje się prawdziwa.
W niedziele ulice też oddychają samotnością, ale oni są, tyle, że ukryci w domach przed telewizorami, a w Święta naprawdę emigrują.
Może to rodzaj sentymentu do Warszawy lat 90-tych, kiedy na ulicach Mokotowa, Śródmieścia, Żoliborza było niewiele osób, na ulicach nieliczne samochody, toteż, ten świąteczny czas jest taki szczególny, dlatego wciąż zaskakuje, bo po całorocznym pędzie przez miasto, nagle uświadamiasz sobie zaskoczony, że nie musisz się przebijać przez wrogi tłum, nie ma korków, hałasu… to chwila ważna, moment odetchnięcia, miasto oddycha swobodnie, a ty wraz z nim.
Czwartek, piątek, sobota, od Wilanowa po Młociny, wielka cisza Warszawy.
Polecam szczególnie godzinę 16, 17 w samym Centrum. Czar.
I ten inny rodzaj tłumu wczoraj, tysiące warszawiaków na centralnej Drodze Krzyżowej. Myślę, że padł rekord frekwencji, możliwe, że pogoda umożliwiła przekroczenie granicy dziesięciu tysięcy uczestników.
Oczywiście nie chodzi o ilość, ale o jakość.
I w tym rzecz, ta jakość mojego miasta jest w tym świętym czasie najbardziej dostrzegalna.
Warszawo jesteś po prostu piękna, dziękuję Ci za ten wciąż zaskakujący dar!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)