Dziś dowiedziałem się bowiem od niego, że Turcja to “kraj europejski i wieloletni członek NATO dysponujący najlepszym zrozumieniem kultury i polityki świata Islamu”.
Nie podjąłbym tego wątku, gdyby tekst pana Brzezińskiego, który ukazał się w dzisiejszym “The Times“, nie pojawił się równocześnie na Salonie24.
A ponieważ się pojawił, i mnie na noc kole w oko, bo wciąż eksponowany (przeczytałem go rano jadąc do pracy, a teraz od godzin wisi na SG), więc to, co mnie w nim uderzyło, czy też lepiej, zezłościło, muszę na dobranoc z siebie wyrzucić, by się wyrazić i spokojniej spać.
Chodzi mi tu o cały fragment dotyczący Turcji.
Odnoszę się wyłącznie do tego, co mnie w nim porusza, a nie do wszystkich tez, które pan Brzeziński stawia w swoim artykule.
JA w odróżnieniu od Brzezińskiego, mam ogromną satysfakcję, po pierwsze, dlatego że prezydent Francji nie zaprosił do militarnych akcji natowskich w Libii, Turcji (nie postrzegam tej decyzji jako “krótkowzrocznego afrontu”), po drugie, że premier Turcji, Erdogan nie pojawił się na szczycie warszawskim (podobnie jak inny WIELKI nieobecny, z polskiego, salonowego grajdołka, ale to wątek na inny temat, którego nie podejmę, bo szkoda strzępić klawisze klawiatury).
Pan Brzeziński nie musi się martwić. Turcja sobie ćwiczy operacje militarne na Kurdach w Autonomii Kurdystanu, zastraszając przy okazji przebywających tam, w obozach dla uchodźców lub w osiedlach, chrześcijan eksterminowanych przez sunnitów i szyitów w Iraku, więc “laicka” republika jest gotowa do oblężeń i ekspansji, spokojna głowa.
A w Warszawie, warto to przypomnieć panu Brzezińskiemu, spotykają się głowy państw EUROPY, przede wszystkim Europy Środkowo-wschodniej.
W ogóle do pasji doprowadzają mnie ci eksperci, którzy głoszą europejskość Turcji. Jaka to europejskość? Czy występowanie azjatyckich Turków na Eurowizji, nas, Europejczyków zobowiązuje do zapraszania ich na salony UE?).
Jedynym stykiem dwóch, wówczas sobie wrogich kultur i tradycji, dokonanych na obszarze i w obrębie cywilizacji okcydentu jaki znam, to bitwa pod Wiedniem, rok 1683 (jako kwintesencja spotkań wzajemnych, o innych spotkaniach tu: http://tmk.salon24.pl/267680,kiedy-zginal-maly-rycerz).
No a potem układ Turcji z państwami centralnymi w 1914 r., a potem z nazistami w ramach “neutralnej“ współpracy z państwami Osi, żeby wymienić te ekstrema. Można jeszcze zacytować słowa Adolfa Hitlera do swego korpusu bandytów, gdy wydawał im rozkaz bezwzględnego niszczenia narodu polskiego, nie bacząc czy jego brunatni niewolnicy strzelają do dzieci, kobiet, starców:
“Czy ktoś dziś pamięta o ludobójstwie Ormian?”.
Niech Turcy najpierw uporządkują swoje sprawy wewnętrzne, struktury państwowe, które niszczą godność człowieka: stosowanie tortur na komisariatach i w więzieniach, islamizacja polityki wewnętrznej i zagranicznej, resortów państwowych i instytucji wszelkiego rodzaju.
Niech Turcja doprowadzi do porządku aparat państwowy, który zajmuje się prześladowaniem mniejszości religijnych (chrześcijan, alewitów) i etnicznych (Kurdów - sunnitów zresztą, żeby ukazać paradoks).
Zamiast finansować machinę propagandy, która zakłamuje historię (nieprzyznawanie się do ludobójstwa przez władze tureckie chrześcijańskich Ormian, Asyryjczyków, Greków), sądy, które wydają wyroki śmierci, czy zastraszanie i mordowanie dziennikarzy (Hrant Dink) albo zezwalanie na grasowanie po państwie psychopatycznych nacjonalistów i ekstremistów islamskich, instrumentalne i podłe traktowanie kobiet w społeczeństwie, niech ten “europejski kraj” zajmie się modelowym reformowaniem islamu, który mógłby być wzorem dla innych państw muzułmańskich.
Póki co, azjatyckiej Turcji nie ma co zapraszać do Europy.
Jako azjatycki członek NATO, owszem, może pomagać, ale wiadomo już, że ta pomoc sporo kosztuje, o czym Amerykanie przekonali się podczas dwóch wojen w Zatoce Perskiej, a potem w Afganistanie.
W każdym razie w takim towarzystwie nie należy zasiadać do stołu, szkoda, że się zasiada przy innych okazjach (kiedy polski rząd Donalda Tuska chwali się np. Orlikami w Ankarze, łot i wyczyn, taki godny pochwał w Azji!), no ale nie tym razem.
I to cieszy, panie Brzeziński, to cieszy i satysfakcjonuje…
Ale wiem, wiem, niektórzy swoje, ciągle powtarzają, do znudzenia, tę słynną quasi-bajeczkę o ambasadorze tureckim i jego wolnym krześle dla Polski, która pod zaborami, i tak dalej, tratata, no i co z tego?
To dość miałki i słaby argument… więcej zdrowego realizmu, którym wykazał się Nicolas Sarkozy i mniej historycznych sentymentów idealistyczno-propagandowych.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)