Tak, to trzeba przeżyć samemu, pisanie tego nie odda.
Polecam, jeśli ktoś lubi społeczne interakcje.
Dziś miałem okazję sobie pobiegać. Rzadko mi się to zdarza, więc, trzeba szczerze przyznać, jestem dość zadowolony, chociaż czuję już zakwasy.
Ale czuję też narastające panikę, przerażenie, bo czeka mnie to przez kilka następnych tygodni.
Chaos. To pierwsze słowo, jakie mi przychodzi na myśl, gdy pomyślę o kolei polskiej.
Bród (przez ó), to druga myśl.
Skandaliczne olewanie pasażerów, to trzecia kwestia.
W końcu, dezorganizacja, nieodpowiedzialność, zagubienie, estetyczna ohyda…
Dworzec Centralny, po liftingu, nie zmienił swego obrzydliwego oblicza.
Opóźnienia, brak informacji.
Scenka rodzajowa.
Późne popołudnie. Pasażerowie czekają na przyjazd pociągu.
Został, o dziwo, zapowiedziany. To od razu wzmogło mój sceptycyzm.
Ale nic, czekam, jak ten głupi na peronie podanym w komunikacie.
Pociąg się zbliża i wjeżdża na oddalone o trzy, dokładnie o trzy perony dalej, tory. Zabawny widok. Gromada ludzi, młodych, starych, zdrowych i chorych, wpada na schody i pędzi do pociągu. Niektórzy ledwo żywi.
Stają zdziwieni przed zamkniętymi drzwiami pociągu i czekają, głupawo rozglądają się po sobie. I nic. I nic się nie dzieje. Nasłuchują uważnie, bo coś złego się święci. Coś wisi w powietrzu.
To nie ten pociąg, chociaż ma napis miejscowości docelowej tych wszystkich zebranych, zziajanych, zdyszanych, umęczonych po całym dniu pracy. Nie, on nie jedzie. Musi przepuścić późniejszy, który miał być wcześniej.
Ten z kolei dopiero nadjeżdża, gromada zbiera się w sobie i znowu zbiega ze schodów, ludzie z bagażami potykają się, obijają o siebie, przepychanki, pierwsze kłótnie, dyszenie.
Wjeżdża pociąg, wielkie to słowo, pojazd szynowy, cały zardzewiały.
Jeden wagonik. Tłum się gniecie, napiera. Nie wszyscy się zmieszczą. Odpuszczam. Wybieram jazdę następnym pojazdem szynowym, o ile, myślę, pan zarzadzający tym lewym interesem, otworzy w końcu łaskawie drzwi.
Zabawne jest to, że ten lud, co to tak wyje, buczy, mruczy, szemrze, w październiku/listopadzie grzecznie do urn pójdzie i jak zaczarowany, wsłuchany w grę magicznego fletu D. Tuska, zagłosuje na PO. Wtedy, to dzisiejsze, drańskie łamanie praw obywatelskich, jakie go na codzień spotyka, pójdzie w niepamięć. Nazywam to WYMAZYWANIEM (wizja orwellowska).
A minister Grabarczyk, ten pan od spółdzielni, otrzyma po raz wtóry kwiatki.
A kto wie, może i wicepremierem zostanie w następnym rządzie, bo jak już pozostawi za sobą gruzy i nędzę zniszczenia, otrzyma bardziej odpowiedzialne stanowisko, które go uwzniośli, bo tu się, jak widać, chłopina marnuje. Szkoda i jego i infrastruktury.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)