Prawie się zakrztusiłem ze śmiechu, gdy przeczytałem w “GW” o instalacji “artystycznej” lewackich towarzyszy spod znaku “Krytyki politycznej’, którzy razem z artystką izraelską, panią Yael Bartany zrobili spektakl w polskim pawilonie w Wenecji.
Najpierw jakieś dwa tygodnie temu w “Metrze”, Agora lansowała kreatora Nowego Wspaniałego Świata, (artykuł zatytułowany, UWAGA! “Kim jest Sławomir Sierakowski?”) a teraz ta historia opisana przez “GW’.
Przezabawne!
Oto wojownik Sierakowski, wystąpił w krótkim filmie grając, KOGO? oczywiście, SIEBIE!
Przemawiał, nawoływał, walczył, aż poległ w zamachu przeprowadzonym przez nieznanego sprawcę, (najprawdopodobnie przez Jarosława Kaczyńskiego). Lenin zamach na swoje życie przeżył, więc i Sierakowski żyje, i oby jak najdłużej, oby tak samo jak wzór, czyli wiecznie!
Wracając do rzeczy. Zamach!
Udany zamach na Sierakowskiego! Ofiara-mesjasz lewicy polskiej zabita na filmie, ginie w najlepszym okresie swego egzystencjalnego rozkwitu “Sturm und Drang”.
A pisząc serio, sądzę, że to już chyba całkowity koniec tego faceta i tego środowiska.
Jeśli doszło już do tego, że gość gra samego siebie, w swoim własnym filmie, przez siebie wyprodukowanym, tworząc sam swoją legendę, to aż żal się robi, z tej to groteski ideologicznej.
Pan Sierakowski stał się mitomanem. Żałosny upadek.
A ponieważ ten news wisi cały dzień na gazecie.pl, domyślam się, że nawet w “GW” przestali już pana Sławomira lubić. I nabijają się z niego tak samo, jak ja… może nawet bardziej.
Ten wątek powinien dostać uznanie u panów Igora Zalewskiego i Roberta Mazurka w najbliższym “Uważam Rze”.
Przednie!


Komentarze
Pokaż komentarze