Jan Pospieszalski w ostatnim artykule w “Uważam rze” podejmuje temat homopropagandy.
Oprócz znanych argumentów, można powiedzieć oczywistych, znanych, także nauce, mnie osobiście uderzył argument, wprawdzie tylko przez pana red. Pospieszalskiego wspomniany, ale zasadny i temu jednemu wątkowi poświęcam tę notkę.
Skoro w rodzinie tradycyjnej występują patologie, to lepiej, żeby dziecko zostało przyznane dwóm ojcom lub dwóm matkom, słyszymy w homopropagandzie.
Z tym argumentem spotkałem się już wcześniej i rzeczywiście z pozoru brzmi on wiarygodnie. Tymczasem jest z gruntu fałszywy.
Na czym polega jego zwodniczość i fałszywość?
Rzecz idzie właśnie o tę patologię; tak jak nie można zaprzeczyć, że w rodzinach tradycyjnych dochodzi do patologii (alkoholizm, narkomania, przemoc, pedofilia), tak samo te zjawiska występują w homozwiązkach, "rodzinach” nie-tradycyjnych, czyli alternatywnych, które są już legalnie budowane w Europie Zachodniej, i nie tylko.
I to właściwie sedno zagadnienia.
Ponieważ dochodzi w nich także do patologii (alkoholizm, narkomania, przemoc, pedofilia), nie można, w żadnym wypadku nie można pozwolić, żeby na nasze własne życzenie, na naszych oczach, tu w Polsce, stwarzać, choćby potencjalnie, prawdopodobieństwo wystąpienia takiej patologii.
Bo o ile, rodziny tradycyjnej, ze względu na jej naturalność i legalność od prawieków, nie można zlikwidować, ani zdelegalizować, to na pewno można zatrzymać zagrożenie w postaci nowej instytucji proponowanej przez środowiska LGBT czy gender. Dlaczego mamy tworzyć takie zagrożenie, skoro go aktualnie nie ma?
Powiem inaczej, ze względu na jedno jedyne dziecko w Polsce, które mogłoby zostać przyznane patologicznej parze homoseksualnej, w której występowałyby alkoholizm, narkomania, przemoc, pedofilia (jeszcze raz powtórzę: tylko jedno dziecko!), a więc dla tego jednego dziecka, trzeba walczyć o to, aby pary homoseksualne, nigdy, powtórzę NIGDY, nie miały prawa do adopcji dzieci.
Co należy zrobić? Na pierwszym miejscu należy przede wszystkim uzdrawiać, leczyć i pomagać rodzinom patologicznym (tym tradycyjnym) wyjść z ich choroby.
Należy tworzyć prawo, które ułatwi adopcję dzieci z domów dziecka, tworzyć przepisy, które wyciągną je z tego piekła. Państwo ma za zadanie obalanie muru ograniczeń dla małżeństw, które nie mogą mieć dzieci, i które starają się o dzieci z domów dziecka.
Państwo musi pomagać rodzinom zastępczym, musi tworzyć prawo dla dzieci, wzmacniać rodzinę tradycyjną, tworzyć ulgi podatkowe, zachęcać młode małżeństwa do rodzenia dzieci, oto prawdziwe wyzwania dla ministra Arłukowicza, to są prawdziwi wykluczeni, pokrzywdzeni i poniżeni.
A nie, władne, przepotężne homolobby dumnie kroczące od tęczowej parady do innej pride parade.
W tych krajach, gdzie dzieci już zostały skrzywdzone, to egoizm i wąskie interesy gejowsko-lesbijskich grup interesu są na pierwszym miejscu; natomiast dziecko stało się towarem, przedmiotem, instrumentem tej polityczno-ideologicznej rozgrywki. To gejowsko-lesbijska reifikacja dziecka jako takiego (a ponoć lewica tak walczy o odprzedmiotowienie człowieka...).
Dramat polega bowiem na tym, że zamyślając dobro dla par homoseksualnych, nie myśli się, w tamtych krajach o dzieciach.
Dlatego musimy bronić dzieci w Polsce przed tą straszną ideologią.
Obawiam się jednak, że koalicja PO-SLD będzie pierwszym tego etapem, pierwszym schodkiem do piekła.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)