Myślałem jeszcze o tym, co się wydarzyło wczoraj w programie red. Lisa.
Dużo oczywiście się wydarzyło, ale to co mnie najbardziej dotknęło, jak już pisałem wczoraj, to fakt tej ślepej agresji, bladej furii, kipiącej złości, degenerującej bezwzględności, obopólnej nienawiści, kolejnej odsłony wojny polsko-polskiej.
Pan prezes Kaczyński dał satysfakcję wszystkim, którzy kipią nienawiścią do Lisa.
Wystarczy poczytać te wykwity euforii: “Zwycięstwo nasze! Brawo Prezes”.
Tak, fakt, dał mu wycisk, co arena PiSlamistów, wyznawców i umiarkowanych zwolenników PiS-u, przyjęła z aprobatą, miłością, wdzięcznością, ulgą, głębokim odetchnięciem, dając się złapać w pułapkę salonu socjal-liberalnych mediów.
Pan Kaczyński poszedł do tej czeluści nienawiści, ze swoją nienawiścią, celowo, śmiało, aby się oddać głębi emocji, pyskówce, wzajemnemu obrażaniu, podpuszczaniu, złośliwości, uszczypliwości, co z punktu widzenia partii dążącej rzekomo do zwycięstwa było ogromnym błędem, czyli, niejako znowu, na swoje własne życzenie, pan Kaczyński wyzwolił demony… i sęk w tym, że nie był to błąd strategiczny, podobny do tego z uczestniczeniem w debacie z Donaldem Tuskiem (tamta debata wynikała z pychy, pokonał przecież prezydenta Kwaśniewskiego, pokona też jakiegoś tam Tuska i właśnie wtedy przegrał… pycha jest początkiem upadku).
Wczoraj wizyta w tym programie, gdzie dokonuje się sabatów i pogromów publicystycznych na PiS-ie, to była wola samego prezesa, aby wejść w głębię cienia zemsty.
Tak. Prezes PiS-u, Jarosław Shadow of Revenge Kaczyński poszedł do tego programu z mieczem samurajskim, żeby dokonać zemsty/egzekucji na red. Tomaszu Lisie. Moim zdaniem udało się. Wypatroszył go, pociął, sprowadził na poziom lumpenredaktorzyny pozbawionego profesjonalizmu dziennikarskiego. Wykazał, jak wielką nienawiść ten człowiek do niego czuje, ile chowa urazy, tak, lecz cóż z tego, skoro Lis nie kandyduje, tylko pożywia się PiS-em, to prezes największej partii opozycyjnej kandyduje do rządzenia krajem. Sam prezes tejże właśnie partii poszedł do jaskini cyklopa z niesioną w sercu pogardą, poszedł tam powiedzieć prosto w twarz red. Lisowi swoje zdanie o nim, o tamtych, o układzie, o salonie, wyśmiać go i ich.
Tym samym się pogrążył. Pochłonęła go czeluść odwetu i zemsty.
Zatracił się.
Dołożył, bo chciał, bo pragnął, nie słuchał podszeptu doradców, którzy mówili: “niech Pan nie idzie, to pułapka, nie teraz, nie w tym ostatnim, decydującym czasie”.
Poszedł. Wpisał się tym samym w to, czego zapragnął dla niego salon. Podjął ich grę.
Przed wyborami znowu wystawił się na strzały, które padną teraz ze wszystkich stron.
Jeżeli to ta bomba PO, o której tu i ówdzie było słychać, to moim zdaniem plan Imperium PZPO się powiódł.
O polityce z wielkiej litery nie można tu przecież mówić. Skończyła się ostatecznie szansa PiS-u na zwycięstwo.
Przy czym, wiem, że i bez udziału w tym programie, żadnego zwycięstwa by tu nie było. Ot 25%. I wszystko.
Prezes też chyba o tym wiedział, ale zemścił się, o to była ta gra, o to toczyła się stawka. O zemstę na oczach milionów ludzi!
Ale dobrotliwej twarzy, zgnębionej bólem po zmarłym tragicznie bratu, o czym traktuje film “Lider”, nikt już nie pamięta.
Jarosław Kaczyński nie jest mężem stanu. Nie jest prawdziwym liderem. Żal mi go, tak po ludzku, żal.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)