Janusz Palikot nie spocznie na laurach sukcesu wyborczego w wyborach parlamentarnych 2011.
Idzie dalej.
Rozmowa z Aleksandrem Kwasniewskim jest tego dowodem.
Dla niego liczy się jedno: chce rządzić.
W najbliższym czasie będzie grać na rozbicie SLD i przejęcie od tego ugrupowania jak najwięcej członków w parlamencie, tworząc nową lewicę i nowe SLD, może LSD?
W terenie zaś przejmie struktury, opłaci hojnie żurnalistów, żeby mieć zaplecze medialne, zwiększy zasoby partyjne i będzie kąsać Donalda Tuska, zaś jadąc na antyklerykalnym paliwie przeprowadzi kilka agresywnych ataków na Kościół, może nawet udanych, powrzeszczy, w końcu… wyleci za burtę i słuch o nim zaginie.
Nie ma LPR, nie ma Samoobrony, nie będzie Ruchu Palikota.
Radykałowie tak kończą…
O zjawisku palikotyzacji pisałem tutaj (analiza wciąż aktualna):
Kto dziś pamięta o Pimie Fortuynie? Amsterdam-Lublin


Komentarze
Pokaż komentarze