8 obserwujących
42 notki
67k odsłon
  464   0

Pierwsza ofiara stalinizmu

Pewnego kwietniowego poranka Roku Pańskiego 1999, leżąc jeszcze w łóżku, dowiedziałem się od Żony (właśnie słuchała jakiejś rozgłośni radiowej), że jestem „kłamcą oświęcimskim". Po raz pierwszy  w życiu nie zjadłem normalnego śniadania. Za wszystko wystarczyły papierosy. Tak oto „wstąpiłem do Europy" ...

Machina ruszyła. Monstrualna nagonka prasowa, uczelniane „śledztwo", wizyta u atrakcyjnej pani prokurator, wreszcie usunięcie z uczelni, zakaz wykonywania zawodu, proces sądowy, wyrok.

Przedmowa Dariusza Ratajczaka do II wydania „Tematów Niebezpiecznych" Opole 2005.

 

 

          Ironiczny, nieco dowcipny w swej wymowie tekst był charakterystyczny dla lekkiego pióra Dariusza Ratajczaka, doktora nauk humanistycznych, historyka, wykładowcy i świetnego felietonisty.

Widać miał dystans do całej tej nagonki, do końca zachował „twarz".

Miał rację. Machina ruszyła. Monstrualna nagonka prasowa, która, niczym buldożer, zniszczyła wszystko co kochał, zniszczyła i upodliła człowieka, nie zatrzymała się nawet nad jego grobem. 
Ale zacznijmy od początku.

Na  parkingu pod opolskim Centrum Handlowym w zaparkowanym samochodzie odnaleziono zwłoki mężczyzny. Podobno nie żył już od siedmiu dni. Samochód przez te siedem dni, na niemiłosiernym słońcu, stał zaparkowany wśród setek innych aut, kryjąc w swym wnętrzu makabryczny widok - Sensacyjny news obiegł prowincjonalną wiochę zwaną Opolem.

Tego samego dnia odebrałem telefon od opolskiego dziennikarza z zapytaniem kiedy ostatnio widziałem dr Ratajczaka i czy mam do niego aktualny numer.  Prośbę dziennikarza zignorowałem i o epizodzie zapomniałem aż do następnego rana.

Mając wolny dzień próbowałem wczytać się w Kawior i popiół, lekturę zadaną mi przez jednego z wykładowców, zamiar mój skutecznie niweczył jazgot wydobywający się zapewne z głośników radia zlokalizowanego w garażu sąsiada, który graniczy z moim ogrodem.

Nagle głos spikera radiowego nadał wiadomość, że ciało mężczyzny znalezionego pod opolskim Centrum Handlowym policja zidentyfikowała, na podstawie znajdujących się w samochodzie dokumentów, jako zwłoki Dariusza Ratajczaka. Usłyszana zza pleców wiadomość przyprawiła mnie o dziwny skurcz żołądka, poczułem ciarki na całym ciele. Zrobiło mi się niedobrze.

Szybki, nerwowy przegląd stron internetowych i ... szok

W internetowym wydaniu opolskiego dodatku Gazety Wyborczej tekst autorstwa dziennikarza, który dzień wcześniej do mnie dzwonił pod tytułem: „Policja prawdopodobnie znalazła ciało kłamcy oświęcimskiego" (http://wyborcza.pl/1,75248,8018753,Policja_prawdopodobnie_znalazla_cialo_klamcy_oswiecimskiego.html) W tym samym wydaniu reportaż o Dariuszu Ratajczaku pod tytułem: „Kłamca nie ma już siły".(http://opole.gazeta.pl/opole/1,35086,8019324,Klamca_nie_ma_juz_sily__REPORTAZ_.html).

Machina z impetem przetoczyła się przez zwłoki Ratajczaka, łamiąc to, czego do tej pory jeszcze nie złamała -jego życie.

 

Czy znałem dr Ratajczaka?

Nie.

Znałem go za to z opowiadań jego studentów.

Trzy może cztery razy byłem na jego wieczorach autorskich.

  Mam książki z jego dedykacjami.

Był szczerym, uśmiechniętym facetem, niezwykle błyskotliwym, co rzadko zdarza się wśród posępnych historyków.

Zawsze miał charakterystyczny półuśmiech, który do końca nie zdradzał czy doktor żartuje, naigrywa się czy jest też śmiertelnie poważny.

 Więcej o nim napisać nie potrafię.

Ostatni raz widziałem go w centrum Opola ponad rok temu.

Jechał z naprzeciwka na rowerze.

 Był jakiś inny, jakby nieobecny, nie zwracał uwagi na otoczenie.

Był jakby w innym świecie, ale za to z nieodłącznym półuśmiechem.

Być może ten zamknięty, inny świat był jego swoistą samoobroną przed światem, który, trzeba to otwarcie napisać, zgotowała mu Gazeta Wyborcza.

W książce, której lekturę przerwała mi tragiczna radiowa wiadomość o śmierci dr Ratajczaka, Kawior i popiół,  komunistyczni aktywiści co jakiś czas poddawali się samokrytyce, oczyszczając tym samym sumienia z krwawych zbrodni i szykując się na kolejną dawkę czerwonych nieczystości.

Dr Ratajczak nie miał szans na samokrytykę.

Siepacze Gazety Wyborczej skazali go na śmierć w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Stalinizm powrócił. 

 

 

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale