Tomasz Zając Tomasz Zając
359
BLOG

Polska Szkoła Niższa

Tomasz Zając Tomasz Zając Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 3

 

            Zarówno w mediach, jak i w środowisku wielu intelektualistów słychać ciągłe nawoływania na temat marnego, niskiego, przeciętnego poziomu edukacji w szkolnictwie wyższym. Mówi się również, że sale wykładowe winny być miejscami intelektualnej niezależności i wyrażania opinii zgodnie ze zmysłem krytycznym, ale jak wiadomo ,,obowiązująca w wojsku zasada awansu jest tego rodzaju, że ci, którzy ośmielają się myśleć samodzielnie, są na ogół pomijani''[1]

Abstrahując od biurokracji i gospodarczego zorientowania, które w ujęciu Maxa Webera znaczy tyle, co tworzenie rzeczy użytecznych, a z którym rzadko się spotykamy w rzeczywistości, jako że pozostaje to tylko typem idealnym, studia można porównać dziś do biegu przez płotki, gdzie celem ,pożytecznym efektem wysiłku, nie jest dobiegnięcie do mety, lecz nie wychylanie się zanadto z własnego pola pomiędzy dwiema liniami lub, co gorsza nie potknięcie się o płotek i zarycie twarzą o ziemię. Oznacza to tyle, co unikanie świadomości własnej niedoskonałości  lub nie dostrzeganie błędów w nas samych w imię zapominania o dobrej zasadzie głoszącej, że tajemnicą metody naukowej jest gotowość do uczenia się na błędach, a  używając słów jednego z mieszkańców kolonii robotniczej, z której pochodzę, oznacza, że ,,w  życiu jak czegoś nie spierdolisz, to się nie nauczysz''. 

           Mówi się o lenistwie studentów i masowej produkcji ,,magistrów''. Można się zgodzić z tym, że wiele osób podejmuje się lub kończy edukację dla tzw. papieru (nawiasem mówiąc można wykorzystać go do celów,nazwijmy je higienicznymi). Można również zgodzić się z tym, że masa najczęściej oznacza obniżenie jakości. Ale warto zwrócić uwagę na to, że, tak jak w ujęciu Platona ( nie popieram jego wielu ideologii, ale ten przykład jest adekwatny do naszej rzeczywistości) kluczową rolę spełnia instytucja, która powinna dbać o przyszłych władców,a którą nazwać możemy państwowym departamentem wychowania, tak o studentów powinni dbać wykładowcy, a jeszcze przed nimi instytucja zwaną uczelnią, szkołą wyższą, uniwersytetem lub jak kto woli po prostu akademią mądrości.

           Można by tutaj oczywiście rozważać na temat idei moralnych takich jak Sprawiedliwość, Dobro, Piękno, Mądrość, Prawda i Szczęście, ale spoglądając na uczelnie wystarczy powiedzieć, że trudno jest zaprojektować inst ytucje mające na celu selekcję ludzi najambitniejszych.  Dlaczego o tym piszę? Sprawę opisuję na podstawie obserwacji uczestniczącej (zainteresowanych odsyłam do lektury książek Ervinga Goffmanna) i przy całym obiektywizmie, jest w niej wiele subiektywnych spostrzeżeń.

Spójrzmy chociażby na przykład prac dyplomowych, a zwłaszcza na kwestię tworzenia przypisów oraz umieszczania pozycji książkowych w bibliografii. Wśród studentów- zwłaszcza socjologii- krzewione są słowa o obiektywnym prowadzeniu badań, o nie zafałszowywaniu rzeczywistości, o tym, że mamy badać prawdziwe procesy i wyjaśniać dzięki nim stosunki społeczne. Ogólnie rzecz biorąc mamy dochodzić do Prawdy.

Ale jak można mówić o prawdzie, kiedy administracyjny, biurokratyczny, czy jakkolwiek byśmy go nazwali, wymóg, nakazuje w pracy dyplomowej magisterskiej wpisać w bibliografii minimum 50 książek, nawet jeśli się ich nie czytało? Albo w jaki sposób można wymagać od studentów poświęcenia, zaangażowania, zainteresowania danym przedmiotem, kiedy pewien wykładowca czyta notatki z kartki przepisane z Wikipedii lub odwołuje raz po raz zajęcia- nazwijmy rzecz po imieniu ze zwyczajnego ,,widzi mi się’’- albo nie prowadzi zajęć, a bierze kasę- i to często nie małą- za nic odbierając szansę na etat tym, którzy na to by zasługiwali? Co gorsza, sam narzeka potem na niski poziom uczelni i wiedzy studentów, nie zważając, że przykład spada z góry…

 Są oczywiście jeszcze- chociaż niewielu lub sami pod wpływem współczesnej, panującej w środowisku akademickim ,,filozofii kultury’’ ulegają tendencjom, obniżają wymagania wobec studentów i poziom swoich zajęć- wykładowcy, którzy wzorem Sokratesa są perazjastami. Pozostaje tylko pytanie, jak długo będą jeszcze w stanie wytrzymać wojnę z głupotą…

 

 



[1] K.Popper, Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie. Urok Platona, Wydawnictwo PWN, Warszawa 1993, s. 158.

.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Technologie