Tomasz Zając Tomasz Zając
894
BLOG

Tożsamość i tradycja nauki – problem poznawczy i społeczny histo

Tomasz Zając Tomasz Zając Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

 

Tomasz Zając

Tożsamość i tradycja nauki – problem poznawczy i społeczny historii socjologii.

 

Beata quippe vita est gaudium de veritate -

życie szczęśliwe to radowanie się z prawdy.

św. Augustyn

 

Rok 2012 według prognoz miał być czasem nadchodzących dramatycznych przemian. Nieuniknionymi zjawiskami zdawały się być nasilające się masowe protesty i walki uliczne, całkowita degradacja środowiska naturalnego i rozpad państw narodowych. Zapowiadano trzecią (tym razem nuklearno-biologiczną) wojnę światową. Na naszych oczach dojść miało do zderzenia cywilizacji na wszystkich jej polach: kulturowym, religijnym, ideowym, światopoglądowym, gospodarczym, ekonomicznym, obyczajowym i politycznym. Niewątpliwie wiele z tych futurystycznych przepowiedni stało się realnym zagrożeniem. Upadają bowiem powszechnie uznawane systemy wartości, rozpada się rodzina nuklearna, nieskuteczne stają się dotychczasowe formy sprawowania władzy. Szerzą się ruchy feministyczne, na sile nabiera inżynieria genetyczna, a walki na tle religijnym to jeden z głównych tematów omawianych w mediach czy też środowiskach intelektualnych. W całym tym chaosie warto się skupić i zadać sobie również pytanie o sens nauki. Wiele sygnałów wskazuje bowiem na kryzys jej tożsamości i tradycji w nieustającym pędzie zmian.

 

WAŻNOŚĆ WIEDZY – BRAK PEWNOŚCI.

Obserwując otaczającą nas wokół rzeczywistość społeczną i poruszając się w jej przestrzeni, stosujemy się do przyjętych i uznanych za poprawne, wzorów działań. Większość uznawanych kryteriów jest ważnych i istotnych. Jednak nie zawsze przyjęte postulaty czy teorie są adekwatne do wykonywania realnych działań. Podobne kryteria przyjmowane są w nauce.

Tutaj pojawia się dysonans, którego stałą antropologiczną jest łączenie ważności wiedzy o tym, ,,co i w jaki sposób powinienem robić?'' z wiedzą o tym ,,czym jest to co, robię i kim jestem ja, jaka jest moja rola w tych działaniach?''1. Jest to problem zarówno natury poznawczej, jak i fachowej, technicznej, ponieważ w momencie jego zaistnienia, naukowcy muszą zweryfikować przydatność dotychczasowych wzorów postępowania i zrewidować swoje poglądy burząc w ten sposób mur ochronny, którym często się otoczyli. Pojawiają się kolejne pytania dotyczące tożsamości, a co za tym idzie, tradycji nauki: ,,jeśli nie wiadomo czym, jest nauka lub kim jest uczony, to nie wiadomo także, co jest godnym uznania i stosowania, co zasługuje na przekaz w procesie edukacji i socjalizacji aktorów?''2. Skoro przecież nie mamy pojęcia na temat tego, kim jesteśmy lub, czy to co wykonujemy ma sens, jak możemy podążać ku przyszłości? Zakłócona zostaje pewność teorii, działań, ideologii, wiary, wartości. Istnieje kilka sytuacji, w których dochodzi do załamania się wiary w dotychczasowy sens nauki. Jedynym ratunkiem może być zastanowienie się, refleksja. Wymienić tutaj należy takie przyczyny, z których dwie pierwsze wymagają wyjaśnienia, jak:

  • ,,pomieszanie języków''

  • wyparowanie ethosu

  • kwestionowanie statusu teorii poprzez głoszenie relatywizmu etycznego
    i epistemologicznego

  • klimaty wrogości wobec nauki

Pomieszanie języków jest innymi słowy zatarciem się granic pomiędzy naukowym spojrzeniem na rzeczywistość, a alternatywnymi oglądami, obrazami rzeczywistości – często pospolitymi i banalnymi. Niewątpliwie zauważyć można w życiu codziennym, jak i usłyszeć w wypowiedziach naukowców, polityków, pracowników mediów czy instytucji państwowych mieszaninę pojęć naukowych i ideologii, nauki i religii, technologii i żargonu ulicznego. Wszystko to prowadzi często do powstawania nonsensów i spiskowych teorii dziejów.

Wyparowanie ethosu jest zjawiskiem, które odrzuca, niszczy, przekreśla, banalizuje status
i odrębność środowiska, jakim są naukowcy. Na znaczeniu traci idea powołania pracowników naukowych przekształcana w bezsensowną teorię według której prawda naukowa oznacza jedynie tyle, co gra o uzyskanie konkretnych rezultatów – wyniki badań dostosowywane są do potrzeb opinii publicznej lub mocodawców, badacze uzależnieni od środków finansowych ulegają wpływom. Nauczyciele akademiccy stają się w tej sytuacji niejako tylko i wyłącznie narzędziem, do niecnych celów politycznych. Można tutaj zadać kolejne pytania:

 

  1. Co się stało z cechem/stanem naukowców?

  2. Gdzie można i czy w ogóle istnieją jeszcze tzw. ethosowi badacze?

  3. Czy istnieje i ma sens zjawisko zwane ,,zawodem- powołaniem'' ?

  4. CZY WIEMY, CZYM JEST I PO CO ISTNIENIE TRADYCJA W NAUCE?

 

 

 

Cztery powyższe pytania można połączyć w jedną całość i nazwać ją: wyzwaniem wobec intelektu, moralności i etyki postępowania ludzi nauki. Istnieją oczywiście alternatywne sposoby rozwiązywania tych problemów. Janusz Goćkowski wraz z Stanisławem Marmuszewskim przedstawiają pięć następujących propozycji:

 

  1. Projektowanie i realizowanie czynności będących terapią nauki w połączeniu z doskonaleniem modelu nauki oraz precyzacją syndromu cech stanowiących o tożsamości nauki.

  2. Reinterpretacja i rewizja tradycji nauki w połączeniu z nową koncepcją życia nauki – jej nowym modelem, odmiennym syndromem cech.

  3. Trwanie przy dotychczasowych praktykach z odnotowaniem wzrostu liczby pól, które nie należą do strefy nauki.

  4. Oddzielenie refleksji diagnostyczno-terapeutycznej od refleksji teoretyczno-naukoznawczej, a więc kierowanie inwencji i aktywności poznawczej na rozwiązywanie problemów społecznych i rozwiązywanie problemów poznawczych.

  5. Rezygnacja ze starań o trwanie w tożsamości oraz z obserwowania i respektowania tradycji. Następuje wówczas uznanie, iż praca naukowa jest zajęciem podlegającym regulacji na runku albo regulacji przez centralny ośrodek planowania. Liczy się akceptacja sponsora czy planisty, reszta nie ma znaczenia zasadniczego3.

 

Niewątpliwie można znaleźć o wiele więcej przydatnych rozwiązań powyższych problemów, występujących w nauce, jednakże natłok informacji mógłby spowodować zwiększenie kłopotów z określeniem jej tożsamości. Jedno jest pewne: nauka bez własnej historii zatraca tożsamość. Czy rzeczywiście?

 

HISTORIA NAUKI – CZY JEST POTRZEBNA UCZONYM?

Ostateczne samookreślenie w życiu naukowym i udzielenie jednoznacznej odpowiedzi na pytanie ,,co i jak powinienem robić?'' wydaje się zjawiskiem nieosiągalnym. Jeżeli zaś jest możliwe to wymaga niewątpliwie wiele czasu. Z czasem bezpośrednio wiąże się historia nauki. Czy ma ona znaczenie? O to samo pyta Joseph A. Schumpeter:,,Dlaczego studiujemy historię jakiejś nauki? Można by sądzić, iż w tym, co robi się obecnie, trwa wszystko, cokolwiek z dzieła poprzednich pokoleń pozostało przydatne. Można przypuszczać, że nie warto troszczyć się o pojęcia, metody i wyniki, które nie dochowały się w ten sposób. Czemuż więc mielibyśmy powracać do dawnych autorów i robić powtórkę z przestarzałych poglądów? Czyż nie należy spokojnie oddać starzyzny pod opiekę nielicznych specjalistów, którzy lubią ją dlatego, że jest stara?''4.Nie jest to pytanie bezzasadne. W naszej współczesnej kulturze, a zwłaszcza w koncepcji nauki często bowiem przyjmuje się tezę, że historia dla kogoś, kto nie zajmuje się nią zawodowo, jest bezużyteczna. Polemizowanie z przeszłością, dawnymi koncepcjami, przedstawicielami prądów umysłowych dawnych epok uważane jest za stratę czasu. Dotyczy to nawet takich dziedzin jak filozofia, gdzie w gruncie rzeczy przecież przez stulecia naukowcy próbują odpowiedzieć na te same elementarne pytania dotyczące naszej rzeczywistości. Hans Reichenbach nawiązując do historii filozofii ujmuję tę sprawę w następujący sposób:,,Ludzie, którzy tworzą filozofię naukową nie oglądają się wstecz: praca ich nie zyska na rozważaniach historycznych. Są równie ahistoryczni jak Platon czy Kant, ponieważ tak samo jak oni interesują się tyko przedmiotem swych badań, a nie jego związkami z przeszłością. Zajmowanie się dawnymi mniemaniami po prostu odwraca uwagę od tego, co najważniejsze, czyli od rzeczy samych''5.Jest to niewątpliwie złożoność wątków problemowych jaką cechuje się tożsamość nauki. Szczególną uwagę warto zwrócić na podział między naukami humanistycznymi, a naukami przyrodniczymi. Pierwsze bowiem według wielu opinii mają swoich ,,klasyków'', do których nieustannie powracają budując nowe teorie opierające się na dawniejszych. Drugie natomiast dążą do kumulacji wiedzy podczas której dochodzi niejako do selekcji wiedzy. Mianowicie z dawnych koncepcji i teorii te, które są najbardziej przydatne i adekwatne do współczesności zostają przez nią zaakceptowane i wchłonięte. Cała reszta , tzn. tradycyjne i klasyczne koncepcje, wyraźnie nie nadążające za biegiem czasu, zostają definitywnie odrzucone. Z tą zasadą, występującą w naukach przyrodniczych zgadza się Alfred North Whitehead, który twierdzi, że:,,Nauka, która nie może się zdobyć na to, by zapomnieć o swoich założycielach, jest zgubiona''6.Czy oznacza to, że należy całkowicie pozbyć się dawnych teorii i wymazać z pamięci prekursorów danej dziedziny naukowej? Oczywiście nie, jednakże polegać ma to na odrzuceniu autorytetów – zaprzestania traktowania dawnych ,,nauczycieli'' jako mistrzów. Natomiast wciąż mogą być partnerami godnymi do prowadzenia wspólnego dialogu. Sytuacja socjologii w tym względzie jest skomplikowana. Jako dziedzina nauki oscyluje ona bowiem pomiędzy przyrodoznawstwem, a humanistyką. ,,Jej stosunek do własnej przeszłości zależy w ogromnej mierze od tego, w którą z tych dwóch stron się skłania''7.Trzeba wyraźnie powiedzieć i podkreślić, że największy wpływ na socjologów w kształtowaniu ich świadomości teoretycznej, a później praktycznej, miała filozofia pozytywistyczna. Jurgen Habermas zauważa, że tym, co odróżnia pozytywizm od pozostałych, wcześniejszych filozofii, jest jego,,epistemologiczna niezależność faktów od teorii''8.Najprościej rzecz ujmując oznacza to, że istnieją czyste, nieskażone żadnymi innymi czynnikami zewnętrznymi, surowe fakty. W tym ujęciu, jako badaczy otaczającej nas rzeczywistości, naszym zadaniem jest jedynie obserwowanie tychże faktów będąc wolnym od jakichkolwiek wcześniejszych opinii – Emile Durkheim określał to sformułowaniempar le commencement. Budzi to jednak wątpliwości, ponieważ takie bezzałożeniowe badanie rzeczywistości zmusza badaczy automatycznie do odrzucania wcześniejszych teorii – do odrzucenia historii, ponieważ wedle tego ujęcia nie jest ona w stanie przyczynić się do postępu w nauce.

 

WIELOŚĆ NAUK – JEDNOŚĆ WIEDZY

Rozwój nauki europejskiej w zasadzie odbywał się dwiema drogami: z jednej strony była to droga specjalizacji, a z drugiej integracji:,,Z pierwotnej jedności, utożsamianej z szeroko rozumianą filozofią, rychło zaczęły wydzielać się poszczególne gałęzie wiedzy naukowej, zrazu jako rezultat wewnętrznego podziału filozofii, później jako coraz to bardziej od niej niezależne, a zarazem coraz bardziej szczegółowe dyscypliny. Średniowiecze utrwaliło późno starożytny podział nauk, artes – na trivium i quardivium, wyróżniając, z jednej strony gramatykę, retorykę i dialektykę, z drugiej zaś – arytmetykę, geometrię, astronomię i teorię muzyki, które choć należące do jednego wydziału sztuk wyzwolonych, zwanego zresztą także filozoficznym, miały się rychło od filozofii oderwać, konstytuując autonomiczne dziedziny badań''9.Swoją własną ścieżką podążała medycyna, którą traktowano bardziej jako umiejętność praktyczną, niż dziedzinę nauki. Jednakże nie można ujmować jej tworzenia i obrony skomplikowanych i mocnych podstaw teoretycznych. Specjalizacja naukowa nabrała rozpędu w czasach nowożytności. Pomijając rozwijające się wówczas w zawrotnym tempie takie dziedziny jak matematyka, fizyka, chemia czy nauki biologiczne, należy dodać, że ogromnego znaczenia nabrały - najogólniej rzecz ujmując –nauki o człowieku. Należały do nich antropologia, etnografia, psychologia, a zwłaszcza socjologia. W czasach współczesnych zaś nastąpił rozkwit wielu dyscyplin i subdyscyplin będących składnikami wymienionych wyżej kierunków - zainteresowania badawcze skupiają się coraz częsciej na komunikacji, nowych mediach, Internecie, cybernetyce, informatyce, technikach przekształcania obrazu, sztuce, reklamie, problemach tożsamości, metodologii nauk. Średniowieczny podział nauk na trivium i uadrivium stał się za ciasny, a jego ramy pękają. Na znaczeniu jednak nie tracą nauki zajmujące się historią i literaturą, a co więcej powstała nowa dziedzina – nauka o nauce.,,Dla Arystotelesa główne kryterium podziału nauk to cel: poznanie prawdy dla niej samej rodzi nauki teoretyczne, poznanie dobra i sposobów jego osiągania – nauki praktyczne,wreszcze poznanie nastawione na wytwarzanie rzeczy praktycznych – nauki pojetyczne. Francis Bacon klasyfikował nauki wedle ich przyporządkowania poszczególnym władzom duszy: na rozumie opierają się nauki filozoficzne, na pamięci – historyczne, na wyobraźni – poezja i poetyka. Piękny przykład klasyfikacji, zachowującej organiczną jedność nauk, pochodzi od Kartezjuesza. Porównywał on system nauk do DRZEWA. Korzenie stanowi filozofia, badająca pierwsze zasady wszelkiej wiedzy, pień – to fizyka, a konary – mechanika, medycyne i etyka. Comte klasyfikuje nauki wedle stopnia abstrakcji: w ten sposób uzyskuje się określony szereg nauk, który otwiera matematyka (jako najbardziej abstrakcyjna), po czym idą astronomia, fizyka, chemia, biologia i socjologia. Każda z nich przechodzi historyczne trzy stadia: TEOLOGICZNE, METAFIZYCZNE, POZYTYWNE. Współczesne podziały nauk dokonują się często wedle kryteriów pragmatycznych albo z uwagi na ich obszary badawcze, metody, cele''10. Bardzo istotnym czynnikiem branym pod uwagę przy uzasadnianiu jedności wszystkich nauk, jest cel. Zadawać można pytania: w jakim celu przeprowadzam dane badania? Co chcę przez to osiągnąć? Święty Tomasz z Akwinu rzecz ujmuje w następujący sposób: ,,Wszystkie nauki i sztuki przyporządkowane są jednego celowi, mianowicie doskonałości człowieka, na której polega jego szczęście. Przeto jest rzeczą konieczną, by jedna z nich rządziła pozostałymi – określa się ją mianem mądrości''11. Z kolei wybitny filozof Karl Popper twierdzi, że,,Zadanie nauki jest częściowo teoretyczne – objaśnianie – a częściowo praktyczne – przewidywanie i zastosowania techniczne''12. Sposobów integracji nauk jest wiele, jednak dosyć powszechnie uznawanym, zwłaszcza w pewnym czasie przez przedstawicieli Koła Wiedeńskiego, był redukcjonizm. Sposób ten polega głównie na tym, że próbuje się zredukować, sprowadzić, stłoczyć nauki do jednej przodującej i wyróżniającej się na tle pozostałych. Uznaje się wówczas, że możliwości badawcze tejże nauki są na tyle wystarczające, że można je stosować w każdej dziedzinie. Za taką naukę uznawano fizykę: ,,jeśli coś nie da się opisać w jej języku, nie zasługuje na miano przedmiotu nauki. Fizykalizm nepozytywizmu idzie w parze z psychologizmem: zjawiska nie dające się sprowadzić do fizycznych mają naturę zjawisk psychicznych, a byłoby najlepiej, gdyby okazało się, że i te, w swych najgłębszych uwarunkowaniach, podlegają wyłącznie prawom fizyki''13. Oczywiście takie postępowanie całkowicie z kanonu powszechnie uznawanych nauk
i tego, co w pojęciu naukowości się mieści, wyklucza filozofię czy inne nauki humanistyczne. Jedyną chyba sensowną reakcją w tej sytuacji jest całkowite odejście w nauk humanistycznych od reguł i zasad przyrodoznawczych i ścisłych. Z drugiej strony jednak prowadzi to często do samowolki i nieodpowiedzialnego tworzenia teorii oraz metod badawczych. Dlatego też nauki humanistyczne powinny zachować swoją swoistość i odrębność, bowiem to przedmiot wyznacza metodę. Mimo to wszelkie nauki posiadają czynnik, który sprawa, że stają się rzeczywistą jednością – jest nim WIEDZA, o czym w interesujący sposób pisze Jan Łukasiewicz:
,,Arystoteles początek nauki upatrywał w zdziwieniu. Dziwili się Grecy, że bok i przekątna kwadratu nie mają wspólnej miary. Zdziwienie jest stanem psychicznym intelektualno-uczuciowym. Stanów takich istnieje więcej, jak ciekawość, lęk przed nieznanym, niedowierzanie, niepewność. Nie są one dotąd dokładnie zbadane, ale pobieżna już analiza wykazuje w nich wszystkich, obok czynników emocjonalnych, pierwiastek intelektualny, pragnienie wiedzy.Jak sztuka wyrosła z tęsknoty za pięknem, tak naukę wytworzył popęd do wiedzy. Szukać celów nauki poza sferą myślową jest równie wielkim błędem jak krępować sztukę względami na pożytek. Zarówno uprawnione są hasła >>nauka dla nauki<< i >>sztuka dla sztuki<<14.

 

WIEDZA

Kolejnym czynnikiem integrującym naukę i jednoczącym wiele dziedzin jest wiedza. Należy zadać jednak pytanie, czy to w niej właśnie badacze powinni poszukiwać składników łączących naukowców i naukę? Pytanie nie jest bezzasadne, a w celu udzielenia odpowiedzi należy spojrzeć głębiej, szukać istoty rzeczy – trzeba wręcz ,,pod lśniącą powierzchnią szukać brudu''15, ponieważ jak powiedział w 1968 roku indonezyjski pisarz Y.B Mangunwijaya ,,może nie widać tego jeszcze na powierzchni, ale pod ziemią huczy już ogień''. Nasuwa się na myśl: czym jest wiedza?
Greckie słowo eido ma taki sam rdzeń, co polskie słowo ,,wiedzieć'', a oznacza ono tyle,
co ,,widzieć''. Innymi słowy mam do czynienia z bezpośrednim widzeniem jakiejś sytuacji, zjawiska, zdarzenia, teorii. Z punktu fenomenologii rzecz ujęta jest w następujący sposób: ,,Bez bezpośredniego wglądu w istotę rzeczy niemożliwa jest autentyczna o niej wiedza. Zakłada to, że wiedzieć – znaczy: zobaczyć jak jest naprawdę, widzieć – doświadczyć w pełni oczywistości''16. Budzi to szereg wątpliwości, ponieważ analizując chociażby wyniki badań takich dziedzin jak fizyka, biologia, nauki medyczne, astronomia, musimy stwierdzić, że szereg odpowiedzi uzyskanych podczas przeprowadzania eksperymentów czy budowanie teorii pochodzi nie z bezpośredniego spojrzenia na daną sprawę, a raczej z pośredniego wglądu dzięki zastosowaniu określonej skomplikowanej aparatury – ta zaś sama w sobie jest za każdym razem konkretnie określonym ,,pośrednikiem''. Dla naszego celu jednak większe znaczenie ma nie sama wiedza,
a wiedza naukowa – z wyraźnym zaznaczeniem tego przymiotnika. Sama wiedza bowiem jest obszarem zbyt szerokim do rozpatrzenia w niniejszej pracy. Z drugiej strony postawienie owego przymiotnika niejako automatycznie zamyka badaczowi możliwość spojrzenia na sprawę z szerokiej perspektywy, bo przecież z codziennego doświadczenia wiemy, że w wielu przypadkach wyjaśniania poszczególnych zjawisk zachodzących w naszym życiu, nie trzeba odwoływać się do wiedzy, a wystarczy empiria, praktyczna umiejętność. Z angielskiego nazywa się to po prostu ,,skill''. Idąc dalej tym tropem na uwadze warto mieć to, że cechą charakterystyczną nauki jest tworzenie przez nią hipotez. W tej sprawie interesującą opinię wyraża Władysław Stróżewski. Warto ją przytoczyć: ,,Hipotezy należą integralnie do wyposażenia nauki. Ale hipoteza, póki jest hipotezą, nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa. Inaczej nie miałby sensu postulat jej weryfikacji czy falsyfikacji. Ponadto celem nauki nie musi być jedynie wiedza dla wiedzy. W naukach dedukcyjnych szczególna estymą cieszy się na przykład elegancja zawodu. A wedle pragmatycznych koncepcji nauki, jej celem jest raczej skuteczność działania, a ostatecznie korzyść, pożytek, jakie dzięki niej można osiągnąć. A dodajmy, że korzyść ta nie musi być bynajmniej czysto teoretyczna. Wiele nasłuchaliśmy się kiedyś o jedynie słusznym światopoglądzie naukowym. Czyż to pojęcie nie jest równie zdyskredytowane jak pojęcie ,,wiedzy tajemnej? ''17. Ten sam autor broni tezy, że wiedza jest tym, co konstytuuje naukę oraz jest decydującym czynnikiem jej jedności, spójności. Dodaje: ,,wszak wiedza decyduje o tym, co jest przedmiotem danej nauki oraz jak owa nauka ma postępować. Między nauką, a wiedzą zachodzą niezwykle ważne, dialektyczne związki wzajemne, dzięki którym wiedza jest warunkiem sine qua non nauki, a nauka stanowi główne, choć nie jedyne, źródło wiedzy''.

 

PRAWDA

Z wiedzą bezpośrednio wiąże się pojęcie prawdy, ponieważ pomijając określenia poetyckie, takie jak oksymorony, wiedza bez prawdy, wiedza nieprawdziwa jest contradictio in adiecto. Oczywiście przeprowadzając jakieś badania lub wysuwając hipotezy, a następnie budując teorie jesteśmy narażeni na popełnianie wielu błędów. Ale czy to dyskredytuje naukę? Zdecydowanie nie, ponieważ bez odwagi narażania się na błąd nie wystąpiłoby zjawisko, które w nauce ma niebagatelne znaczenia, a mianowicie, nie dochodziłoby do postępu. Niebezpieczeństwem zaś w tym wszystkim jest to, że niekiedy to fałsz przybiera formę wiedzy, formę prawdy. Dzieje się tak za sprawą złej woli, a celem tego wszystkiego jest wprowadzenie nas w błąd, sprowadzenie na manowce – wystarczy tutaj wspomnieć chociażby o kuszeniu Adama i Ewy przez węża, co przedstawione zostało w Księdze Rodzaju Starego Testamentu:

,,A ze wszystkich dzikich zwierząt, które utworzył Jahwe-Bóg, wąż był najchytrzejszy. I odezwał się do kobiety:

  • Czy doprawdy Nóg zapowiedział, że nie wolno wam jeść ze wszystkich drzew tego ogrodu? A kobieta odpowiedziała wężowi:

  • Wolno nam jeść owoce ze wszystkich drzew tego ogrodu! Tylko o owocach drzewa, które jest w środku ogrodu, powiedział Bóg:

  • Nie wolno wam z niego jeść, nie wolno wam go dotykać, abyście nie pomarli! I rzekł wąż do kobiety:

  • Na pewno nie pomrzecie! Ale wie Bóg, że gdy zjecie [owoc] z niego, otworzą wam się oczy i będziecie jak Bóg wiedzieli, co dobre i złe''18.

Rozpatrując samą istotę wiedzy wróćmy do Platona. Wyróżniał on trzy rodzaje wiedzy, które były zarazem jej stopniami. Pierwszy stopień - rodzaj wiedzy – czyli doxa dotyczy zjawisk, rzeczy poznawalnych za pomocą zmysłów. Tutaj stopień naukowości jest najmniejszy. Drugi, czyli dianoia można scharakteryzować jako dziedzinę licz: poznanie matematyczne, które jest pewne, lecz mimo to podlega ograniczeniom. Wreszcie ostatni stopień, to wiedza jako byt, wiedza jako bycie samo w sobie, która jest nauką o stosunkach pomiędzy ideami i ich relacjach z innymi dziedzinami otaczającej nas rzeczywistości. Opisane jest to doskonale za pomocą znanej chyba większości humanistów paraboli jaskini, gdzie Platon opisuje, jak według niego powinna wyglądać prawdziwa wiedza:,, A tam u nich przedtem może niejeden zbierał od towarzyszów pochwały i zaszczyty, i dary, jeżeli najbystrzej umiał dojrzeć to, co mijało przed oczami, i najlepiej pamiętał, co przedtem, co potem, a co równocześnie zwykło się było zjawiać i mijać, i najlepiej umiał na tej podstawie zgadywać, co będzie. - Czy ty myślisz, że on by za tym tęsknił i zazdrościłby tym, których tamci obsypują zaszczytami i władzę im oddają? Więc jeżeli o to chodzi, co mnie się zdaje, to zdaje mi się tak, że na szczycie świata myśli świeci idea Dobra i bardzo trudną ją dojrzeć, ale kto ją dojrzy, ten wymiarkuje, że ona jest dla wszystkiego przyczyną wszystkiego, co słuszne i piękne, że w świecie widzialnym pochodzi od niej światło i jego pan, a w świecie myśli ona panuje i rodzi prawdę i rozum, i że musi ją dojrzeć ten, który ma postępować rozumnie, w życiu prywatnym i publicznym''19.

Dwie zupełnie przeciwstawne koncepcje nauki charakteryzuje Karl Popper. Według pierwszej nauka ma polegać głównie, na zbieraniu informacji, gromadzeniu danych, kumulowaniu wiedzy i doświadczeń. Teoria ta nazwana została przez niego kubłową. Druga koncepcja mówi zaś o tym, że istotą nauki, jej głównym zadaniem jest formułowaniu i stawianie hipotez. Te z kolei mają kierować badaniami i obserwacjami naukowców. W skrócie nazywa się ona teorią reflektora20. W zasadzie jest to parafraza wcześniejszych teorii Platona, który twierdził, że nauka potrzebuje światła. Z wiedzą z kolei i sprawdzaniem prawdziwości hipotez wiąże się pojęcie racjonalności. Gdybyśmy nie mieli racjonalnej wiedzy, konstruowanie, stawianie i sprawdzanie hipotez byłoby prawdopodobnie niemożliwe, tak samo jak niemożliwe byłoby prawdopodobnie odkrywanie najważniejszych, pierwszorzędnych paradygmatów, bowiem przecież jest to dynamiczna strona wiedzy, o której często środowiska naukowe zapominają. Jednak racjonalizm nie jest absolutny:,,zna swe ograniczenie: wie, co leży poniżej, i wie, co leży powyżej jego kompetencji''21.

Kończąc wywód na temat tego zagadnienia, należy dodać, że jakkolwiek uprawialibyśmy naukę
i zdobywali wiedzę, podmiotem powinien zawsze pozostawać człowiek. Posiada on bowiem jedyny, wyjątkowy, niepowtarzalny intelekt, a władze umysłowe człowieka są źródłem niepokoju,
który prowadzi do poszukiwania rozwiązania problemów poprzez myślenie, co podsumować można słowami profesorami Stefana Swieżawskiego: ,
, Naszym głównym zadaniem jest uprawianie intelektu, zdobywanie prawdy, a poprzez nią ugruntowywanie autentycznego społeczeństwa''22.

 

HISTORIA SOCJOLOGII – CEL

Na samym końcu tej pracy, zaznaczyć trzeba, że omawiając tradycję nauki, siłą rzeczy mamy na uwadze przeszłość – historię, ponieważ jest ona ściśle związana z tożsamością. Jako historycy socjologii zaspokajamy bezinteresowną ciekawość świata poprzez prowadzone badania
i zagłębianie się w literaturze przedmiotu. Stawiamy bardziej lub mniej świadomie określone cele, do których dążymy stosując się do nowych metod i idąc często z duchem czasu – jakby określił amerykański futurysta Alvin Toffler, dostosowujemy się do trzeciej fali zmian. Mimo to wciąż pamiętamy o teoriach stawianych w przeszłości, znamy często historię swojej dyscypliny
i czerpiemy korzyści z protoplastów. Czy jednak zainteresowanie przeszłością w czasach nieustających i szybkich zmian ma sens? W jakim celu tak naprawdę uprawia się historię socjologii? Istnieje, co najmniej pięć istotnych powodów, dla których zajmowanie się historią swojej dyscypliny ma sens. Po pierwsze tak naprawdę posiadanie wspólnej historii, ma wpływ na tożsamość dyscypliny - zwłaszcza w socjologii, która jest niezbyt dobrze ujednolicona, zjednoczona. Edward A. Shils ujmuje rzecz w następujący sposób: ,,socjologia jest obecnie heterogenicznym zbiorem przedmiotów, powiązanych ze sobą przez wspólną nazwę, przez bardziej lub mniej wspólne techniki, przez wspólnotę zasadniczych pojęć i koncepcji, przez bardziej lub mniej powszechnie uznawany zbiór idei i sposobów interpretowania faktów. Całością czyni ją jednak również bardziej lub mniej wspólna tradycja. Tradycja bardziej lub mniej powszechnie podzielana, żyje w obrazie samych siebie, łączącym tych, którzy dzisiaj nazywają siebie socjologami, z szeregiem znanych autorów sięgających XIX wieku''23. Wydaje się to argument słuszny zwłaszcza, że często pytając o definicję socjologii, równocześnie pytamy o to, co zwykli robić socjologie. Drugi argument przemawiający na korzyść zajmowania się historią dyscypliny jest mianowicie taki, że historia ułatwia komunikowanie się pomiędzy naukowcami. Posiadają oni świadomość wspólnego dziedzictwa, używają specyficznego dla danej dziedziny języka,
a znajomość wcześniejszych teorii jest składnikiem elementarnego przygotowania do zawodu. Nie bez przyczyny mówi się również, że znajomość historii i dobra teoria, są najbardziej praktyczne. Posługiwanie się tym wspólnym językiem upraszcza pracę, gdyż język ten jest bardziej zrozumiały dla wszystkich się nim posługujących - korzystamy ze wzorów, idei i skrótów. Po trzecie dzięki historii socjologii, naukowcy mogą na podstawie klasycznych, wzorcowych prac ukierunkowywać swoje własne działania, polegać na wzorcach. Fakt, że wiele z nich nie nadaje się do bezpośredniego naśladowania w praktyce, pozwalają jednak formułować hipotezy, kojarzyć fakty. Wright Mills określa to mianem modeli: ,,Większość idei klasyków socjologii nie jest tego rodzaju, który łatwo poddaje się dokładnemu testowaniu. Są to idee służące interpretacji, naprowadzające nas na taki lub inny sposób widzenia rzeczywistości społecznej. Są to próby ustalenia ogólnej tendencji historii, głównego kierunki widzenia nowoczesnego społeczeństwa. Są to próby zrozumienia tego, co się na świecie dzieje, oraz stwierdzenia, czego należy się spodziewać. Mówiąc krótki, klasycy socjologii tworzą modele społeczeństwa i wykorzystują je do tworzenia szeregu teorii. Ważne jest to, że ani poprawność, ani niepoprawność poszczególnych teorii nie przesądza o użyteczności czy też adekwatności modeli. Mogą być one wykorzystywane do budowy wielu różnych teorii. Mogą być używane do naprawiania błędów teorii zbudowanych za ich pomocą. Pozostają otwarte: mogą same ulegać zmianom mającym na celu uczynienie ich bardziej użytecznymi jako narzędzia analizy oraz przybliżenie ich do stwierdzonych empirycznie faktów''24. Czwartym argumentem przemawiającym za sensem zagłębiania się w historię socjologii jest to, że dzięki temu możemy ćwiczyć nasze rozumienie wobec punktów widzenia rzeczywistości i teorii naukowych, odmiennych od naszego własnego: ,,Dzieła okresów minionych przechowują dla nas sposoby ujmowania rzeczywistości społecznej oczami ówczesnych środowisk, co rozszerza horyzonty badacza zjawisk społecznych: horyzonty nie tylko historyczne (punkt widzenia ówczesnych środowisk), ale i socjologiczne (punkt widzenia odmiennych środowisk)''25.

I wreszcie reasumując wywód dotyczący celu uprawiania historii socjologii, stwierdzić można,
że ,,idee dotyczące procesu społecznego same są częścią tego procesu i dopóty, dopóki nie ujmuje się ich socjologicznie, ważny fragment kultury ludzkiej pozostaje poza granicami analizy socjologicznej''26.

 

1 J. Goćkowski, S. Marmuszewski, Nauka. Tożsamość i tradycja, UNIVERSITAS, Kraków 1995, s. 7.

2Tamże, s. 7.

3J.Goćkowski, S.Marmuszewski, Nauka. Tożsamość i tradycja, UNIVERSITAS, Kraków 1995, s. 9.

4J.A. Schumpeter, History of Economic Analysis, Elizabeth Boddy Chumpeter (red.) (1 wyd. 1954),London 1972, s.4.

5H. Reinchenbach, Powstanie filozofii naukowej, tłum. Halina Krahelska, Warszawa 1960, s. 335-336.

6T.Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, tłum. Helena Ostromęcka, Warszawa 1968, s.154.

7J. Szacki, Socjologia współczesna a klasycy socjologii, w: Dylematy historiografii idei oraz inne szkice i studia, Warszawa 1991, s. 38-75.

8J.Habermas, Zur Logik der Sozialwissenschaften, Frankfurt am Main 1985, s.50-51.

9W. Stróżewski, Wielość nauk i jedność wiedzy, w: J.Goćkowski, S. Marmuszewski, Nauka. Tożsamość i tradycja, UNIRESITAS, Kraków 1995, s. 15.

10Zob. S. Kamiński, Nauka i metoda. Pojęcie nauki i klasyfikacja nauk. Do druku przygotował Andrzej Bronk SVD. Lublin 1992.

11S.T Aquinatis, In dudecim libros Metaphysicorum Exposito. Romae 1964, Proemium: Omnes autem scientae et artes ordinantur in unum, scilicet ad hominis perfectionem, quae est eius beatitudo. Unde necesse est, quod una earum sit aliarum omnium retrix, quae nomen sapientiae recte vindicat.

12K.R Popper, Wiedza obiektywna, Ewolucyjna teoria episemologiczna. Przełożył i przypisami opatrzył Adam Chmielewski, Warszawa 1992, s. 443.

13Tamże, s. 17.

14S.J Łukasiewicz, Z zagadnień logiki i filozofii. Pisma wybrane. Wyboru dokonał Jerzy Słupecki. Warszawa 1961, s. 69.70.

15N. Klein, No Logo, Świat Literacki, Przekład Hanna Pustuła, Izabelin 2004, s. 7.

16E. Husserl, Medytacje kartezjańskie z dodaniem Uwag Krytycznych Romana Indegardena, przełożył i przypisami opatrzył Andrzej Wajs, przekład przejrzał i wstępem poprzedził Andrzej Połtawski, Warszawa 1982, zwłaszcza Medytacja III.

17Tamże, s. 18.

18Rdz 3, 1-6.

19Państwo 526 c-d, cyt. wg: Platona Państwo. Przełożył, wstępem, objaśnieniami i ilustracjami opatrzył W.N. Witwicki, Warszawa 1948, t.II.

20Tamże, s. 427.

21W. Stróżewski, Racjonalizm i metaracjonalizm, Studia Filozoficzne 5-6 (210-211), 1983, s. 39-56.

22S. Świeżawski, Uprawa intelektu, [ w:] S.Świeżawski, Rozum i tajemnica, Kraków 1960, s.13-36.

23E. Shils, Tradition, Ecology and Institution in the History of Sociology, w: The Calling of Sociology and Other Essays on the Purusit of Learning, Chicago 1980, s. 165.

24Charles Wright Mills, wstęp, w: Images of Man, The Classic Tradition in Sociological Thinking, Charles Wright Mills (red.), New York 1960, s. 2-3.

25S. Ossowski, O osobliwościach nauk społecznych, w: Dzieła, t.4, Warszawa 1967, s. 299.

26H.E. Jensen, Developments in Analysis of Social Thought, w: Modern Sociological Theory in Continuity and Change, Howard Becker, Alvin Boskoff (red.), New York 1957, s.45-46.

.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Technologie