Lucyfer, byt i wymiar, który podobnie jak Chrystus, jest wymiarem niezmierzalnym pod żadnym kątem dla nauk empirycznych. Ten aspekt pozostaje kwestią wiary, często kwestią sporną i budzącą emocje.
Chrystus nie "ukrywa się", wręcz przeciwnie , mówi do nas: " Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście a Ja was pokrzepię". Lucyfer natomiast pragnie działać w ukryciu, wtedy bowiem ma szersze pole do manewru, choć wydaje mi się, że z drugiej strony, kpi z naszego "racjonalizmu". Kpi w ten sposób, że daje namacalne dowody swojego istnienia, poprzez "cuda", jak tzw. " operacje psychiczne", kiedy to, ludzie wracają do zdrowia z chorób których nauki medyczne nie są w stanie wyleczyć. Parodiuje on Cuda Eucharystyczne, jakie dokonują się na Ołatrzach Ofiary Chrystusa. Seanse, "occultio", czyli wiedza tajemna dostępna dla uczestników seansów spirystycznych, "dary" pochodzące od Złego a które w przeciwieństwie do darów Chrystusa, niszczące człowieka, pokazują, że działa on ze zdwojoną mocą i siłą. Siłą, którą daje ludziom, posługując się nimi , jako swoimi "narzędziami", które w rzeczywistości ma w pogardzie.
Lucyfer zawsze będzie w cieniu Chrystusa, gdyż, podobnie jak my, ludzie, jest tylko stworzeniem. Gdyby nasze rodziny powróciły do dawnych wartości naszych przodków, stawiając w swoich rodzinach, o czym nauczali już Ojcowie Kościoła, Chrystusa, Przez Którego i dla Którego wszystko zostało stworzone, ten świat wyglądałby inaczej.
Zły pokazał swoje prawdziwe oblicze w momencie męki i smierci Chrystusa, Boga- Człowieka. Taką samą nienawiść żywi do każdego człowieka, gdyż, wg mnie, patrząc na nas, ludzi, widzi w tym człowieczeństwie właśnie Jego, Tego, Którego utracił na wieki, wydając wyrok samopotępienia, gdyż On nigdy nie potępia a zawsze wybacza.
Pytanie brzmi następująco: czy w XXI wieku, kiedy historia i nauki ścisłe potwierdzają istnienie Chrystusa, Jego naukę, warto wierzyć w przeciwną stronę? Stronę a raczej wymiar na skroś zły, gdyż Lucyfera można nazwać antyosobą, bytem, który, gdyby mógł, pozabijałby nas w ciągu paru chwil.
Czy może jednak nasz "racjonalizm" z którego on się śmieje, każe nam odrzucić jego istnienie w imię nauki? Jeśli tak, to ten sam racjonalizm kazałby nam szanować każde ludzkie, poczęte życie, koncentrować swoją miłość na najbliższych w tym dzieciach, nie zaś na własnej osobie. Czy to nie oscyluje na krawędzi egoizmu i samouwielbienia?
Zarzucicie mi utopię, ok, niech tak będzie. Ale czy to co było napisane w poprzednim akapicie nie wydaje się najbardziej racjonalne? Odpowiedzcie sobie na to sobie sami.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)