Szanowny Panie Premierze.
Jak Pan zapewne wie, w ostatnich wyborach nie głosowałem na Pana ani nie namawiałem do tego moich czytelników. Fakt, że na łamach „Gazety Polskiej” pojawiają się czasem Pana zwolennicy, nie zmienia mojego niechętnego stosunku do Pana i kierowanej przez Pana ekipy. Nie miałem żadnych złudzeń co do tego, że w czasie kampanii wyborczej składał Pan nierealne, a wręcz infantylne obietnice.
Jeżeli coś ostatnio mnie naprawdę zdumiało w działaniu Pana ekipy, to bezwzględność, z jaką potraktowano tych, którzy od dwudziestu lat m.in. na Pana wezwanie budowali wolny rynek. Wprawdzie wolny rynek został w Polsce zadekretowany jeszcze przez władze komunistyczne, ale to Pana środowisko uczyło ludzi, że w kapitalizmie najważniejszy jest handel. Ilu Pana ideologów podkreślało, że w dobrej gospodarce można niczego nie produkować, wystarczy sprzedawać...
Polscy kapitaliści uwiedzeni przez Pana i Panu podobnych wylegli dwadzieścia lat temu na ulice miast. Sprzedawali na łóżkach, stolikach i w szczękach. Ich warsztaty pracy nie były piękne ani zasobne, bo niewielu z nich miało wujka z SB w banku, który mógł załatwić korzystną pożyczkę, albo stryjka w wojskowych służbach rozdzielającego państwowe koncesje. Rzadko kiedy stać ich było na łapówkę, by w cenie gruntu rolnego kupić dobry plac pod sklep w centrum miasta. Handlowali więc tak, jak potrafili, spychani przez straż miejską i wspierane państwową pomocą supermarkety. Z brzydkich stoisk zapędzono ich do paskudnych blaszaków. Ale i tam mogli dzięki sprytowi i pracowitości rozwijać swój mały prywatny biznes. Wiemy dobrze, że nie wszyscy z nich płacili podatki, przestrzegali norm wyznaczonych przez sanepid i postępowali zgodnie z kodeksem pracy. Ale czy właśnie nie tego uczyła ich Pana partia i bliscy Panu politycy, którzy jak mogli, tak omijali prawo?
Bieda nie jest piękna, a biedny rynek bywa nawet szpetny. Nic też dziwnego, że ludzie nie chcieli patrzeć na miejsca, w których elity III RP umieściły polskich kapitalistów. Psuli wszystkim, a szczególnie Pana koleżance rządzącej stolicą, miły widok roztaczający się z rządowych limuzyn na „piękny i zabytkowy” Pałac im. Józefa Stalina. Tego straszydła Warszawy, z całą pewnością paskudzącego widok i powstałego w wyniku ciężkich przestępstw, nikt jednak rozbierać nie zamierza.
Panie Premierze, kapitalizm w centrum Warszawy został zlikwidowany. Domorosłym liberałom pałkami na plecach wypisano nowe zasady rynku. Tysiące ciężko pracujących kupców wysłał Pan do pośredniaków, by zgodnie z prawem pobierali zasiłek. Może Pan być teraz zadowolony. Pierwszy raz naprawdę udowodnił Pan, że ma charakter i nie ugnie się przed buntującym się tłumem. Telewizja pokaże we właściwym świetle warchołów i chuliganów. Pracownie badania opinii publicznej pomogą odzyskać Panu spokój. Pamięta Pan z „Ziemi obiecanej”, że romantyczne idee kończą się wtedy, gdy trzeba zadbać o własny interes.
(tekst ukazaże się w najnowszym numerze GP)


Komentarze
Pokaż komentarze (48)