Wróg Ludu
GazetaPolska
286 obserwujących
855 notek
1692k odsłony
  185   3

BOLSZEWIK DONALD TUSK

Po raz kolejny Donald Tusk zapowiedział użycie siły wobec konstytucyjnych organów władzy państwowej, jak tylko otrzyma władzę. Jakieś bliżej niezorganizowane bandy zbirów miałyby napaść na Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy czy, jak zapowiedział

ostatnio, Narodowy Bank Polski, i wyprowadzać siłą legalne władze. Z nie do końca dla mnie wiadomych przyczyn obóz władzy i większość publicystów lekceważy te słowa. Ich konsekwencje już są ogromne, a mogą być zupełnie dramatyczne i zakończyć się rozpadem państwa polskiego.

Zobaczmy, co by się stało, gdyby rzeczywiście Tusk doszedł do władzy i zaczął to realizować. Sąd Najwyższy i NBP mają własną straż. Gdyby ktoś próbował tam wtargnąć siłą, straże powinny bronić konstytucyjnych organów państwa. Chodzi nie tylko o ochronę ludzi, ale także poufnych i tajnych dokumentów, a w przypadku NBP wielkich rezerw, w tym rezerw złota. Straż musiałaby użyć wobec napastników siły, w skrajnym wypadku broni, albo się poddać. Jeżeli straż pozostałaby lojalna wobec swoich zwierzchników, mogłoby wręcz dojść do wymiany ognia pomiędzy poszczególnymi służbami państwa. To wariant radykalny, ale przecież dokładnie to zapowiedział szef największej partii opozycyjnej.

To dopiero początek problemów. Załóżmy, że Tuskowi przy pomocy zbirów (jakichś duchowych potomków SA albo bolszewików) i podległych mu służb państwowych uda się wyprowadzić siłą Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny. Kto będzie w ich imieniu wydawał wyroki? Nikt, chyba że Tusk zmieniłby konstytucję. Nie widać cienia szansy na taką większość. Musiałby więc również rozpędzić Sejm, żeby ustanowić swoje sądy. Oczywiście, Sejm może uznać, że skoro Trybunału nie ma, to konstytucji przestrzegać nie musi, i ten wariant jest niestety bardzo realny. Nastąpi miękki pucz na wzór tego, co stało się po wyborach w Niemczech w 1933 roku. Hitler doszedł do władzy demokratycznie, ale natychmiast wymówił przestrzeganie prawa. Dokładnie też to zapowiadał przed wyborami, jak dzisiaj zapowiada Donald Tusk, tylko nikt tego serio nie traktował.

W wypadku ataku na NBP sytuacja w Polsce radykalnie zmieniłaby się w dniu przejęcia banku. Konstytucja chroniąca niezależność NBP jest gwarantem stabilności złotówki. Po zajęciu siłą banku centralnego złotówka z dnia na dzień całkowicie straci wartość. Inflacja sięgnie wtedy setek procent w skali roku. Papiery dłużne nie będą mogły być realnie obsługiwane. Kredytobiorcy z dnia na dzień zostaliby wezwani do zwrotu pieniędzy albo spłat przekraczających wielokrotnie to, co pożyczyli. Rozpad państwa nastąpi w ciągu paru miesięcy. Obalenie organów konstytucyjnych jest jednorazowe. Ich przywrócenie w sposób uznany przez społeczność międzyna- rodową to długotrwały proces. Mając zagrożenie ze wschodu, Polska nie będzie się w stanie bronić. Nie za bardzo będzie można liczyć też, przy takiej niestabilności władzy, na pomoc międzynarodową. To po prostu scenariusz zaplanowany w Moskwie. Dlaczego więc Tusk mówi o tym już teraz? Żeby oswoić elektorat z tak radykalnymi działaniami. Jego wypowiedzi zresztą już osłabiają naszą pozycję międzynarodową. Osłabiają wtedy, kiedy Polska musi być naprawdę mocna


Tekst pochodzi z najnowszego tygodnika "Gazeta Polska" nr. 27; data: 06/07/2022.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale