Wróg Ludu
GazetaPolska
285 obserwujących
870 notek
1701k odsłon
  175   1

PUTIN WE WŁASNYM POTRZASKU

Obecnie propaganda Kremla próbuje przekonać Rosjan, a także sojuszników Moskwy, że to, co dzieje się na Ukrainie i wokół wojny, jest pod kontrolą Kremla i ogólnie mieści się w planie realizowanym przez rządzących Federacją Rosyjską. Ten element putinowskiej propagandy jest ważniejszy niż przekonywanie, że Ukraina zagrażała Rosji albo że Rosja nie jest taka okrutna, jak widać to w mediach. Zwolennicy dogadania się z bandytami Putina potrzebują takich argumentów; szczególnie potrzebują pokazania, że Moskwa jest wystarczająco dużą potęgą, by zrobić, co zechce. Dlaczego to takie ważne? Bo zdolność do realizacji planów, również militarnych, świadczy o sile, a chaos, przerzucanie się kolejnymi koncepcjami, pokazuje słabość. Odpowiedź na pytanie, co naprawdę się dzieje za naszą wschodnią granicą, może spowodować, że przy Rosji zostaną chociaż koniunkturaliści albo nie zostanie nikt. Warto więc przyjrzeć się temu, jaki był scenariusz tej wojny.

Do końca lutego Rosjanie mieli zająć Kijów, do połowy marca powinna była upaść cała Ukraina. Świat zachodni, przerażony szybką akcją Moskwy, ugiąłby się i zgodził na zbudowanie wewnątrz NATO szarej strefy, bez wojsk Paktu na granicy z Rosją i zajętymi przez nią terenami. Szara strefa powoli stawałaby się strefą rosyjską. Szybkość akcji militarnej sił podległych Kremlowi miała uniemożliwić realną pomoc Ukrainie i wprowadzenie sankcji. Taki był plan. A co wyszło?

Po dwóch tygodniach wojny załamało się zupełnie uderzenie na Kijów, po kolejnych kilku tygodniach Moskwa, porzucając setki zniszczonych pojazdów i tysiące trupów, wycofała się z tego kierunku i skoncentrowała wyłącznie na wschodzie i częściowo południu. Na południu ofensywa też się do końca nie udała. Połączyli wprawdzie Krym z siłami idącymi drogą lądową, ale nie zdobyli Odessy i nie dotarli do swojej enklawy w Mołdawii. Z całego planu militarnego Rosji zrealizowano najwyżej 20 proc.

Jeżeli chodzi o reakcję państw NATO, klęska Moskwy jest niemal zupełna. Nie tylko nikt nie chce być sojusznikiem Kremla, ale nawet nie ma chętnych, by pozostać neutralnym wobec tej wojny. Niemcy, na które Putin bardzo liczył, formalnie stoją po stronie Ukrainy. Jak jest faktycznie, można polemizować, ale Zachód jest jednak zwarty w ocenie rosyjskiej agresji. NATO dokonuje największej mobilizacji swoich sił w historii i uznaje Rosję za wroga. Czarny sen Kremla, czyli poszerzenie Paktu o Finlandię i Szwecję, dokonuje się na naszych oczach. Przyznano status kandydacki w UE Ukrainie i Mołdawii. Pomoc militarna Zachodu dla Ukrainy sięga dziesiątek miliardów dolarów i choć przybywa wolno, jest coraz bardziej skuteczna. Sankcje, nawet te bardzo dziurawe, zaczynają dusić rosyjską gospodarkę. Moskwa w instytucjach międzynarodowych uważana jest za kraj bandycki.

Putinowi nic nie idzie zgodnie z planem. Zrównanie z ziemią kilku średniej wielkości miast, bez zniszczenia nawet broniących ich oddziałów, to nie żaden sukces Moskwy, a raczej gest rozpaczy zranionego bandyty. Moskwa pokazuje swoją słabość i grzęźnie w wojnie, której nie potrafi wygrać. Putin, chcąc uratować Rosję przed izolacją, ruiną materialną i wreszcie rozpadem, już dawno powinien z tej wojny się wycofać. Nie może tego zrobić, bo jest naprawdę słaby. Prawdę mówiąc, sądziłem, że choć tyle będzie miał siły, by pod byle pretekstem wstrzymać działania militarne. Ale nie ma takiej możliwości, wpadł w potrzask i zginie w nim razem z resztkami marzeń o imperium.


Tekst pochodzi z najnowszego tygodnika "Gazeta Polska" nr.28; data: 13.07.2022.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka