Na 37 milionów mieszkańców naszego kraju15 milionów mieszka na wsi. Niecały milion osób zarejestrowało się jako żyjący bezpośrednio z rolnictwa. Wiadomo jednak, że ta liczba jest zaniżona. W gospodarstwie kilkuosobowym zwykle jedna osoba jest zarejestrowana jako rolnik. Wielu mieszkańców wsi zarabia w mieście, na rzemiośle, handlu albo w turystyce.
Jednak rolnictwo jest osią ich życia, a często i biznesu. Nie będzie wsi bez rolnictwa. Co będzie? Będą małe, prowincjonalne miejscowości powoli wchłaniane przez okoliczne metropolie kolonizowane na dacze czy miejscowości turystyczne.
Zostaną więc nazwy miejscowości i zmieniająca się struktura mieszkańców. Ten proces będzie trwał kilka-kilkanaście lat.
Zniszczenie wsi to nie tylko pomysł na wzbogacenie Niemców kosztem europejskich rolników. To kolejny ideologiczny atak na tradycyjną strukturę społeczną. Poprzednim, ciągle aktywnym, było otwarcie Europy na migrację z innych, szczególnie wrogich jej kultur. To paradoksalnie zniszczyło miasta. We Francji czy w Niemczech są dzielnice metropolii, do których strach wejść, a życie na prowincji stało się przez to o wiele bezpieczniejsze. Przerażeni mieszkańcy miast zaczęli masowo popierać ruchy antyimigracyjne, co dało pole do działania głównie obumierającym wcześniej w Europie partiom konserwatywnym.
Czyli masowa migracja, szczególnie z krajów islamskich, zamiast doprowadzić do zniszczenia konserwatywnej bazy, tak naprawdę ją ożywiła.
Otworzenie granicy z Ukrainą i jednocześnie zalew taniejżywności z Mercosuru uderzą w podstawy bytowe prowincji i jej kręgosłup, czyli rolnictwo. Pęd urzędników z Brukseli do umowy z Mercosurem, oprócz służalczości wobec Berlina, ma swoje drugie dno: projekt ideologiczny. Chcą zmienić tak Europę, by konserwatywna baza społeczna straciła ekonomiczne oparcie. Dzieje się to w czasie, kiedy rząd opiera się na partii podającej się za ludową. To chyba najgorsze oszustwo wobec wyborców.
Tekst pochodzi z tygodnika "Gazeta Polska" nr. 4, data: 21.01.2026.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)