Wróg Ludu
GazetaPolska
285 obserwujących
804 notki
1649k odsłon
  3152   0

Ostatnie sekundy tupolewa

 

Ataki na komisję Macierewicza i niezależnych naukowców, masa publikacji, często bardzo drobiazgowo opisujących różne wydarzenia przed katastrofą smoleńską i po niej, powodują, że czytelnik może zagubić się w szczegółach. Dla ustalenia podstawowych faktów potrzebna jest tylko pewna ilość informacji, których większość udało się już poukładać w logiczny ciąg wydarzeń. Poniższy opis jest tylko moją własną interpretacją znanych mi faktów, a nowe informacje upewniają mnie co do tej wersji wydarzeń.
W ostatnich kilkudziesięciu sekundach lotu wadliwie działające urządzenia  lotniska (chodzi tu przede wszystkim o radiolatarnię) oraz komendy, które padały z wieży kontrolnej, doprowadziły do tego, że samolot znalazł się nad głębokim jarem i leciał na wprost jego zbocza. Pilot dzięki urządzeniom pokładowym zorientował się, że sytuacja może być krytyczna, i poderwał samolot do góry. Zrobił to na tyle wcześnie, że  przeleciał kilkadziesiąt metrów na brzegiem jaru. Jednak bezwładność samolotu i kształt terenu spowodowały, że zbliżył się na około30‒40 metrów do ziemi. W momencie, gdy już wznosił się na drugi krąg, nastąpiła eksplozja, która doprowadziła do rozpadu maszyny.
Dowodem na to, że to wybuch zniszczył tupolewa, jest ogromna ilość szczątków rozsianych setki metrów od miejsca katastrofy, brak leja po uderzeniu w grząski teren i skala zniszczeń nietypowa dla porównywalnych katastrof. Jestem przekonany, że ktoś liczył na to, że samolot ulegnie katastrofie w wyniku zderzenia z ziemią, a gdy ten plan się nie powiódł
doprowadził do eksplozji.
Co umożliwiło tego typu działanie? Przede wszystkim rządowy samolot musiał być rosyjski i remontowany w Rosji. Kontrolę na tym remontem musieli mieć ludzie powiązani z Moskwą. Lotnisko nie mogło być sprawdzane przez służby, które mogły ostrzec prezydenta, a na lotnisku miało nie być polskich obserwatorów. Po katastrofie należało zapewnić, że istotne elementy śledztwa znajdą się w ręku Rosjan. Polskie władze musiały czuć się związane ustaleniami rosyjskimi. Te wszystkie warunki zostały spełnione. Ostatnim z nich było medialne i polityczne przykrycie zamachu. Tylko to, mimo ogromnej nawały propagandowej, nie udało się. Dopiero po trzech latach, pod naciskiem Moskwy, rząd wzmocnił dotychczasowe działania. Sądzę, że mimo wszystko za późno. Tę rozgrywkę to my wygraliśmy.

https://mail.google.com/mail/u/0/images/cleardot.gifTekst ukazła się w  tygodniku "Gazeta  Polska" nr 49 z 4 grudnia 2013

Lubię to! Skomentuj33 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale