Po moim ostatnim wpisie pojawiło się mnóstwo pytań i wątpliwości, które trzeba wyjaśnić.
Sprawa z powodu kierownictwo Gazety Polskiej ma znaleźc się za kratkami dotyczy słynnej publikacji o Milanie Suboticiu. Złożono wtedy przeciwko nam kilka zawiadomień o przestępstwie .Mialn Subotić złożył pozew cywilny a TVN jako spółka, pozew karny. Artykuł z kodeksu karnego na podstawie którego ściga nas TVN nalezy reliktów komunizmu i wielokrotnie sami postulowaliśmy jego zmianę.
Jest dobra zasada, że media i dziennikarze nie podają się do sądu, a niemal oczywista, że nie wytaczają sobie spraw karnych. Mają dostatecznie dużo możliwości, by odpowiedzieć na swoich łamach lub falach. TVN razem z Suboticiem zastosowali zasadę odwrotną czyli zrobić tyle spraw byśmy nie wychodzili z sądu i prokuratury.
Mimo to staraliśmy się na wszystkich sprawach stawiać. Dwa tygodnie wcześniej zeznawalem razem zmoją zastepczynią na sprawie cywilnej Suboticia, tego samego dnia co sprawa karna moja zastepczyni była przesłuchiwana w prokuraturze.
Sprawa z TVN trwa już od wielu miesięcy. Odbyło się kilka spotkań w sądzie na których się zawsze stawiałem. Ze strony TVN pojawiał się prof. Kruszyński. Okazało się, że prowadzący sprawę asesor jest jego byłym studentem. Nie chciałem jednak popierac wniosku o jego wyłączenie, gdyż uważałem, że to niepotrzebnie przedłuży proces.
Zaprpoponowałem TVN mediację, której podjęła się przewodnicząca SDP pani Krystyna Mokrosińska. TVN początkowo zgodził się na mediację a potem się z niej wycofał. Jego przedstawiciel nie stawił się na umowione spotkanie. Na końcu poinformał szefową SDP, że żadnej mediacji nie chce. To bardzo przedłużyło proces, a nie moja rzekoma absencja.
W tej sytuacji sędzia wyznaczył termin kolejnego procesu już poza salą sądową. Nie mogłem więc wcześniej poinformować sądu, że mam już zaplanowany wyjazd zagranicę. Zrobiłem to juz po otrzymaniu informacji o terminie rozprawy. Pismo przesłałem natychmiast jak tylko dostałem z zagranicy potwierdzenie zaproszenia na ślub.
Sąd nie musiał oczywiście uwzgledniac czysto zyciowej sytuacji, ale do tej pory sądy w jednorazowych przypadkach uwzględniały dużo bardziej błahe powody.
Było to niemal pewne, bo ta rozprwa nie mogła się odbyć z zupełnie innego powodu. Sąd popełnił błąd proceduralny ponieważ wezwanie na proces usiłował dostarczyć jednemu z oskarżonych do siedziby redakcji, a jest on zatrudniony w innym miejscu. Sąd zresztą dopiero na rozprawie zarządził ustalenie jego adresu.
Nie mogliśmy więc swoją absencją zakłócić rozprawy, bo ona i tak by się nie odbyła. Sędzia do wyborów był bardzo staranny i niepopełniał takich blędów. Po wyborach coś nagle się zmieniło.
Nie wiem czy wpływ na to ma fakt, że asesorzy nie są zupełnie niezależni od rządu, w tym wypadku przyszłego rządu. Ale zastosowanie najsurowszego środka wobec kogoś kto pierwszy raz się nie stawił jest mało spotykane.
Pozew TVN jest dostępny na www.gazetapolska.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (114)