Moja ulubiona aberracja polityczna odniosła kolejne zwycięstwo w walce z mitem kaczyzmu i niespełnioną wizją czwartej RP. Przedwczesne wybory spadły platfusom niejako z nieba, grzebiąc przy okazji większość politycznych wrogów. Marzenie niejakiego Palikota o przedwczesnym zakończeniu kadencji śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego spełniło się a zjednoczone siły rządu, mediów elektronicznych i wszystkich kreatur mających powody aby obawiać się prawa oraz sprawiedliwości - nie mylić z PiS - doprowadziły do elekcji pierwszego z brzegu funkcjonariusza partyjnego na najwyższy urząd w państwie. Smoleńska tragedia oraz ewidentne przewały w śmiechu wartym śledztwie nie zdołały obudzić większości lemingów głosujących telewizorem.
Co teraz? Poseł Gowin bąka coś bez wiary o tym, że nie ma już chłopca do bicia a większość parlamentarna i prezydent gotowy podpisać wszystko co tylko wyjdzie spod pióra Donka i jego kumpli, wystarcza na przeprowadzenie radykalnych reform. Gowin martwi się przy tym, że bolesne reformy - dla pospolitych szaraków - mogą mieć fatalne skutki dla tzw. POparcia. Zaniechanie reform może być jeszcze gorsze, bo kiedy przyjdzie Polakom zmagać się z kryzysem jaki dotknął już Grecję to szybko znajdą winowajców i nie omieszkają im odpowiednio podziękować.
Czto delat rebiata? Odpowiedź jest jedna - przyspieszone wybory parlamentarne. Ryzyko jest co prawda takie, że wygra PiS ale machinacje sondażowe wyciągną z politycznego niebytu Leppera a może nawet i Giertycha. PiS nie zdoła utworzyć rządu i wtedy powstanie kolejny - Tuska. Słońce Peru zabłyśnie nam na nowo a większość zapewnią posłowie dietetyczni. Samoobrona i nawet LPR nie będą kąsać ręki, która karmi i głaszcze ale może też i przylać porządnie pałą.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)