Na początek zacytuję Petera, mojego znajomego Rodezyjczyka. "Hamas tak kocha wojnę, jak Izraelczycy miłują pokój". To zdanie, w lapidarny sposób, opisuje sytuację tzw. Zachodniego Brzegu. Motywowani fanatyzmem religijnym i pchani nienawiścią ku Żydom oraz ich państwu, pospolici przestępcy z Hamasu, rozpętali graniczny konflikt. W odpowiedzi na deszcz rakiet wystrzeliwywanych przez terrorystów palestyńskich, żołnierze izraelscy prowadzą adekwatne i uprawnione działania obronne. Psychopaci z Hamasu, chowają się za plecami kobiet i dzieci, na które sprowadzają śmierć. Ofiary zaś śmią nazywać "męczennikami". ONZ i całe chóry polityków biją pianę z pustych słów apeli o pokój, zupełnie nie zauważając winy spiritus movens najnowszej wojny - Hamasu. Trafiają się także durni dziennikarze, którzy bagatelizują zagrożenie ze strony rakiet palestyńskich, nazywając je niezbyt groźnym, latajacym złomem. Tymczasem są to zaawansowane konstrukcje wyprodukowane w Iranie. Pewnie zmieniliby zdanie, gdyby rakieta wylądowałaby im na biurku, pomiędzy kubek z kawą i klawiaturę komputera. Inne, "mądre inaczej" głowy, wymyślają plany pokojowe, zmierzające do rewizji granic. Jeśli jest ktoś, kto mógłby przypuszczać, że państwo Izrael zgodzi się na pomysły naruszenia jego integralności i spójności, jest zwykłym głupcem. Proste rozwiązanie leży na wyciągnięcie ręki. Skoro 70% Palestyńczyków żyję spokojnie w Jordanii, to dlaczegoby nie wysłać reszty, w ramach łączenia rodzin i klonów i tam stworzyć warunki do normalnego życia? Jest jeden szkopuł. Hamas, wraz z mocodawcami i sponsorami z Iranu, nie chce pokoju tylko wojny, i to takiej, która zakończy się wymazaniem państwa Izrael z mapy świata.
237
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (9)