Wlasciwie nie Franek ale frank, dodatkowo szwajcarski a jeszcze scislej dwa franki.
Sobotni poranek, okolo godziny 9:20, okolice Hauptbahnhof Zürich. Jakims cudem udalo sie nam zebrac cala rodzinka wczesnie rano, odwiezc najstarszego syna do polskiej szkoly i (to byl juz drugi cud tamtego poranka) znalezc wolne miejsce parkingowe niedaleko Bahnhofstrasse. Czas parkowania ograniczony do dwoch godzin, w sam raz na wizyte w jednym z duzych sklepow. Pozostaje uiscic oplate z postoj i ruszyc dalej pieszo. Wrzucam pierwsza monete, dwa franki. Pudlo! Moneta wylatuje z brzekiem na zewnatrz parkometru. Kolejna proba, nieudana. I jeszcze jedna. Takze bez sukcesu. Jako inzyniera, irytuje mnie zawsze sytuacja, kiedy cos ma teoretycznie dzialac a z jakis powodow nie chce. Biore drobniaka pomiedzy palce i zaczynam sie blizej przygladac. Jest to niewatpliwie dwufrankowka ale jakby ciezsza, jasniejsza i bardziej matowa od innych. Patrze na rok wybicia. 1920! Rownoczesnie przypomina mi sie to, zo prawie do konca lat 60, bito w Kraju Helwetow srebrne monety. I to wlasnie jej wieksza od dzisiejszej waga sprawila, ze byla ona odrzucana przez mechanizm parkometru.
Chowam ja w kieszeni plaszcza i wyludzam drobniaki na oplate parkingowa u zony. Robimy zakupy...
Wieczorem biore te monete jeszcze raz w dlonie i popadam w stan refleksyjny. Rok 1920, II RP ma dwa lata, moneta krazy, Przewrot majowy, moneta krazy, II WS, moneta krazy. Krazy caly czas, przez ktory w Polsce implementuje sie komunizm, przez lata 56, 68, 70, 80, 89, aby w AD 2006 trafic do mnie. 86 lat w pracowitym obiegu pomiedzy tysiacami dloni aby wreszcie znalezc spokoj na dnie drewnianej szkatulki.
Czy ktos jeszcze pamieta rybaka na dwojce? Ile dzisiaj jest on wart?



Komentarze
Pokaż komentarze (4)