51
BLOG
Siedze sobie dzisiaj w chinskiej restauracji i ze smakiem palaszuje chrupiaca kaczke (mowie bez zadnej sciemy), po kolejnym smakowitym kesie przychodzi mi do glowy nastepujaca mysl: polityka stala sie dziedzina rozrywki i o sukcesie tej czy innej partii, w coraz wiekszym stopniu decyduje element zaskoczenia. Mialem w szkole podstawowej kolege, nazwijmy go W, ktory przez osiem dlugich lat, nieprzerwanie piastowal stanowisko klasowej ofermy. Ten sympatyczny chlopak mieszkal bodajze najblizej szkoly a pomimo to nigdy nie udalo mu sie zdazyc na czas, na pierwsza lekcje. Wielu nauczycieli staralo sie z tym walczyc, ale poniesli sromotna kleske. Po jakims czasie uznali, ze W jest typem, ktory tak po prostu ma i dali sobie spokoj. Podobnie i jego rodzice. W nie potrafil kopnac prosto pilki, ba!, nie potrafil kopnac jej wcale. Cechowala go takze niechec do jakiejkolwiek formy przemocy, byl synonimem spokoju, przy ktorym Mahatma Ghandi to raptus i gwaltownik. Tak wiec posiadal wszyskie niezbedne przymioty do pelnienia roli klasowej ofermy, przez dwie kadencje sejmowe. Od czwartej klasy wzwyz musielismy sie tulac z lekcji na lekcje po rozmaitych klasopracowniach. Czasem lekcje wypadaly w klasie polozonej obok gabinetu szkolnego psychologa. Grozba wizyty tamze byla rzecza, ktorej wszyscy sie bali, poniewaz klienci tejze dostawali automatycznie latke debila i idioty. Tam tez narodzila sie klasowa tradycja otwierania drzwi tego gabinetu grozy, wrzucania tam W, zatrzaskiwania drzwi spowrotem, blokowania ich i sluchania blagan zdesperowanej ofermy klasowej. Na poczatku W probowal stawiac bierny opor, potem probowal ucieczek co jednak urozmaicalo cala zabawe o element polowania, na koniec zdawalo sie ze przywykl. Az do czasu, kiedy jak zwykle po wrzuceniu do jaskini lwa zaczac swe lamenty, nie zrobil nic. Cisza trwala na tyle dlugo, iz w kolegach zdumienie przeszlo w niepokoj i obawy. Kiedy zdecydowano uchylic drzwi i zbadac sprawe, okazalo sie ze W znikna gdzies w glebi gabinetu. Zaskoczenie totalne. W wrocil tuz przed dzwonkiem i z punktu oswiadczyl, ze pani psycholog to rowna babka, pogadala z nim, pocieszyla a na odchodne dala kawalek czekolady. Tak wiec nie musimy go juz wiecej wrzucac tam gwaltem, poniewaz on sam z checia moze to zrobic. Tak wiec zabawa sie skonczyla a dodatkowo prysna mit o krwiozerczej pedagog szkolnej. PiS w roku 2007 wyprodukowal sequela kryminalu z roku 2005, ktory co prawda przyciagnal do kin wiecej widzow niz pierwszy film ale PO zaskoczylo widzow wprowadzajac na ekrany szeroko reklamowana komedie romantyczna. Publika znudzona krolowaniem filmow policyjno - poscigowych klasy B wybrala ckliwa, cukierkowa szmire z pogranicza science fiction.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)