Niewiele brakowało do tego, aby mój plan się udał. Niestety, będąc z wizytą u rodziny, w czasie powrotu do domu i codziennych obowiązków, zacząłem oglądać końcówkę jakiejś gali sportowców. Imprezę zorganizowały do spółki, o ile się nie mylę, Przegląd Sportowy i TVP. Moją uwagę przyciągnęło wejście na scenę gwiazdy polskiego dziennikarstwa sportowego, Dariusza Szpakowskiego. Wcześniejsze występy sportowców odzianych w stroje wieczorowe, które pasowały do nich jak laska marszałkowska do Leppera, oraz popisy pary konferansjerów (przyznaję się bez bicia, że nie wiem kim byli), których dialogi przypominały rozmowę pederasty z blondynką na balu maturalnym, nie były zdolne zatrzymać mego wzroku na ekranie telewizora dłużej niż na kilka sekund. Co innego Dariusz Szpakowski. Swego czasu jego sportowe bon moty dorównywały nawet klasą tym, generowanym przez zdrowy, chlopski rozum premiera Pawlaka. Jak zwykle DS stanął na wysokości zadania i dał mi powód do stukania w klawiaturę. Na początku doznałem szoku oglądając go odzianego w czarny garnitur i zmienionego z lekka przez czas. Fakt, długo chłopa nie widziałem, ale dawny głos ni jak nie pasował mi do mocno przerzedzonej czupryny, koszmarnego makijażu i ogólnego wizerunku człowieka jakby żywcem wyrwanego z telewizyjnej reklamy jakiegoś funduszu kapitałowego. Zadanie DS było banalnie proste. Miał tylko zaanonsować zdobywcę drugiego miejsca w konkursie, Euzebiusza Smolarka. Tymczasem korzystając z okazji DS nie omieszkał podpiąć się sprytnie pod lokomotywę popularności sympatycznego Ebiego i wygłosić mowę będąca pochwala jego samego - świadka i komentatora najważniejszych wydarzeń sportowych. Młoda gwiazda piłkarska nie miała czasu aby osobiście odebrać jedno z najcenniejszych trofeów, tak wiec musiał go w tym zastąpić jego legendarny ojciec. Na początku przemowy Smolarka seniora, Szpakowski nie wytrzymał i miast grzecznie stać z boku, kolejny raz dopadł do mikrofonu, wszedł mu w słowo i obwieścił całemu światu iż jest on częścią Sagi rodu Smolarków (pewnikiem TVP szykuje nowy tasiemcowy serial). Po tym incydencie szopka wzajemnej adoracji układu Nike - TVP - władze Warszawy, sławiąca zorganizowanie biegu ulicznego a będąca tylko sprytnym chwytem reklamowym, przepełniła czarę goryczy i sprawiła iż "wyszedłem z kina", powracając do konsumowania przepysznej szarlotki.
Wiele się w Polsce zmienia ale TVP jest jak beton zbrojony, niezmienna i niereformowalna.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)