Polska to bardzo dziwny kraj. Tak mawiał onegdaj Zulu Gula, obecnie poseł na Sejm RP z ramienia PO. Zaiste kraj to paradoksów. Szpitalnej biedy i bizantyjskiej biurokracji. Lśniących samochodów i dziurawych dróg. Slimaczacych się inwestycji infrastrukturalnych i rosnących jak grzyby po deszczu prywatnych domów. Jednak bodajże największym paradoksem jest polski antysemityzm, który jakoby Polacy wysysają z mlekiem matki. Z racji tego, że moja ukochana śp. mama nie mogla karmić mnie piersią, mogę pozwolić sobie na napisanie tego tekstu i nikt pozostający przy zdrowych zmysłach nie może oskarżyć mnie o mleczny antysemityzm.
W czasach kiedy w szkole panowała nietolerancja (uczniowie nie mogli zakładać nauczycielom kubłów na głowy) i ucisk (dziatwa zmuszana była do nauki), uczono młode pokolenia zasady "ex nihilo nihil". Teraz zasadę przyczynowo - skutkowego pojmowania rzeczywistości zarzucono w imię dopasowania edukacji do zmieniających się czasów. Skoro przedefiniowano takie pojęcia jak rodzina (tradycyjnie składająca się z mamy, taty i dzieci a obecnie np. taty, taty i roweru z pedałami) czy dobroczynność (kiedyś działanie lub jałmużna dawana ze swojego, w skrytości a teraz z cudzego, w blasku jupiterów i huku medialnej orkiestry), to dlaczego nie miałoby istnieć coś bez przyczyny?
Tak właśnie ma się sprawa rzekomego polskiego antysemityzmu. Polacy maja niby żywic nienawiść w stosunku do mniejszości narodowej, której w Polsce nie ma, lub prawie nie ma. Kiedyś była, i to nawet spora. Jeszcze w czasach średniowiecza Żydzi znaleźli w Polsce schronienie, uciekając przed prześladowaniami i pogromami w Europie Zachodniej, gdzie łaskawi królowie polscy nadali im szereg przywilejów i szeroką autonomię (np. prawo do własnych sądów). Żydów z Polski usunęły dwa obce totalitaryzmy: niemiecki oraz sowiecki, logicznie rzecz ujmując usuwając na zawsze przyczynę nienawiści rasowej. Skoro nie ma kogo nienawidzić, to i nie ma samej nienawiści. Czyż nie?
Załóżmy jednak ze antysemityzm w Polsce jednak istnieje. Jak to wytłumaczyć logicznie?
Jedna możliwość to zbiorowa postać narodowej aberracji psychicznej. Nienawiść do kogoś, kogo nie ma, albo prawie nie ma. Druga zaś jest taka, że Żydzi w Polsce jednak są, co więcej ich pozycja jest na tyle silna, iż pomimo małej liczebności ich obecność jest łatwo zauważalna.
Tuż po wojnie, w kierownictwie znienawidzonego UBP istniała tzw. nadreprezentacja (lub politycznie niepoprawnie większość) osób pochodzenia żydowskiego. Przez cale dziesięciolecia gojowska większość oklaskiwała żydowskich artystów i nikt nie wypominał im ich pochodzenia. Wielu polityków w Polsce ma żydowskie korzenie a jakoś nie przeszkadza to gojom w glosowaniu na nich. Nawet karpia po żydowsku ludzie jedzą i jeszcze nikt nie doniósł, aby mu ością w gardle staną.
Nie wiem komu zależy na sianiu nienawiści rasowej w Polsce i na wmawianiu Polakom antysemityzmu. O co tu chodzi? Mam cichą nadzieję, ze nie o pieniądze.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)