Potężna ptasia grypa wyłączyła mnie z życia zawodowego oraz ze śledzenia obrotów polskiej pralki politycznej na jakieś dwa tygodnie. Gdy wreszcie nabrałem na tyle siły, aby samodzielnie móc otrzymać pilot od telewizora w swej dłoni i włączyć pierwsze z brzegu wiadomości z kraju, natychmiast przekonałem się że stołek pod premierem Tuskiem zaczyna się mocno chwiać.
Ostatnia kampania wyborcza przypominała ustawianą od dłuższego czasu i od początku nieuczciwą partyjkę pokera. Atmosferę podgrzewały przez dwa lata media prywatne a sam Donald Tusk przystąpił do gry znaczonymi kartami. Aby ukryć przed gawiedzią ewidentny przekręt, chocholi ogłupiający taniec rozpoczęła cala karawana autorytetów i wyświechtanych bohaterów narodowych.
Dirty trick się udał a PeLo wygrało w stylu przypominającym sukcesy owsiakowej WOSP. Niestety popełniono jeden znaczący błąd. Dziesięć fałszywych asów naklejono w iście amerykańskim stylu na wielka płachtę papieru a tak stworzony weksel bez pokrycia, w świetle fleszów podpisał naczelny POkemon Donald Tusk, czym zaciągnął wobec społeczeństwa i wyborców dług nie do spłacenia oraz najprawdopodobniej sznur od stryczka, na którym zadynda wesoło jego potencjalna prezydentura.
Donaldowi Tuskowi przyszlo rządzić w czasie, który byłby wyzwaniem dla największych fachowców. Tymczasem on skompletował sobie team kolesiów dobrych może do kręcenia lodów ale nie do realnej naprawy państwa.
Spodziewałem się, że szydło wyjdzie szybko z wyborczego wora, ale żeby aż tak prędko, to nie.
Panu premierowi pozostaje życzyć smacznego przy okazji konsumpcji paskudnej żaby, jaką wyhodował sobie swoimi pustymi obietnicami, i którą ciągle karmi własną tęsknotą za prezydenckim stołkiem.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)