Polacy nie umieją być wolni. Umieją wolności marzyć, śnić, myśleć, pisać, śpiewać, tęsknić za nią, bić się o nią, cierpieć i umierać. Niestety nie umieją żyć w wolności, bo życie w wolności jest dla Polaków częstokroć gorsze od niewoli. Radość z powodu odzyskanej wolności każdorazowo przeradza się, w krótkim czasie, w kłótnie, spory, waśnie i narodową nienawiść. Wrogiem staje się nasz brat, z którym nie tak dawno biliśmy sie o wolność. W chaosie domowych nieporozumień, do władzy dochodzą ludzie o złych intencjach, karierowicze, dawni konfidenci, co w szybkim czasie wiedzie do następnej niewoli. Naród Polski zawsze tracił wolność na skutek zdrady elit a symptomatycznymi dla procesu staczania się w przepaść niewoli były zawsze emigracja, wyzysk ekonomiczny, utrata możliwości decyzyjnych przez struktury administracyjne oraz obecność obcych wojsk.
Co mamy już teraz?
Wyzysk ekonomiczny.
Dyktatura obcych banków, które strzygą nas, jak owce nieme, na każdym niemalże kroku, naliczając paskarskie prowizje i opłaty, ustalając przepaść pomiędzy oprocentowaniem depozytów i kredytów. Obcych pracodawców gwarantujących pracę do opadłego i nędzne grosze na koniec miesiąca (wynagrodzeniem tego nazwać się niestety nie da). Nadumieralność mężczyzn w wieku produkcyjnym tyrających bez urlopu czy wypoczynku, zapaść systemu emerytalnego okradanego zarówno przez administrację ZUS jak i białe kołnierzyki z OFE. Mamy umierających pacjentów, przeładowane szpitale i wiecznie niezadowolonych, biednych lekarzy. Ponadto dziurawe drogi, rozjeżdżone trawniki, psie gówno, którego nikt nie sprząta, syf płynący z kranów w miejsce wody, żywność nafaszerowaną chemią i antybiotykami, zanieczyszczenie środowiska, sepsę i korniki.
Emigracja.
Ludzie wieją masowo z kraju. Dlaczego? Bo nawet skromna praca na angielskim zmywaku daje lepsze perspektywy niż niejednokrotnie „dobra praca” w Polsce. Czas płynie a z nim maleje prawdopodobieństwo powrotu. Na nic się zdają apele polityków o powrót do domu a huczne zapowiedzi wspieranie tego procesu budzą raczej nieufność i śmiech, aniżeli zaufanie.
Czego jeszcze nam brakuje? Dwóch ostatnich elementów układanki.
Parlament, jak to zwykle bywa, rezerwuje sobie prawo do zadecydowania o losie Rzeczpospolitej, nie licząc sie ze zdaniem Polaków. Bożek demokracji ma głos decydujący w sprawie ratyfikacji traktatu reformującego UE. Kolejny raz okazuje się, że wyborcy to motłoch, potrzebny jedynie do wrzucania kartek do urn. „Odpowiedni” wybór gwarantuje medialna „lewatywa mózgu”. Do decydowania o najważniejszych sprawach nie można dopuścić wyborczego bydła. A nóż tłuszcza się zbiesi i powie „nie” euro pasibrzuchom. Do tego dopuścić przecież nie można. Parlament jest odpowiednio ustawiony, pro europejski, zagłosuje więc idąc „za głosem rozsądku” wołającym z Brukseli. O losie Polski zdecydują glosy, za przeproszeniem, satyryków i aktorów reality show. Farsa i marne przedstawienie.
Ostatnim elementem są obce wojska. Nie tak dawno temu pozbyliśmy się Armii Czerwonej, teraz zanosi się na obecność Amerykanów, pod wyimaginowanym pozorem zagrożenia płynącego ze strony Talibów z Klewek. Czy nikt nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji obecności obcych wojsk, na terenie Polski? Przecież stacjonujący żołnierze amerykańscy mogą być użyci jako karny korpus ekspedycyjny, gdyby np. do władzy w Polsce doszedł ktoś „nieodpowiedzialny” i niewygodny dla Amerykanów. Można sprowokować zamieszki a potem interweniować pod pretekstem obrony „amerykańskich instalacji wojskowych i bezpieczeństwa obywateli”. Mamy złe doświadczenia z Krzyżakami, Rosjanami, Niemcami, i ich wojskami na naszych ziemiach. Po co nam Amerykanie?
Zanosi sie na to, że już nie długo przyjdzie nam wołać do Boga o zwrot utraconej wolności.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)