Od dziesięcioleci, w polskiej polityce panuje zwyczaj, że politycy stroją sobie żarty z wyborców, pod pozorem robienia rzeczy poważnych. Zaczęło się od Lecha Wałęsy (zwanego tez Wielkim Elektrykiem, Wielkim Rozrusznikiem a od wczoraj także Małym Kompresorkiem za 300PLN), który to obiecywał 100 000 000zl, potem 300 000 000zl. Potem przyszedł prezio "wszystkich Polaków", Aleksander Kwaśniewski, który gotówki co prawda nie rozdawał, ale przejawiał zamiłowanie do rzeczy trwałych, jak na ten przykład dzieła sztuki, szwajcarskie zegarki, pałacyki pierwszej damy, tak więc w miejsce milionów pojawiły się mieszkania dla ludzi młodych. Wszystkich przebił zaś ostatnio Donald Tusk, który obiecał autostrady, Euro 2012, II Irlandię i tylko jeden Palikot wie, co jeszcze.
Wydaje się, że dalsze robienie sobie jaj z pracującego ludu miast i wsi , pod pozorem ciężkiego tyrania dla dobra wspomnianych niewdzięczników, nie ma większego sensu. Obiecanki cacanki mogą w krótkim czasie stracić moc przyciągania wyborców, tak więc trzeba poszukać innego rozwiązania. Najlogiczniejszym zdaje się być odwrócenie paradygmatu przejmowania oraz późniejszego sprawowania władzy. Politycy powinni zacząć robić rzeczy poważne, pod pozorem permanentnej zgrywy. Mieliśmy już pewne jaskółki takiej postawy, jak choćby rządy towarzysza Leszka Millera, które wbrew temu, co twierdzą jego wrogowie, były dość sprawne, choć zapoczątkowane przez dowcip o gruszkach na wierzbie. Aby wygrać nadchodzące wybory parlamentarne, trzeba z radością i humorem rzucić się w odmęty populizmu i zaproponować chwytliwe hasła, jak na przykład:
Płaca minimalna 3000!
Koniec z PITem dla emerytów i rencistów!
Kasy fiskalne dla lekarzy i prawników!
PIT 5% dla najuboższych
Jeden VAT 7%!
Wódka po 5 złotych!
Benzyna po 2 złote!
Sukces gwarantowany!



Komentarze
Pokaż komentarze (25)