Różnie już nazywano Jarosława Kaczyńskiego, jednak to, co zaprezentował on w ostatnim czasie, jest zwyczajną dziecinadą, a więc określenie, jakim obdarzył go Donald Tusk, jest niewątpliwe zasłużone. Postawa JK, jaką pokazał on w czasie dyskusji i samego glosowania, nad najnowszym aktem Targowicy, jest niezrozumiała nawet dla jego najzagorzalszych apologetów. Swoim bezustannym mąceniem i brakiem zdecydowania, oraz zagadkową uległością wobec brukselskiego lobby, upokorzył swojego brata (chwilowo jeszcze prezydenta RP), doprowadził własną partię na krawędź przepaści a sam (w czasie gdy Frau Merkel i Frau Steinbach doznawały kolektywnego orgazmu, na wieść o skasowaniu polskiej niepodległości, glosami 384 zdrajców) podnosił pod dyktando Tuska rękę w głosowaniu na przyjecie Traktatu. Taki był koniec mitu wielkiego stratega, leżącego na łopatkach przed swoimi wrogami. Przez niego stracił twarz prezydent (jak również resztki szans na reelekcję), ona sam, zaś partia PiS może spokojnie zmienić nazwę na PSy, ewentualnie z przedrostkiem euro.
Upadek ciasteczkowego potwora zaczął się już w chwili, gdy pod naciskiem PO (lub z powodu własnej pychy) zmienił na fotelu premiera, popularnego figuranta Marcinkiewicza. Zamiast w spokoju bawić się tą marionetką i rządzić z tylnego fotela, wystawił własną osobę na pierwszą linię ostrzału, dokonywanego przez wrogie sobie media (z którymi, nota bene, nigdy sobie nie radził). Chwilę potem dokonał politycznej zbrodni na własnym rządzie, kopiąc dołki pod Lepperem i wbrew politycznym prawidłom, doprowadzając do przedterminowych wyborów (choć żelazne prawo dietetyki sejmowej dawało duże szanse na trwanie rządu, do końca ustawowej kadencji). Potem była kampania wyborcza i przegrane rzutem na taśmę wybory parlamentarne. W dniach poprzedzających zdradę 1 kwietnia, Jarosław Kaczyński przegrał zaufanie wyborców, zaprzepaścił szansę dokopania PO, Tuskowi i eurobiurokratom, oraz bezpowrotnie utracił wpływ na dalszy przebieg wydarzeń w Polsce. Zadyma wokół ratyfikacji traktatu deformującego UE, przekonała mnie (i pewnie nie tylko mnie) do tego, aby w następnych wyborach nie poprzeć ani PiSu ani nie oddać głosu na Lecha Kaczyńskiego.
Ciasteczkowemu potworowi życzę smacznego!



Komentarze
Pokaż komentarze (7)