Taki oto artykulik przeczytałem ci ja w Interii (http://interia360.pl/technika-i-nauka/artykul/patologia,8827):
Nie sztuka zdjąć spodnie
Natura – ślepa i niesprawiedliwa. Drwi z nieszczęścia. Nieszczęścia bezpłodności i nieszczęścia płodności.
Nie należą w naszym kraju do rzadkości patologiczne rodziny, pełne przemocy, agresji, nałogów. Rodziny, w których dziecko nie ma żadnych praw, nie doświadcza miłości, nie uczy się rozpoznawania dobra od zła, a w konsekwencji nierzadko w dorosłym życiu staje się żywą kopią rodziców-degeneratów, o ile jest w stanie przetrwać pierwsze lata swojego życia, w którym największymi wrogami (czasami śmiertelnymi!) mogą okazać się jego rodzice.
Nie płaczmy nad rozlanym mlekiem
Ileż to razy słyszy się o zwyrodniałych rodzicach: „tacy nie powinni mieć dzieci!". Co jednak zrobić, żeby odebrać im możliwość krzywdzenia kolejnych potomków, które przyjdą na świat, bo... tak wyszło? Które będą traktowane jak śmieci przez najbliższych, przez społeczeństwo, przez państwo. Zaniedbani, zapomniani, okaleczani fizycznie i psychicznie, zdeformowani moralnie, żyć będą z tą swoją przeklętą traumą - prezentem od własnych rodziców.
Tak wiele mówi się o planowaniu rodziny, o świadomości, o antykoncepcji. Ale czy można proponować te wszystkie cywilizowane i bez wątpienia skuteczne rozwiązania ludziom, którym alkohol, narkotyki, choroby psychiczne i zdegenerowanie społeczne „skasowały" bezpowrotnie skrupuły, zdrowy rozsądek, logiczne myślenie i ludzkie odruchy? Ludziom, którzy żyją dniem dzisiejszym? Którzy nie myślą o konsekwencjach swoich zachowań, wyznając zasadę „jakoś to będzie", a właściwie nie wyznając żadnej zasady? Jeśli można jakoś zapobiec następnym nieszczęściom, to chyba tylko jednym, radykalnym sposobem.
Sterylizacja - niehumanitarna ingerencja czy humanitarna pomoc?
W ponad siedemdziesięciu krajach na świecie sterylizacja (podwiązywanie jajowodów/nasieniowodów) jest legalną metodą antykoncepcyjną. W Polsce lekarze tego nie praktykują. Dlaczego? Bo to czyn zagrożony karą więzienia do lat 10., na podstawie art. 156 Kodeksu karnego, w którym mowa o spowodowaniu uszczerbku na zdrowiu w postaci pozbawienia człowieka zdolności płodzenia.
Na podstawie tego samego paragrafu równie dobrze możnaby wsadzać do więzień producentów i sprzedawców papierosów i alkoholu, bo przecież Kodeks karny wyraźnie mówi o karze za spowodowanie „ciężkiej choroby nieuleczalnej lub długotrwałej". Nie ma związku? Jest! Alkoholizm (choroba bez wątpienia długotrwała i najczęściej nieuleczalna, często powodująca ciężki uszczerbek na zdrowiu, a nawet śmierć), marskość wątroby, nowotwór krtani, płuc. Można więc za przyzwoleniem prawa wbijać społeczeństwu alkoholowy i tytoniowy gwóźdź do trumny, a nie można „na życzenie" podwiązać jajowodów lub nasieniowodów?!
W Polsce kobieta może mieć tuzin dzieci, zrujnowany organizm kolejnymi ciążami i wykańczającą opieką nad licznym potomstwem, męża tyrana, który nie ma zamiaru poprzestać na „uroczej dwunastce", a i tak nikt jej nie pomoże (legalnie) w osiągnięciu upragnionego „jestem bezpłodna". Może oczywiście wyjechać do jednego z państw UE, gdzie bez problemu uzyska pomoc, ale oczywistym jest, że nie stać jej na to.
Tak więc polskie prawo zabrania sterylizacji, a i Kościół potępia tę metodę, twierdząc, że to pogwałcenie praw moralnych. Moralność?! A czy przyzwalanie na rozmnażanie się sadystów, degeneratów i psychopatów jest moralne? Skazywanie ich potomstwa na głód, poniewierkę, katusze, poniżenie, ból, a nawet śmierć z rąk własnych rodziców jest moralne?! Równie dobrze można by wrzucić dziecko do klatki z głodnym lwem i liczyć na to, że wyjdzie z tego bez szwanku!
Kościół sprzeciwia się sterylizacji, twierdząc, że jest zakazana przez prawa natury. Tak bardzo chcemy bronić jej praw? Czemu nie? Poddajmy się jej naturalnej selekcji. Nie walczmy z chorobami, z bezpłodnością, nie wszczepiajmy sobie implantów, nie zakładajmy protez. Nie ingerujmy w dzieło natury!
Ktoś powie, że to przesada, bo przecież to wszystko potrzebne jest, aby chronić życie ludzkie, które jest najwyższą wartością? A co z życiem kolejnych, niechcianych dzieci, które być może właśnie teraz są płodzone w psychopatycznym szale lub pijackim amoku, w niezliczonych melinach cuchnących stęchlizną, papierosami, niemytymi tygodniami naczyniami, zaniedbanymi ciałami mrocznych domowników? A co z dziećmi, które poczęte są przez ojców, dla których „grą wstępną" jest zmasakrowanie swojej partnerki, która prosi o wstrzemięźliwość, bo jest w okresie połogu (po urodzeniu kolejnego dziecka), a potem następuje odbycie aktu płciowego, jedynie w celu zachowania „higieny psychicznej"?
Co na to Kościół? Co na to obrońcy praw natury? Gdzie wtedy są obrońcy praw moralnych? Można dopuszczać do tego, by „popaprańcy" wydawali na świat niechciane dzieci, a w ślad za tym stawali się ich (o zgrozo!) opiekunami, a nie można uczynić ich bezpłodnymi? Bo to okaleczenie niezgodne z naturą i z prawem?! Czy bestie w ludzkim ciele, zachowujące się gorzej od zwierząt (które w przeciwieństwie do ludzi nigdy nie znęcają się nad swoimi młodymi), mają prawo do rodzicielstwa?!
Żeby zostać biologicznym ojcem, wystarczy zdjąć spodnie
Może jednak nie wolno ingerować tak dalece w dzieło natury. Może ktoś nawet porówna takie metody do praktyk nazistów, którzy pasjami „bawili się" w sterylizację. Może pozwólmy jednak rozmnażać się każdemu, bez względu na wszystko. A co tam! Przecież życie musi dostarczać mediom kolejnych tematów do programów informacyjnych i wstrząsających reportaży.
Już przywykliśmy do sytuacji, gdy matka zostawia na kilka dni maleńkie dziecko w nieogrzewanym mieszkaniu, a sama idzie w „tango," niewiadomo z kim, niewiadomo dokąd. Każdemu może zdarzyć się chwila słabości, prawda? Popełniła błąd, który nie powinien jej dyskwalifikować jako matki? O tak, płaczmy nad nią. A co z dwójką jej starszych dzieci, które są już w domu dziecka, trzecie u babci, a piąte...w drodze? Ile w życiu błędów jeszcze musi popełnić i jaka musi w końcu stać się tragedia, aby ktoś uznał, że taka kobieta nie powinna mieć już nigdy więcej dzieci?
Maluchy wyganiane na żebry z karteczką „zbieram na chorą siostrzyczkę", nastolatki "wystawiane" na ulicę przez własnych ojców, dzieciaki kradnące węgiel z wagonów stojących na poboczu - to tylko fragment „szkoły życia", jaką gwarantują niektórzy dorośli swojemu potomstwu. Dzieci „pracują", a rodzice w tym czasie co robią? Wieczna balanga, wóda lejąca się litrami, pijacki ciąg i... notorycznie powtarzana ta sama sytuacja, kiedy to w przypływie „czułości" Tatuś rozpina spodnie i zbliża się do Mamusi. A potem rodzi się ich kolejne dziecko o imieniu Wpadka, Przypadek, Pomyłka, Zaskoczenie lub Kłopot.
Marzenia o adopcji
Tymczasem co piąta para w Polsce nie może mieć potomstwa z powodu bezpłodności. Niepłodni ludzie marzący o dziecku, rozpoczynają żmudne leczenie, podejmują liczne próby sztucznego zapłodnienia, ponoszą przy tym często ogromne koszty finansowe (ponieważ Polska, prócz Ukrainy, jest jedynym państwem w Europie, które w żadnym stopniu nie finansuje takich procedur). Walka o biologiczne dziecko często kończy się kapitulacją. Jedyną szansą na realizację marzeń staje się adopcja.
I tu znów zaczynają się schody - niezliczone procedury, wizyty, spotkania, „prześwietlanie" kandydatów na rodziców, którzy winni wykazywać się odpowiednim poziomem intelektualnym, moralnym, statusem majątkowy, zdolnościami wychowawczymi, stanem zdrowia, trybem życia. Spora część małżeństw może więc sobie jedynie pomarzyć o adopcji. Biologiczny rodzic nie musi i często nie jest zamożny, wykształcony, światły i prawy, a mimo to zazwyczaj i tak daje dziecku ogrom miłości, ciepła, zaangażowania i troski. Natomiast rodzic adopcyjny musi być ideałem, aby dać przysposobionemu dziecku szczęście?
Kto m.in. nie ma szans na adopcję? Pary żyjące w niezalegalizowanym związku. Prawo wyraźnie mówi, że „przysposobić wspólnie mogą tylko małżonkowie". Na usta ciśnie się pytanie: dlaczego? Mało jest par trwających w wolnym związku, które mają biologiczne dzieci? Par szczęśliwych, żyjących przykładnie przez długie lata? Zawarcie związku małżeńskiego jest gwarancją na udany związek, który zaowocuje szczęściem dzieci? W zalegalizowanych związkach nie ma tragedii, przemocy, znęcania się na dziećmi? Małżeństwa nigdy się nie rozchodzą, walcząc sądownie o dzieci, niczym o ruchomości i inne dobra materialne?
Oczywistym jest, że adoptowane dziecko nie może trafić do każdej rodziny, która tego sobie życzy. Ale z drugiej strony nierzadko odbiera się szansę na rodzicielstwo ludziom, którzy byliby wspaniałymi rodzicami, przerywającymi tragiczny los dziecka-sieroty, które często jest skazane na tułaczy los z placówki do placówki, aż do uzyskania pełnoletności.
Wybiórcza troska o dobro dziecka
Żyjemy w państwie, które przeprowadza bezlitosną selekcję wśród osób, dla których marzeniem życia jest dziecko, a jednocześnie umywa ręce od odpowiedzialności za kontrolę narodzin w rodzinach, w których z różnych względów matki i ojcowie nie są w stanie sprostać podstawowym obowiązkom rodzicielskim, a przy tym często stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia własnych dzieci.
Dwa światy
Świat bezdzietnych par, tęskniących za potomstwem, którym natura obdarzyć ich nie chce i świat dzieci rodzących się dzięki tej samej naturze, która w swej kapryśnej hojności rozdała płodność tym, którzy na to nie zasługują. Natura - ślepa i niesprawiedliwa. Drwi z nieszczęścia. Nieszczęścia bezpłodności i nieszczęścia płodności. Rozrzuca swoje dary na chybił-trafił, nie dbając o konsekwencje, nie bacząc na ludzkie łzy. Dla niej liczy się przecież tylko jedno - zachować gatunek ludzki. Czy nadal chcemy poddawać jej się bez sprzeciwu? Czy może podejmiemy trud walki z jej ślepymi wyborami?
"Uf jak gorąco..."
Panie redaktorki: Agata Szałkiewicz, zuzka, Gabusia, zaczynają od idiotycznego tytułu a zaraz potem nazywają "boże błogosławieństwo płodności" (por. Genesis), nieszczęściem. Przy okazji obrywa się personifikowanej naturze, ślepej, niesprawiedliwej i drwiącej z cudzego nieszczęścia. Zaraz potem następuje milutki opis rodziny patologicznej, gdzie króluje agresja, przemoc, nałogi, gdzie dziecko nie ma "żadnych praw", a jeśli przeżyje lata pod opieka swoich śmiertelnych wrogów (rodziców), to często staje sie ich, na ich wzór, także degeneratem. Dalej następuje lament nad rozlanym mlekiem (z własnego doświadczenia wiem, że rozlane mleko należy zebrać a nie płakać nad nim). Autorki "ze specjalną troską pochylają" się nad "kolejnymi potomkami" (jeszcze nieistniejącymi), którzy są "zaniedbani, zapomniani, okaleczani fizycznie i psychicznie, zdeformowani moralnie" i na dodatek obdarowani traumą na całe życie. W tym kontekście pojawia się motyw "świętego trójkąta": planowanie rodziny - świadomość - antykoncepcja, po czym panie autorki, w rejtanowym geście, rozdzierają swe biustonosze, stawiając retoryczne pytanie, czy ludziom (ludziom?) "żyjącym dniem dzisiejszym, wg zasady: jakoś to będzie" można proponować "nowoczesne rozwiązanie cywilizacyjne". Właśnie, czy można? Wszak światłe panie wchodzą do zatęchłej ciemnogrodzkiej izby z kagańcem oświaty, a tam tylko "alkohol, narkotyki, choroby psychiczne i zdegenerowanie społeczne, kasujące bezpowrotnie skrupuły, zdrowy rozsądek, logiczne myślenie i ludzkie odruchy". Brrr! Tu nie czas na gadki - szmatki, czas dzwonić na policję! Sięgają więc paniusie do eugenicznego lamusa, i wyciągają z niego sterylizację. Podpierają się przy tym statystyką, wg której, w 70 krajach świata, robienie z ludzi eunuchów jest legalne. A ja się nieśmiało spytam, co z reszta państw? (Czepiam się, to tylko prawie cztery setki.) Dodatkowo obrywa się paragrafowi 156KK i wymiarowi sprawiedliwości, który nie kwapi się wsadzać do wiezień producentów alkoholu i papierosów (co na to pan poseł Palikot?), a zabrania sterylizacji. Panie są niezmiernie zdziwione tym, że alkoholowo - tytoniowy gwoźdź do trumny społeczeństwa jest legalny (to proste, państwo czerpie z tego dochody), a demograficzny Nagel, w postaci wasektomii, nie. Panie redaktorki dalej się denerwują, i w końcu dają upust swoim frustracjom, opisując uroczo dwunastokrotne macierzyństwo kobiety: "zrujnowany organizm kolejnymi ciążami i wykańczającą opieką nad licznym potomstwem, męża tyrana, który nie ma zamiaru poprzestać na „uroczej dwunastce", która nie marzy o niczym innym, jak tylko o tym, by być wreszcie bezpłodna. Tutaj znowu panie drą bieliznę (tym razem są to czerwone stringi, bo staniki podarły chwilę wcześniej), i utyskują nad tym, że w ciemnej Polsce nie da im się legalnie pomóc, a na wyjazd zagraniczny, nie ma pieniędzy.
Jak w każdej, feministycznej, medialnej plwocinie, nie może zabraknąć akcentu antyklerykalnego. Tak więc dzielne panie krytykują moralność Kościoła, który przyzwala na "rozmnażanie się sadystów, degeneratów i psychopatów", czym bierze na siebie odpowiedzialność za "skazywanie ich potomstwa na głód, poniewierkę, katusze, poniżenie, ból, a nawet śmierć z rąk własnych rodziców...". Ciekawe, czy ma to być groźba wobec Kościoła, czy tez już zapowiedz przyszłych pozwów sadowych? Skoro mamy winę, to musi być tez i kara. Który biskup idzie na pierwszy ogień? Dalej kobiety (kobiety?) przeprowadzają eksperyment myślowy, polegający na wrzuceniu dziecka do klatki z głodnym lwem. Ciekawe dlaczego nie do pokoju z napalonym pedofilem - pederastą. I jeszcze raz, egzaltowanie „kobietony”, siusiają na Kościół, kreując Go na wroga nr 1, postępu medycznego. Przez maleńka chwilkę reflektują się, zastanawiając nad tym, czy aby nie przesądzają, ale tylko po to, aby na powrót rzucić się do gardła Kościołowi. Oczyma swojej chorej wyobraźni widzą znowu wirtualne rzesze "niechcianych dzieci, które być może właśnie teraz są płodzone w psychopatycznym szale lub pijackim amoku, w niezliczonych melinach cuchnących stęchlizną, papierosami, niemytymi tygodniami naczyniami, zaniedbanymi ciałami mrocznych domowników". Aż ciary przechodzą po plerach. Ale to jeszcze nie koniec, bo autorskie trio serwuje nam opis stosunku płciowego z gatunku sado – maso, a zaraz po tym, dokopuje hurtem Kościołowi, ekologom i filozofom - moralistom (pure nonsens wiecznie żywy). W następnym zdaniu, nasze bojowniczki, sugerują, że elektorat PO (tzw. "popaprańcy") płodzą niechciane dzieci, i nie dają się wysterylizować. Teraz następuje kolejne darcie szat (panie już są nagie, i dlatego , z konieczności drą podpaski), a towarzyszy temu skowyt: "Czy bestie w ludzkim ciele, zachowujące się gorzej od zwierząt (które w przeciwieństwie do ludzi nigdy nie znęcają się nad swoimi młodymi), mają prawo do rodzicielstwa?!". Kobitki wykazują się przy tej okazji, kompletnym brakiem wiedzy biologicznej. W świecie zwierząt, dość często zdarza się zjadanie przez rodziców, nadmiarowego potomstwa (czasem całego miotu).
Ale to nie koniec kompromitacji autorek, które napisały: "Żeby zostać biologicznym ojcem, wystarczy zdjąć spodnie". Otóż gdyby to była prawda, to jak, do chwili obecnej, byłbym ojcem kilkudziesięciu tysięcy dzieci, wszak spodnie zdejmuje kilka razy dziennie (np. siadając na klozecie). Znowu powraca (mantra jakaś?) temat sterylizacji, i to nawet w kontekście nazizmu; ale tylko po to, aby znowu przedstawić dramatyczny opis matki udającej się w kolejne tango. Zadziwia stopnień znajomości tematu (czyżby jakieś osobiste doświadczenia?). Przyznam szczerze, że robi się już powoli nudno. Znowu następują żale nad losem dzieci z rodzin wielodzietnych. "Wiadomo", żebractwo, młodociana prostytucja, kradzieże, i który to już raz, panie próbują drzeć fatałaszki (z braku bielizny i podpasek drą sobie nawzajem włosy). Krzyczą przeraźliwie (aż sąsiedzi zaczynają walić ze zniecierpliwienia w kaloryfery): "Ile w życiu błędów jeszcze musi popełnić i jaka musi w końcu stać się tragedia, aby ktoś uznał, że taka kobieta nie powinna mieć już nigdy więcej dzieci?" Powraca refren z gatunku meliniarskiego, tym razem w pornograficznej wersji: "Wieczna balanga, wóda lejąca się litrami, pijacki ciąg i... notorycznie powtarzana ta sama sytuacja, kiedy to w przypływie „czułości" Tatuś rozpina spodnie i zbliża się do Mamusi.". Ciarki już nie chodzą po plecach, uciekły w popłochu do najbliższego punktu skupu makulatury. Redaktorki na moment wchodzą w buty dziennikarek prasy kobiecej, udzielając porady "Jak dać dziecku na imię?". Ich typy to: "Wpadka, Przypadek, Pomyłka, Zaskoczenie lub Kłopot". Pierwsze i trzecie, to pewnie dla dziewczynki, drugie i ostatnie, dla chłopca, ale to czwarte?
Powoli staje się jasne, po co panie napisały artykulik. otóż po to, aby zwrócić uwagę na "problem" adopcyjny. Paniusie oburza fakt starannego doboru kandydatów na rodziców, i procedura faworyzująca legalne, i stabilne małżeństwa. panie redaktorki uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, kto zasługuje na posiadanie potomstwa a kto nie, stwierdzając kategorycznie: "Świat bezdzietnych par, tęskniących za potomstwem, którym natura obdarzyć ich nie chce i świat dzieci rodzących się dzięki tej samej naturze, która w swej kapryśnej hojności rozdała płodność tym, którzy na to nie zasługują.".
Feministki mają zazwyczaj kłopoty z logicznym myśleniem. Jeśli uda im się wreszcie wysterylizować wszystkich, którzy nie zasługują na posiadanie potomstwa, to kto będzie dostarczycielem dzieci do adopcji? A może jest w tym jakaś diaboliczna logika? Może dzieci do adopcji będzie się odbierać katolikom?



Komentarze
Pokaż komentarze (19)