W Europie zachodniej, dość powszechne jest organizowanie w lokalach rozrywkowych, typu bary lub dyskoteki, imprez alkoholowych zwanych All-you-can-drink party, ewentualnie Flatrate. Idea jest prosta. Płacisz za wejście do lokalu, a potem pijesz do woli, co zazwyczaj oznacza ile możesz. Dla większości amatorów tego typu rozrywki, zabawa kończy się najczęściej upojeniem alkoholowych. Organizatorzy sięgnęli do starej, angielskiej tradycji, do czasów, kiedy za kilka pensów można było się kompletnie ululać, w byle jakiej tawernie. Kalkulacja ekonomiczna, zwana czasem biznes planem jest prosta. Gość płaci za wejście do lokalu więcej, niż fizycznie może skonsumować. Dodatkowo często coś zje, kupi papierosy, czy „paczkę gum do walenia” (takim to mianem określił prezerwatywy, pewien spasiony, pospolity dres, którego kiedyś napotkałem na stacji benzynowej) jakie są potrzebne do odbycia romantycznego stosunku płciowego, w męskim klozecie, z poznana 5 minut wcześniej „miłością życia”. Obowiązuje też druga zasada. Kompletnie pijani goście (i „gościówy” tez) są usuwani z lokalu. Nie mogą już ani konsumować, ani się bawić, za to z całą pewnością mogą zarzygać ubikację. Problem imprez typu flatrate i ich destrukcyjnego wpływu na młodzież, został zauważony przez władze, które powoli zaczynają wprowadzać zakazy administracyjne.
Dlaczego właściwie o tym piszę? Ponieważ flatrate party przypomina mi zabawy polityków. Nie mam tutaj na myśli ich pociągu do alkoholu, ale raczej ich zamiłowanie do składania pustych obietnic. Politycy bawią się w All-you-can-promise party. Celuje w tym rządząca Platforma Obywatelska, która z powodzeniem mogłaby się nazywać Pochodem Obietnic. Obietnice wyborcze PO (nazwane o ironio „zobowiązaniami”) stały się wstydliwe na tyle, że zniknęły nawet ze strony internetowej tej dryfującej donikąd partyjki. Autostrady i stadiony same się nie zbudują, nie wystarczy gadać i zapewniać, intensyfikować i przyspieszać, ale trzeba wziąć się za łopatę (do czego chętnych brak, z powodu kiepskiej płacy). Po stówce na nauczyciela nie sprawi, ze swoje uposażenia będą postrzegać jako dobre. Chorej służby zdrowia nie da się uzdrowić urzędniczym placebo. Pozostały obietnice. Co raz to nowe, coraz skromniejsze, ale za to „piarowo” nośne. Kiedyś śnięty Jacek od Termosu dokarmiał bezrobotnych roboli, sieroty po reformach guru Balcerowicza. Teraz Donald od Obietnic ma karmić głodne dzieci bezrobotnych i niegodziwie słabo zarabiających rodziców. Mają być prysznice na wiejskich boiskach - pastwiskach i komputer w każdej chacie. Na węgiel nie ma? Prąd odcięli? Co tam. Laptopa się w szkole naładuje.
All-you-can-promise party, czym się skończy? Tym samym, co all-you-can-drink, zwaleniem się pod stół i kacem na drugi dzień.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)