Już dość dawno pozbyłem się resztek złudzeń co do kondycji moralnej przeciętnego, polskiego polityka naszych czasów. Złudzenia miały swe źródło w wieloletniej szkolnej edukacji, gdzie przez lata całe nauczano dziatwę (w tym i mnie) o wszelakich niezłomnych bohaterach narodowych, herosach, wzorcach osobowych. Przez moje zeszyty przemaszerował cały legion pomnikowych postaci rożnych pisarzy, żołnierzy, polityków, dla których nie istniało nic poza Ojczyzną i nie liczyła się żadna rzecz ,jak tylko polska racja stanu. Wielu z nich jawiło się mi wtedy jako coś na kształt istot niebieskich, które żyją samą szczytną ideą a obce są im marności ludzkiej egzystencji takie jak sława, pieniądze, zaszczyty (nie wspominając już o tak przyziemnych rzeczach jak oddychanie, picie, jedzenie, czy sen ). Niestety dorastanie a potem dorosłe życie dostarczyły mi wielu okazji ku temu, aby sielankowy obraz polskiego polityka, który dumnie stal na piedestale wartości, został pohańbiony i zdegradowany do pozycji szmaty w wychodku. Dorosłe lektury i opowieści żywych ludzi, bardzo szybko uświadomiły mi, ze większość postaci z cokołów, to byli najzwyczajniejsi na świecie ludzie, którzy częstokroć mieli nadzwyczaj rozwinięte ludzkie wady. A to jakiś poeta, który nawoływał do walki o Polskę, sam ponad nią cenił wdzięki kobiece, do tego stopnia, ze nie dojechał na powstanie, do którego podżegał. Inny był pijakiem, jeszcze inny złodziejem, ów, jako agent carski skończył pochowany pod murem zuryskiego cmentarza, ten, co się kulom nie kłaniał, tak drżał o swój zadek, ze nigdzie nie ruszał się bez solidnej obstawy. Ze współczesnych wspomnę jakiegoś typa, który podobno coś, gdzieś, kiedyś przeskoczył, sam nie pamięta już dokładnie, w którym miejscu a świadków brak, potem rzekomo coś wielkiego “obalył”, a także "obalył" wiele mniejszych rzeczy, tyle że już w doborowym towarzystwie (na co jest już dokumentacja zdjęciowa). Wszystko to sprawiło, że teraz ufam bardziej wyleniałemu, wiejskiemu kundlowi, który szczeka na mnie bez powodu, niż wybrańcom narodu, których masy piją kawę, podszczypują sekretarki, i zbijają bąki na wszelakich państwowych urzędach. Jest to, z nielicznymi wjątkami, banda ignorantów, lub idiotów, lub złodziei, lub leni patentowanych, lub pijaków, lub erotomanów, lub chciwców, lub oślizgłych dorobkiewiczów. Mają oni jedna wspólną cechę. Są notorycznymi, nienaprawialnymi, bezczelnymi kłamcami, bez poczucia wstydu. Kłamią w dzień, kłamią w nocy. Kłamią rano i wieczorem. Kłamstwem się żywią i kłamstwo wydalają. Kłamstwo piją i kłamstwo wylewają z moczem. Każdy ich oddech śmierdzi kłamstwem. Kłamstwem się pocą i brudne kłamstwo mają za paznokciami. Kłamstwo odrywa się całymi płatami z ich skory a łupież kłamstwa w ich włosach. Zamiast oczu maja kłamliwe, maślane, rozbiegane gały. Coś obiecali, całkiem niedawno. “Taka była sytuacja, sytuacja się zmieniła” czyli inaczej spadaj Genia, mi się charakter zmienia. “żaden z ministrów rządu Donalda Tuska nie pojedzie do Pekinu”, na prawdę, jak Boni dydy! “To kwestia solidarności z Tybetem, my ludzie "Solidarności" jesteśmy to winni.” Od solidarności miewa się mdłości, a ludzie solidarności, choćby byli coś winni, to płacić i tak nie mają zamiaru. “To nie była moja decyzja, tylko decyzja MSZ, a obecność moja i ministra sportu była potrzebna”. No jasne! To nie on, to Leon! Czemu się czepiać? Przecież to było potrzebne! Potrzebne jak jasna cholera, to było turbo potrzebne, hiper, super, arcy, ekstra potrzebne. Bez tego, to kto wie co mogłoby się stać! My tu oramy na ugorze a wdzięczności brak!
“Nie mam poczucia wstydu”



Komentarze
Pokaż komentarze (18)