Wrocław ma do siebie to, że jest to miasto pełne zieleni. Mamy zieleń publiczną otwartą dla wszystkich, mamy ogrody ze wstępem biletowanym i mamy jeszcze możliwość uprawiania własnego ogródka zgodnie ze swoim upodobaniem.
Ten ogródek to na pewno ogród przydomowy towarzyszący zabudowie jednorodzinnej. To również pracownicze ogrody działkowe, na które łakomym okiem patrzą inwestorzy, którzy każdą wolną przestrzeń najchętniej by zabetonowali.
Myślę o ogromnej rzeszy ludzi, którzy posiadają ten własny ogródek i często jest to pieniądz rodziny inwestowany w trawnik, pracowicie koszony kilka razy w roku. I tutaj mało kto zastanawia się - dlaczego niektórzy ponoszą koszty uprawy ogródka i nie patrzą, że nie zbierają z niego nic...
Na tak postawione pytanie jest mi bardzo trudno odpowiedzieć - bo przecież każda forma naturalnej zieleni jest ukłonem w stronę środowiska. Jeżeli ktoś mi nie wierzy - to niech po prostu ręcznie zerwie trawę z trawnika, zamiast robić to kosiarką. Najlepiej jest wziąć sobie pod kolana starą szmatę i na niej uklęknąć i rękoma uzbrojonymi w rękawiczki "wampirki" garstka za garstką wyrywać kępki trawy. To wtedy zaczyna się widzieć ten niecodzienny świat. Płożące się łodygi, głównie perzu, szczelnie okrywają powierzchnię trawnika i gdzieś po 20-30 centymetrach pędu zaczyna się liść. Kosiarka ścina tylko końcówki. Ręką wyrywa całe płożące się łodygi - które tworzą tajemne labirynty - takie drogi-autostrady dla ślimaków i chrząszczy lub gąsienic. Dopiero po podniesieniu się z kolan widać, że ten perz starannie przykrywa ziemię, na której praktycznie nic nie rośnie. I tu warto zastanowić się, jak było to jeszcze przed wojną. Na pewno takich zaperzonych trawników nie uprawiano. Trawę skarmiano pasąc zwierzęta. Najczęściej w parkach dworskich wypasano owce - które starannie wygryzały trawę - a ta była różnorodna. Były tam także i rośliny dwuliścienne - często znane jako zioła. To ich domieszka powodowała, że wiejskie siano gromadzone na strychach stodół tak pięknie pachniało.
Dzisiaj jest inaczej. Zwierząt już nie ma, różnorodność biologiczna uległa zanikowi a doraźnie prowadzone zabiegi oprysków chemicznych zniszczyły bogatą florę i faunę zwierzęcą. Podtrute owady stały się łatwą zdobyczą zwierząt żywiących się nimi. Pewne gatunki wyginęły i wtedy zabrakło pożywienia dla drapieżników żywiących się mniejszymi zwierzętami. I gdy tak się pomyśli nad rozwojem naturalnego środowiska, to zawsze było ono i piękne, i pełne życia. Dzisiaj już tylko w "zaniedbanych" ogrodach można dostrzec bogactwo różnorodności gatunków i chyba właśnie dla zachowania ciągłości tego środowiska nie należy potępiać działkowców nie zawsze po prostu mających czas na idealne usunięcie wszystkich chwastów i kompleksową ochronę swoich plonów metodami chemicznymi.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)