Dziś wieczór czwarta rocznica katastrofy samolotu CASA pod Mirosławcem. Wszystkim poległym składam hołd, wszystkim rodzinom wyrazy współczucia. Efekt zaniedbań, olewactwa, nie stosowania procedur okazał się tragiczny. W lotnictwie przyjęło się, że każda katastrofa jest okazją do nauki. Na błędach pilotów, konstruktorów i służby naziemnej wypracowuje się scenariusze, mające zapobiec takim wydarzeniom w przyszłości. W Polsce bywało z tym fatalnie, zarówno w PLL LOT (vide: katastrofa Kopernika w 1980 r. i niemal bliźniacza tragedia Kościuszki w 1987 r.), jak i w Siłach Powietrznych (tu przed 1989 r. katastrofy były tematem tabu). Tragiczna historia Iłów-62 zatoczyła koło po siedmiu latach. Między Mirosławcem a Smoleńskiem wystarczyły dwa. Po raz drugi w ciągu 24 miesięcy wsadzono do jednego samolotu najważniejsze persony w armii. Przyjęta zasada "jakoś to będzie" nie wystarczyła. Komuniści mieli na tyle zdrowego rozsądku, że po tragediach sypały się dymisje. W III Rzeczypospolitej za utratę dwóch wielkich samolotów wojskowych idzie się do Senatu.
138
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)