Nasi przyjaciele od stuleci - Francuzi - twierdzą, że Nicolas Sarkozy uwielbia przyrównywać się do Napoleona. Kilka rzeczy mają wspólnych, istotnie. Obydwaj rządzili Francją - Bonaparte był Cesarzem Francuzów, prawda;
w obecnych czasach beztroskiej emigracji Sarkozy jest Prezydentem Francji, bo Francuzów jakby coraz mniej. Obydwaj nie mogliby z sukcesami grać w koszykówkę. Obydwaj mieli swoje piękne Józefiny. Obydwaj są cholerykami i nie znoszącymi sprzeciwu arbitralnymi charakterami. Na tym podobieństwa się kończą. Napoleon układał sobie ziemie niemieckie jak chciał; Petit Nicolas musi każdy swój krok konsultować z dzisiejszą królową pruską (jej odpowiedniczka gotowa była wejść do łóżka Cesarza, byle ocalił Prusy, obawiam się, że Nicolas wzgardziłby taką propozycją pani Angeli, choć jako stuprocentowego francuskiego samca boleć go musi czapkowanie kobiecie). Sarkozy ma na horyzoncie jeden cel - wybory, które musi wygrać, pomimo Francji en bloc rozczarowanej jego osobą. Tonący polityk każdej brzytwy, nawet zardzewiałej i z tężcem, się chwyci, toteż Nicolas zagrał va banque - zagrał kartą turecką.
Panturkowie i Młodoturcy z gorliwością neofitów rzucili się oczyszczać targane chaosem Imperium z elementów niepewnych i śmiących roszczyć sobie jakieś prawa. Tuż przed rzeziami I Wojny Światowej zafundowali Europie rzeź wewnętrzną, idącą w ponad milion ofiar. To, co się wydarzyło, nawet sto lat później odbija się Turcji czkawką.
Z Sarkozym nie jest mi po drodze, ale przeforsowanie ustawy o ludobójstwie Ormian to dobry sygnał. Nawet pomimo tego, że jest to zagranie wyborcze i jak podejrzewam, Ormianie i ich tragedia są prezydentowi doskonale obojętne. A dobry sygnał dlatego, że warto przytemperować tureckie ambicje wepchnięcia się do Unii Europejskiej. Byłem i widziałem - to dziki kraj. Żaden z tego wyrzut, oni innej metody nie znają. Nie potrafią i nigdy nie dostosują się do wymogów demokracji w stylu zachodnim. Gospodarka - moloch i wpuszczenie jej do obiegu gospodarczego Unii dorżnie Europę dostatecznie, ku uciesze chińskich towarzyszy. Unifikacja praw europejskich
i tureckich, opierających się na twardych zasach islamu z pewnością będzie pociesznym widowiskiem.
W profetycznej wizji widzę już błękitne flagi płonące na ulicach. Wreszcie last but not least - Ankara nie przyjmuje do wiadomości, że szacowni protoplaści lekką ręką wycięli setki tysięcy ludzi. Cóż, mają prawo uważać za obrazę swojego kraju, jeśli ktoś o tym im przypomina - ich cyrk, ich małpy, ich Pamuk. Ale jeśli pan Ergin, turecki minister "sprawiedliwości" uważa słuszną francuską ustawę za "hańbę i niesprawiedliwość", to proponuję wobec nieuniknionego szaleństwa rozszerzeniowego utworzyć Europę trzech prędkości. A do trzeciej wrzucić Turcję plus Grecję - na postawienie w kącie jak najbardziej niesforna Hellada zasłużyła. Przynajmniej będzie wesoło.
117
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze