Mam takie skrzywienie, że do śniadania lubię odpalić "gazetę.pl" i zajadając się drożejącym chlebem wpatrywać oczy w niewinnie brzmiącą rubrykę "komentarze". Polecam wszystkim jako ćwiczenie samozaparcia - o wiele lepsze niż modne tajczi, zen, joga, rumba razem wzięte. Unikanie zakrztuszenia się (drogocenną, podkreślam) kanapką niesłychanie hartuje. A zakrztusić się ze śmiechu bardzo łatwo (dlatego nie polecam ościstych ryb). Oto historia notki, jaką spłodził pan Blumsztajn. Nie wiem wprawdzie, gdzie mieszka ów dżentelmen, ale zakładam, że przynajmniej raz na tydzień mija wielką tablicę z licznikiem długu publicznego. Wydawałoby się - znakomity temat na felieton. Cięte, fachowe, obiektywne pióro jakim Bóg (chyba mogę, panie Sewerynie?) obdarzył redaktora z pewnością brutalnie rozprawiłoby się z fachowością gospodarczą rządu. To wszystko furda jednak. Machnijmy ręką na gospodarkę, głupcy. Tym zajmują się malutkie, raczkujące dziennikarzątka ze specjalnych kanałów ekonomicznych. Stara gwardia ma poważniejsze zadania - ot, choćby niepokój o Ryszarda Bugaja. Niepokój, dodam uzasadniony, bo coś niedobrego dzieje się z tym zasłużonym człowiekiem. Otóż pan Bugaj zdecydował się (użyłbym słowa: ośmielił się, ale sam nie mogę się ośmielić) wyrazić pewne powątpiewanie co do niektórych poczynań pana Adama Michnika. Normalnie ścieżka jest standardowa - warszawska palestra klaszcze w dłonie, bo oto stołeczne sądy rozgrzeją się od słusznych pozwów. Tu pan Blumsztajn fachowo, niczym troskliwy ojciec delikatnie ganiący niesforne, acz kochane dziecko przywołuje Ryszarda Bugaja do porządku. Proponuję potraktować to jako żółtą kartkę, panie Ryszardzie. I zmienić swoje postępowanie.
Na koniec muszę przyznać się do czegoś wstydliwego. Dzielnie dotrwałem do końca komentarza, lecz po, cytuję :"...nie chcę zajmować się koncepcjami Bugaja na temat ewolucji polskiej lewicy, choć gdyby popatrzył na lewicę we Francji czy Włoszech, to może zrozumiałby, że osiągnęliśmy już europejskie standardy" nie wytrzymałem. Teraz sąsiad ma do mnie uzasadnione pretensje, bo tubalną mieszanką kaszlu, parskania i krztuszenia się obudziłem go, gdy odpoczywał po nocce. Zapewne spokojniejszej, niż noce Seweryna Blumsztajna.
560
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)