W zacnym towarzystwie monumentu Stiepana Bandery stanąć ma w Tarnopolu pomnik Romana Szuchewycza. Inicjatorem wzniesienia pomnika jest Kongres Ukraińskich Nacjonalistów - nazwa piękna, jednoznaczna, ot, mokry sen redaktorów z Czerskiej - gdybyż to w Polsce wszystkie zakamuflowane grupy faszystowskie miały cohones i nazwały się podobnie! Niemniej do rzeczy. Będą na siebie spoglądać dwaj Bohaterowie Ukrainy, dumać nad zmiennymi kolejami losu ich ojczyzny. Pomarańczowo-niebieska rewolucja naszych współbraci w kopanym Euro patrzy na to przez palce - wszak patriotycznych obyczajów trzeba strzec. Ponieważ wątpię, by rzeźbiarze gwoli prawdy historycznej przemalowali ręce pana Szuchewycza na czerwono, nachodzi mnie pewna smutna refleksja.
Oto radni pięknego miasta Białegostoku zadecydowali, że Jeremi Wiśniowiecki nie może być patronem ulicy w ich mieście. Jarema był nieodrodnym dzieckiem swojej epoki - w jego czasach i jedna i druga strona rżnęła się jak drewno w tartaku. Pale aż furczały, zwłaszcza, gdy Jarema ruszał w dół Zaporoża pohulać sobie ze zbuntowanymi Kozakami (któż wtedy myslał o Ukraińcach!). Cały czas - proszę pamiętać, że to XVII wiek. Z tego, com czytał, najrzadziej używanymi słowami w Europie były wówczas "przepraszam" i "subtelność". Takie czasy, nic człowiek nie poradzi. Radni Białegostoku jednak uznali inaczej (kto wie? Może fakt apostazji księcia od prawosławia zabolał, tam wszak braci w wierze sporo), i arbitralnie stwierdzili, że nikt nie chciałby na ulicy takowego potwora mieszkać, rodziłyby tam się chore dzieci, ludzie popadaliby w obłęd, a każdy płot ze sztachetami na sztorc byłby politycznie podejrzany.
A teraz szybki skok z XVII wieku w wiek XX. Znów : czasy takie, że o pardonie mowy być nie mogło. Przez Ukrainę przetoczył się Wehrmacht i szybko zademonstrował "nieco lepszym Słowianom" jak się takie sprawy załatwia. Pan Roman był pojętnym uczniem i z gorliwością neofity zajął się znienawidzonymi Lachami w taki sposób, że Jarema spąsowiałby ze wstydu i bezwarunkowo uznał swoją porażkę w tej osobliwej krwawej kategorii.
Oni - mogą. Bo to było dawno, bo już nie pamiętamy, bo czasy były ciężkie...bo przeprosiliśmy. A to, jakby nie patrzeć, Ojcowie Narodu. My - nie możemy, bo uparliśmy się za uszy tego opornego pół-Azjatyckiego kolosa przeciągnąć do Unii. My - nie możemy, bo organizujemy wraz z Nimi coś na kształt profesjonalnego turnieju światowej rangi. My - nie możemy, bo tak nie wypada, bo przecież to było dawno. Bo kto dziś ma ochotę do tego wracać? Jeszcze się Ukraińcy obrażą, jeszcze coś się stanie pięknej Julii, czasowo nie na balkonie, tylko w monitorowanej celi.
Mam szczęście znać kilku Ukraińców osobiście. Sympatyczni, otwarci ludzie, dogadujemy się bez żadnych zaszłości. Bogu dziękować, język polski kaleczą na tyle, że tekstu tego ze zrozumieniem nie przeczytają. Ale jakbym tak spotkał ichniejszego prezesa tej KUN-y, dajmy na to w Beresteczku, wyrżnąłbym rękawicą w pysk. Po pańsku, po polsku. Należy się.
177
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)