trescharchi trescharchi
154
BLOG

Bunt maszyn.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 2

Tak się szczęśliwie składa, że dysponuję Babcią (pozdrawiam!) która uczciwie przepracowała ponad cztery dekady i obecnie odbiera zasłużoną emeryturę w takiej akurat kwocie, by jeszcze stary umysł stymulować (to dla zdrowia, organ nie używany zanika, patrz gość Radia Zet) dylematami - leki czy jedzenie. Babcia jest kobietą postępową i zdarza jej się (niczym muzłumanom z tłumaczeniem "Allah nie widzi") dyskretnie oglądać wiadomowczyichrękach pozostające TVN. Babcia nie gasi telewizora, gdy wnuk ją nawiedza, bo wnuk nieczęsto ma coś ciekawego do powiedzenia, a trzyliterowa stacja - zawsze. Jest tam taki program należący do popularnego nurtu telewizji tak zwanych śniadaniowych, gdzie młodzi, piękni i uśmiechnięci prowadzący potrafią przez szmat czasu (wszystko leci na żywo, przerywane reklamami) rozmawiać zajmująco o tylnej części ciała przysłowiowej Maryni (to też sztuka!). Popijając kawę, i w gruncie rzeczy prowadząc rozmowę o podobnym ciężarze gatunkowym jak ta w telewizji, posłyszałem nagle, jak na narzekanie Jolanty Pieńkowskiej (żony Ernesta czy jakoś tak?), że nie wynaleziono robotów sprzątających domy, gwiazda Gazety Wyborczej, telewizji TVN, Milionerów, Top Model, TOK FM, Sukcesu (widzę tu analogię co najmniej z tytulaturą Habsburgów dei gratia) - Bartosz Węglarczyk odparł po prostu: "ależ są. Ukrainki".
Cytat może niedokładny, bo nie zapamiętałem, zajęty zbieraniem szczęki. Ale poczułem się taki po ludzku dumny z pana Bartosza. Nie zepsuły go lata pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdzie w tych rzekomo poprawnych telewizjach za takie rzeczy dostaje się wilczy bilet w branży. Nie uderzyła mu do głowy sodówka, gdy odbył tournee po uniwersytetach, nauczając młodych adeptów dziennikarstwa o potrzebie jakiegoś tam śmiesznego obiektywizmu i etyki zawodowej. Nie udało się miłośnikom honoru i grubej kreski z ulicy Czerskiej zmusić pana Bartosza do wyzucia się z własnych przekonań i czapkowania wszystkim za wszystko, o nie. Mijając się na telewizyjnych korytarzach z profesor Środą lub Kazimierą Szczuką, uśmiechał się pan przemyślnie pod nosem, czując w głębi duszy, że parytety, równouprawienie i feminizm to sztuczne, czcze hasła. Pan Bartosz z wdziękiem sybaryty kultywuje w europejskiej, opiotwórczej telewizji ogólnopolskiej staropolskie poczucie humoru, rozbijając na proch okowy sztucznej poprawności politycznej.
Tak trzymać, panie Bartoszu. Niech pan daje odpór tym wszystkim, którzy pana teraz krytykują. Zero kapitulanctwa! Nalegam, bo drążąc temat, dojrzałem, że próbuje się pan teraz usprawiedliwiać. Zakładam, że przeprosiny wyszły tak sztucznie i idiotycznie właśnie dlatego, że brzydzi się pan zakłamaniem i krakaniem jak inne wrony.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka