Powiadają, że historia bardzo lubi się powtarzać, a już zwłaszcza w wyższych sferach. Weźmy takiego Iwana Groźnego. Krwawy, nie do końca zdrów na umyśle batiuszka do dzisiaj rzewnie jest wspominany przez ruski lud. Gruzin z fajką wręcz się na nim wzorował, do białego rana oglądając zlecone filmy o gniewnym carze, gdy na frotach ginęły miliony sowieckich chłopców, zmuszając tym do sięgania po coraz to nowe rezerwy z azjatyckich pustkowi, które jeszcze pokażą niemieckim kobietom na co ich stać. Cokolwiek sądzić o Iwanie, był politykiem skutecznym, za którego panowania Rosja była wielka (i my byliśmy wielcy! potrafiliśmy jeszcze wówczas lać Kacapów ze szczętem, pozdrowienia dla Stefana Batorego), ale ludzie nieszczęśliwi. Tenże Iwan wypracował też nadzwyczaj skuteczny system łańcucha odpowiedzialności, który przeżył swojego twórcę i dotrwał w niezmienionej formie do dzisiaj, do dwudziestego pierwszego wieku, w którym nie ma już wojen, zła, gniewu i opriczniny, jest za Unia Europejska, strefa Euro, i wszystkie narody i ludy Europy żyją w radości i szczęściu. Może poza tymi dziwacznymi Serbami, którzy kłócą się jak przekupki na bagdadzkim rynku o jakieś tam Kosowo, które wszak jest Europie potrzebne, bo gdzieś tych wszystkich bandziorów i dilerów trzeba upchnąć. Iwanowski łańcuch odpowiedzialności polega z grubsza na tym, że dobry, odpowiedzialny car chce jak najlepiej, a źli, mataczący bojarzy to świnie, łajdaki i tylko patrzą jak kiwać naród za plecami dobra wcielonego, dla własnych chorych potrzeb. Polacy, jako naród słowiański i do uniesień wszelakich pierwszy, w mig podchwycili ów trafny koncept i zaadaptowali go do własnej, pożal się Boże, klasy politycznej. Wielu bylo próbujących, ale nikt do takiej maestrii (nagrodzonej kolejną kadencją, a niebawem albo ławą w Trybunale, albo gabinetem z widokiem na Brukselę) jak obecny nasz premier nie doszedł. Iluż to już było takich w tym Rządzie Ocalenia Przed Czymś o Wiele Gorszym, co za szerokimi plecami (idealnymi pod koszulkę piłkarską) władcy próbowali swoje nieudolne partie szachów rozgrywać! Wszyscy skończyli tam, gdzie ich miejsce - na śmietniku historii, lub w Komisji Spraw Zagranicznych.
Obecnie wyszło na jaw coś o wiele paskudniejszego. Oto lud w gniewie wypełzł na ulicę, w bezmyślności swej kierowany przez kiboli i faszystów, najpewniej w porozumieniu z madzarskim Fuhrerem działających. Car o niczym nie wiedział, zajęty bezpiecznym szusowaniem po niepolskich stokach. Tymczasem bojarzy Boni i Zdrojewski na własną rękę (kto myśli inaczej, ten trąba i wywrotowiec) usiłowali swoje lody kręcić, na cara się nie oglądając. Wrócił więc w strasznym gniewie, rozsierdzony, acz roztropnie najpierw "oczekując wyjaśnień". Jakiekolwiek by te wyjaśnienia nie były, dwójka już stracona, kibitki na Kołymę czekają, a car osobiście zapewni wierny Naród, że sytuacja opanowana, i wracajcie do domu, bo pracować trzeba, a nasz angielczyk Wincent mówi, że kryzys w każdej chwili i na zieloną mapę wpełżnąć może.
Post scriptum - nie mylmy proszę bojarów z nadwornym błaznem, Klucznikiem Domu Pruskiego, co to zawsze pierwszy przed kamery się pcha, androny jakieś wymyśla z poważną, zaciętą twarzą (trefnisie tak robią, by siłę żartu wzmocnić) . On może, i jemu włos spod czerwonej stańczykowej czapki nie spadnie.
273
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (5)