trescharchi trescharchi
254
BLOG

Wietnamska klątwa Dziesięciolecia.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 0

Wbrew pozorom nie będzie to notka stricte sportowa, bo w zasadzie nie obchodzi mnie czyja żyleta będzie silniejsza w meczu Legia - Wisła, który miał (tryb przypuszczający jest obecnie obowiązujący, jak w większości kwestii dotyczących Euro) odbyć się na chlubie Stolicy, Narodowym Koszyku, Polskim Gnieździe, Dumie Pragi i Blasku Kamionka. Nie emocjonuję się rywalizacją żylet, bo cóż z tego przyjdzie, skoro tych dwudziestu dwóch w dole jest cienkich jak nie przymierzając Polsilver? Z przyczyn przyziemnych jestem za Legią, bo tam przynajmniej gra kilku Polaków, a i ichniejsi Serbowie nieźle po polsku szwargoczą (chociaż do "Będę go zjadł" Nakoulmy brakuje im lat świetlnych).
Czy to zapierające widowisko się odbędzie? Tego nie wiadomo. Jest to jednak pocieszające, że nie tylko PZPN potrafi zrobić pierdolnik w organizacji meczu i dystrybucji biletów - znaczy to, że duch w Narodzie nie ginie i gen twórczego szaleństwa (nie mylić z genem wolności - to akurat copyright ministra - wciąż - Zdrojewskiego) jest obecny. Najważniejszy Stadion w Polsce (zaraz po "Kotle Czarownic", który jednak zdołały chwycić w garść tamtejsze struktury Partii Miłości i skutecznie sabotować jego remont) miał być w zasadzie gotowy w zeszłym roku, ale kryzys, ale kapryśna pogoda na jesieni, ale do Euro jeszcze prawie rok, ale Polacy tak słabo grają pod czułą ręką świętego Franciszka (patrona ubogich słowem), ale nie ma się co spieszyć, tylko dopieścić na ostatni guzik. Zasadniczo moloch powstający w niecce po Stadionie Dziesięciolecia - czy czasem jego likwidacja nie była pierwszą próbą wprowadzenia tego trendy ACTA? - powstaje wolno, nie do końca zgodnie z planami architektonicznymi (papier przyjmie wszystko, mawia mój koleżka, który drukuje szpalty pewnej gazety, której nie jest wszystko jedno - skarży się też, że po tym, czego dotyka, rąk domyć nie potrafi a własny pies nan warczy) i tak, by przy okazji pokręcić troszkę lodów na boku, plus zapewnić nieco etatów szwagrom i kuzynom. Terminy wydłużane są do granic śmieszności, warszawska ulica przyzwyczajona pod czułymi rządami obecnej ekipy do nie takich obsuw reaguje życzliwym wzruszeniem ramion, piłkarzom w zasadzie też wszystko jedno, gdzie grać będą. Legia ma swój niebrzydki stadion, a Wiśle lotto gdzie w Warszawie zagra, i tak wiadomo, że to dziadowskie miasto i Zamek mają nieoryginalny.
Na Stadionie nie ma murawy. Ma być kładziona w poniedziałek, co jest terminem płynnym i łatwo przesuwalnym, zwłaszcza, że pogoda sama (dziwny ten styczeń!) wkłada mroźne wytłumaczenia w ręce. Policjanci i strażacy, niemal identycznie jak w Gdańsku, zajęci są odbieraniem telefonów od dziennikarzy (kiedy?jak? tak czy nie?) i z Ratusza (prosimy, nalegamy, pani Prezydent będzie niezadowolona, tak, właśnie zatwierdzamy budżet i sami wicie...).
Generalnie - jak zwykle w Polsce. Zastaw się a postaw się. Austriacy budowali na ostatnie Euro stadiony jak klocki Lego, by po turnieju rozmontować nadmiar trybun i opchnąć kitajcom na następujące tuż zaraz Igrzyska. A my nie. My mamy Biało-czerwone gniazdo, w sercu Polski, z rozsuwanym, unikalnym dachem i nawet z telebimem jak w NBA.
Znane azjatyckie przysłowie powiada, że jak wietnamscy szamani chcą kogoś pokarać za odebranie prześwietnej pirackiej dziupli, utrzymującej całe rodziny, odbierają rozum i zdrowy rozsądek. Obawiam się, że ktoś w sprawie Stadionu Narodowego nastąpił na o jeden odcisk za daleko.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka