Od razu uspokajam - ta notka nie ma nic wspólnego z byłym ministrem skarbu, na którego sfrustrowani kierowcy (chce się jeździć jak po stole za darmo, hę?) z trasy Katowice-Kraków wylewają kalumnie, bo dżentelmen odnalazł się na stanowisku kierowniczym w Stalexporcie "Nie możemy Wam pokazać aneksów, bo są tajne" S.A. - w sposób profesjonalny zarządzając wspomnianym ciągiem drogowym. Kalumnie są zupełnie nietrafione, bo po odwołaniu ministra i ciąganiu Go po Trybunałach Stanu (zemstę opozycji czuć na kilometry, a akt oskarżenia to farsa - błędy w prywatyzacji DT Centrum, PZU, TP SA - kto miałby czas na tyle wałków naraz?) dżentelmen musiał przecież gdzieś pracę znaleźć. Tyle o nim, życzę, by zawistne i zazdrosne (pensyjka pewnie niemała, a to w oczy kole) języki same wzięły się do roboty, nie szkalując więcej tej wcielonej rzutkości biznesowej.
Pisząc wąsacz, mam na myśli ostatniego dyktatora w Europie (Rosji nie liczę, bo to geograficznie i kulturowo Azja) - towarzysza Aleksandra, Pierwszego Komsomołca, Wzorowego Kołchoźnika, Naczelnego Hokeistę i Wzorowego Tenisistę. Tytułów sporo, bo wschodni wąsacz lubi podbudowywać swoją chwiejną pozycję, a i pomaga mu to swobodniej ścierać hańbę z twarzy, gdy jeździ do Moskwy skamleć przed kagiebowskim carem o gaz i jedzenie. Tak to jest, że jeden ZBiR ciągnie do drugiego i tworzy się siatka zależności - starczy poczytać Ojca Chrzestnego.
Oto donosi się, że Batiuszka zaaprobował serial telewizyjny (co dowodzi, że przynajmniej jeden Białorusin w białoruskiej wsi ma telewizor, więc plotki o kryzysie są przesadzone) o wdzięcznym tytule "Tałasz". Pan Tałasz, bohater serialu ma problem z Polakami, bo ubili mu dziecko, rekwirując siano (Panie Tałasz! jeśli na przegubach rąk mieli po osiem "czasów", to srodze się pan pomylił!). By dokonać białoruskiej wendetty dziarski bohater sprzymierza się z niezwyciężoną Armią Czerwoną, ot akurat idącej na Zachód, by w szlachetnym dziele niesienia rewolucji do Paryża napoić czerwone konie w Łazienkach. Armia Czerwona zachowuje się porządnie, Michaił Tuchaczewski wyraźnie celuje w pokojowego Nobla, Włodzimierz Iljicz zaś z Kremla nawołuje o umiarkowanie i spokój, by cały świat dojrzał dobre bolszewickie serce. Idylla. Z idylli wyłamują się Polacy, czarni charakterzy, czyli tak zwane bedgaje. Opętani żądzą Polski od morza do morza, żądni przywrócenia granic z XVII wieku, mordują biednych Białorusinów ile wlezie, mało tego, mając na karku ofensywę czerwonej hołoty znajdują jeszcze czas, by z ofiarami odprawiać makabryczne tortury.
Byłoby to może i śmieszne, gdyby nie straszne. Podejrzewam, że istnieje prikaz, by serial oglądać, i całe wioski karnie meldują się przed "Rubinami", oglądając strasznych, krwawych Lachów. Podejrzewam, że komentatorzy nakazują wysnuć paralele między ówczesnym zachowaniem Polaków, a tym, co dzieje się dzisiaj, gdy nienasycony Lach znowu wyciąga ręce po białoruskie ziemie.
Ponieważ zakładam, że serial ów miał być niejako odpowiedzią na najnowsze dzieło polskiej trójwymiarowej kinematografii batalistycznej (z zapartym tchem czekam na nowe wersje "Potopu 3D" i"Krzyżaków 3D") proponuję Batiuszce ściągnięcie Nataszy Urbańskiej. Dziewczyna urodna, zdrowa ("jak rzepa"), idealna zarówno na traktor jak i do loży honorowej w białoruskim teatrze. Każdą rolę Panu zagra z jednakowym talentem, a nasze poważniejsze kino przynajmniej odetchnie.
399
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze