Wydawałoby się - najważniejszym wydarzeniem w kontaktach Lachów z Niebiesko-Żółtymi będzie w tym sezonie Euro, i obie strony odpowiedzialne za "organizację" (cudzysłów nie jest tu błędem, zapewniam) powinny podniecać się tym, co dzieje się u partnera w tejże sprawie z gorliwością nastolatka przed pierwszą wizytą dziewczyny, gdy Rodzice akurat poza domem. Problem w tym, że obie strony owszem, podniecają się jak diabli, ale raczej w stylu małżonków po rozwodzie - im gorzej u niego/niej, tym bardziej można wykpić i wyśmiać.
Oto otwarto u nas Stadion Narodowy - bardzo po polsku, czyli na łapu-capu, z niedoróbkami, i broń Boże nie wnoście 6 megapikseli, bo możecie zbyt wiele uchybień wyłapać. Poza tym światłą uroczystość, jak to mają w zwyczaju, zepsuli antyrządowi kibole i faszyści, próbujący pod płaszczykiem ACTA (Głupcy, dawnoście rozszyfrowani!) przemycić opozycyjne treści, nieudolnie uderzając w pchany siłą miłości rząd.
Generalnie Ukraińcy zbagatelizowali otwarcie, coś tam półgębkiem wspominając, acz bez specjalnej ekscytacji. Raczej z nutką ironii, że to jeszcze nie jest dokończone, że murawy nie ma, że przepłacony kilkukrotnie (znać, że polskich realiów "eksperci" nie znają). Zresztą - współczesna Kozaczyzna ma swoje problemy - tu Rusin kusi do siebie, obiecując co najmniej nową ugodę perejasławską, tam z kolei chytry Lach (co piękne czarnoziemy przez stulecia pańskim butem gnębił) do walącej się Unii Europejskiej ciągnie, niechybnie własne korzyści odnieść pragnąc. Piękna Julia nie może odpędzić się od kamer ani upiąć legendarnego koka, oligarchowie z Donbasu martwią się, że Moskale wykupują im najlepsze rezydencje na Lazurowym Wybrzeżu, a "kolejki cudów" w tamtejszej lidze piłkarskiej zdarzają się tak często, że pewnym jest, iż przy każdym stadionie znajduje się prężny zakład fryzjerski.
Media ukraińskie wspominają za to z zachwytem, że u nich na otwarciach występowały Bejonse i Szakira, ugoszczone i zaproszone przez tzw. "prywatnych sponsorów" - tych samych zresztą, co całe to Euro załatwili, oczywiście tylko i wyłącznie siłą konstruktywnych argumentów i nienagannej uprzejmości, które to cechy są najmilej widziane w siedzibie UEFA. Gdy wszystko to zostało wzmocnione rozsądnymi wypowiedziami Grzegorza Laty, jakże chłopcy Platiniego mieli się nie zgodzić? W każdym razie - u nich były gwiazdy z wysokiej półki, a u nas bieda, zgrzebność i te nieszczęsne piksele. Kompleksami leci na kilka wiorst, ale cóż, sami lepsi nie byliśmy - z lubością pokazywaliśmy, jak to wschodnia dzicz nie ma lotnisk, że żadna szanująca się reprezentacja nie chce mieć tam bazy, że ichniejsza drogówka przy "wyrywkowych" kontrolach będzie wspomagana przez wojsko z odbezpieczonymi kałachami (bynajmniej nie dla ochrony milicjantów przed kibicami, tylko odwrotnie).
Uprawiając więc jeden z naszych sportów narodowych, czyli bezdyskusyjny profetyzm, wieszczę oto, że tak zapowiadane zbliżenie krajów, ta miłość i odprężenie, które zapanuje w tych dwóch pięknych kwiatach z tej samej łodygi (piękne to logo!) - wszystko to o tylną część ciała roztrzaść. Za dużo nas dzieli, by nas łączyło.
No, chyba że zaoferujemy Bartoszowi Węglarczykowi co najmniej ataszat w Kijowie - chłop ma prezencję, zna języki, jest po imieniu z wszystkimi w TVN i Gazecie Wyborczej, lubi towarzystwo tap madelek - a przede wszystkim zna Ukrainki. I potrafi się pięknie, a szczerze kajać (tak z wschodnią pompą), jeśli przyjdzie co do czego.
147
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze