Wyczytałem, że znany i zasłużony reżyser, co więcej - członek (to brzydkie słowo, imputujące coś złego, napiszmy raczej: uczestnik) komitetu poparcia naszego prezydenta Bronisława "Artemidy" Komorowskiego, gdy ów startował w heroicznym boju o żyrandole w Pałacu Namiestnikowskim, co już nastraja nas pozytywnie do tego zatroskanego o losy Ojczyzny człowieka - Janusz Kijowski zabrał głos w ważnej narodowej sprawie, jaką jest świętowanie łupnia, któregośmy sprawili Szwabom i im gościom pod Grunwaldem.
Tak się historia potoczyła, że mało mamy zwycięskich bitew do świętowania, a i te w większości są już zapomniane (Kircholm - marka piwa? Wiedeń - Mozart? Beresteczko - co do cholery?). Toteż prowadzenie sprawnej inscenizacji (to swoją drogą ciekawostka - z mniejszą lub większą dbałością o realia pokazujemy perfekcyjne wykonanie starcia, a gdy opadnie bitewny pył nadchodzi polski chaos, polskie kolejki do jedynego tojtoja w promieniu dwustu metrów, polskie drogi wyjazdu poprowadzone wąskimi nitkami przez wsie okoliczne, itp., itd.) było nie było - jednej z najważniejszych bitew w polskiej historii, (tym milszej, że spraliśmy po pysku ukochanego sąsiada) to fajna rzecz. Taka inscenizacja bawiąc - uczy. Młodzież wyszaleje się w bractwach rycerskich i nie będzie już miała siły na zasilanie kibolstwa albo łażenie po ulicach w jakichś protestach przeciwko Bogu ducha winnej klasie politycznej (ciekawi mnie, czy kulturalny producent win musujących z Biłgoraja już wykonał czynność, o którą prosiła go uprzejmie protestująca brać, gdy "spontanicznie" zechciał doń dołączyć?). Wydawałoby się, że wszystko jest w porządku, tym bardziej, że operuje się pojęciem "Krzyżacy" a nie zaprzyjaźnieni "Niemcy".
Pozorny to spokój jednak. Niektórym, tak jak Panu Kijowskiemu tego typu wiktorie stoją belką w oku. Pozwolę sobie zacytować wypowiedź tego dżentelmena: "Cóż jest porywającego w fetowaniu bitwy średniowiecznej, gdzie azjatycka dzicz starła się z cywlizacją zachodnią?". No cóż, Panu Reżyserowi należy się delikatne napomnienie, bo po pierwsze Niemcy nie leżą w Azji, po drugie nazywanie naszych przyjaciół i dobrodziejów w Unii Europejskiej "dziczą" jest źle widziane w Pańskich środowiskach. Podobno jest Pan również doktorem habilitowanym, czyli Europejczykiem w każdym calu, więc tym bardziej to nie przystoi i proszę się poprawić.
Długo głowiłem się, w czym rzecz, cóż takiego przeszkadza Panu Kijowskiemu w Grunwaldzie? Nie wątpiłem, że tak zasłużona dla Kraju osoba musi mieć rację, tylko ja prostaczek dojrzeć nie mogę. Aż wreszcie ciocia Wikipedia dopomogła - Pan Reżyser startował w niegdysiejszych wyborach z listy Uciekinierów z Rozbrat! Oczy mi się otworzyły, chóry anielskie z chmur zagrały, nawet mróz ciutkę zelżał - złe bitwy po prostu świętujemy! My, Polacy, stworzeni jesteśmy do martyrologii i ran lizania, zatem Pan Kijowski chciał po prostu przemycić nieśmiałą (prosimy o więcej odwagi, wszak jest wolność słowa i ogólne "odprężenie relacji" ze wschodnim sąsiadem) propozycję pochylania głowy nad takimi bolesnymi klęskami w naszej i waszej historii jak: Bitwa Warszawska (głupi Ciemnogród nazywa to Cudem, ha!), bitwa pod Kłuszynem, bitwa pod Zieleńcami czy Bitwa pod Cudnowem (znów te cuda w laickim państwie, grr). Wypisałem te smutne miejsca, i aż łzy podeszły do oczu na wspomnienie tego, jak nasze siły postępu w nierównej walce po pysku dostały od rozpasanych obszarników.
Wierzę w Pana, Reżyserze. Wierzę, że uda się przywrócić tym heroicznym bojom należne im miejsce w historii. Tak nam dopomóż...hm. Nieważne. Zwyciężymy!
303
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze