trescharchi trescharchi
327
BLOG

Bufet "pod Berlingiem"

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 0

Warszawa ma szczęście do znakomitych, patrzących naprzód prezydentów (a jeszcze wcześniej do Namiestników - zwłaszcza generała Zajączka, który doskonale wyczuł pismo nosem i przeniósł się do obozu zwycięzców ze Wschodu) - kiedyś Stefan Starzyński, który chciał, by Warszawa była wielka, a teraz Hanna Gronkiewicz Waltz, Matka Chrzestna Wszystkich Banknotów - za jej kadencji miasto istotnie jest wielkie, ale chyba jednak w innym znaczeniu.
Wszystkich Warszawiaków (zarówno mieszkających, jak i dojeżdżających) nie muszę przekonywać, że wiceprzewodnicząca Partii Miłości jest chyba najlepszą rzeczą (trochę bezpłciowo, ale to czkawka po felietonach profesor Środy, pardon) jaka mogła się przydarzyć Stolicy. Przemyślane w najdrobniejszych szczegółach remonty, niskie, atrakcyjne podatki, cotygodniowa obecność w TOK FM (ten namiętny, czuły głos w znakomitym duecie z redaktor Paradowską lub redaktor Dominiką "yyyyyyyyy" Wielowieyską czule łechta mnie jako mężczyznę, uczynię takie wyznanie) - to wizytówka pani HG-W.
Pani Prezydent kocha to miasto, nie wiem jak wy - ale ja to czuję i słyszę. Nawet obowiązkowe wstęgi przecina z jakby wymuszonym uśmiechem (bo spieszno jej do pracy), a na nudnych rautach czy konwencjach Partii Miłości tylko nogami przebiera, by znów w zaciszu gabinetu dbać o dobrobyt Warszawy.
Dbałość wyraża się również w restrykcyjnej polityce pomnikowej - jest ich w mieście już wystarczająco dużo (pamiętne troskliwe referendum z jasnym, klarownym pytaniem) i nie potrzeba więcej. Tych, co już są, usuwać nie należy, bo o pamięć trzeba dbać. Dlatego smutną Saską Kępę rozświetla monument Zygmunta Berlinga (proszę wybaczyć, nie przejdzie mi przez palce nadany przez Sowietów stopień) i nie zanosi się na to, że ktoś go z tego cokoła zdejmie (szkoda, że Unabomber z Poronina jest już w wieku emerytalnym, zresztą - jak uzbroić ładunek przy drżących łapach i toczeniu piany?).
W 2008 roku Pani Prezydent w sprawie usunięcia pomnika tego zasłużonego człowieka zażądała szeregu opinii i fachowych porad odpowiednich instytucji. Dobry to ruch. Bo kto wie? Może na Froncie Białoruskim przeprowadzał staruszki przez pola minowe? Może tłumaczył marszałkowi Koniewowi, że zgwałcić więcej niż tysiąc Niemek w jednym mieście nie przystoi? Może chwytał dzielnych krasnoarmijców w cugle, ustalając limit zegarków na przegubach na dwanaście? Może wyrzucał swojemu kompanowi od kieliszka, Mierkułowowi, że zbyt płytko Katyń przysypali i wszystko się wyda, trując tak dobre kontakty sowiecko-polskie? Każdy życiorys trzeba dobrze prześwietlić, bo w każdym człowieku jest cząstka dobra i każdy człowiek zasługuje na pomnik w Stolicy, jeśli tylko odpowiednio się postara.
Niemniej - fachowe porady przyszły, o dziwo mieszając naszego bohatera z błotem. Musiało to wywołać konsternację w Ratuszu (i nie tylko; Pałac Namiestnikowski z zasady stoi murem za byłymi prezesami Polskiego Związku Łowieckiego), aż wreszcie postanowiono nie robić nic, bo a nuż sprawa przycichnie i Berling dalej sobie postoi, spoglądając na pięknie odbudowaną Stolicę.
Aczkolwiek myślę sobie, że w sierpniu i wrześniu 1944 r., wylegując się na drugim brzegu Wisły mógł ją sobie dobrze pooglądać, jeśli oczywiście akurat dymy nie zasłaniały.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka