trescharchi trescharchi
629
BLOG

Pawka Morozow a rebours

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 1

Każdy miłośnik stosunków rodzinnych panujących w sowieckiej Rosji (do dzisiaj jest wielu takich, nawet w Polsce, niektórzy staraja się powielać te wzorce) wie, czym zasłużył się młody dżentelmen Pawka Morozow, którego za dumne czyny na pionierskim odcinku denuncjacji unieśmiertelniła propaganda. Podobno sam Wujek Joe skrzywił się na postępki biednego neofity Pawlika, wierzącego w bolszewicki raj na Ziemi, co dziwi, bo Dziobaty z własnym ojcem też miał nie po drodze. Ale był humorzasty, no i to było przed wojną, która dodała mu skrzydeł (komu by nie dodała? Rumuńska ropa, czeskie knedliki, a i Lachom znienawidzonym na nosie się zagrało)
Rzadkim jest jednak wypadek - przynajmniej w czasach obecnych - by odchowani w na szczęście odeszłym systemie rodzice wypinali się na własne dzieci, zwłaszcza te nieżyjące. Okazało się jednak, mimo pozorów rządzenia w białych rękawiczkach (polecam archiwalne nagrania telekonferencji Golluma Petersburskiego z "narodem"- cymes!), że obecna kremlowska wierchuszka w skrytości ducha hołduje starym, dobrym obyczajom tzw. samokrytyki (pozdrawiam Grzegorza Schetynę, który usiłował dorównać starym mistrzom, kajając się za przedwczesne słowa o raporcie Czerwonego Maku, bynajmniej nie spod Monte Cassino).
Oto ojciec człowieka, który wypił nie tę herbatę co trzeba i nie z tym, kim trzeba - Aleksandra Litwinienki, szanowny Pan Walter Litwinienko dokonał publicznej samokrytyki w mediach rosyjskich, a ponieważ zależało mu na podkreśleniu wagi swoich słów, samoskrytykował i syna i siebie. Syna - wiadomo, był agentem służb brytyjskich, zdrajcą Matiuszki Rossji, i gdyby nie niefortunny napitek, to gniłby na Kołymie razem z Chodorkowskim, bo należało się łajdakowi. Ten hermetyczny światek raczej zdrad nie wybacza, taka dola.
Gorzej wyglądała sprawa z samym sobą, więc na wszelki wypadek Pan Walter przeprosił, że spłodził i wychował takiego potwora, po czym (pamiętajmy, rzecz dzieje się w mediach, a wybory za pasem i dobry car - to zwycięski car) postanowił poskamleć, że żyje w biedzie we Włoszech (widać rozwinięty socjal ominął nieszczęsnego emigranta) i prosi państwo rosyjskie ("i partię" chciałoby się uzupełnić, ale partia dopiero się tworzy) o wybaczenie - ze łzami w oczach. Klękajcie narody! I Ty, Walterze, uklęknij przed srogim obliczem Syberyjskiego Niedźwiedziobójcy, a on spojrzy wpierw, czy wszystkie kamery włączone, a potem zejdzie z Gazowego Tronu i przytuli Cię życzliwie, ze skupioną twarzą, jak zbłąkanego przyjaciela przybitego nieszczęsciem. To ostatnie ma akurat przećwiczone.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka