Porobiło się! Lisy bratają się z wilkami i odwrotnie - najwyraźniej globalne ocieplenie i inne klęski klimatu, wieszczone przez ekolewoterrorystów (przykuwanie do drzew to już objaw dewiacji, panowie, dendrofilię się leczy) jednak istnieją i mają się dobrze, wywracając przyrodę do góry nogami. Człowiek Roku 2011 odebrał zasłużoną nagrodę za bycie człowiekiem roku w towarzystwie pluszowej maskotki (Kasia pożyczyła?) - dwa piękne rudzielce prężyły się za amboną (pardon - mównicą - bojaźń Bożo-wyborcza wyczerpała się w Panu Premierze wraz ze ślubem kościelnym) ku uciesze wszystkich zebranych. Znany ze swojego fachowego obiektywizmu redaktor Polsatu (z zawodu syn swojej matki, posłanki Partii Miłości - ale czy to ma jakieś znaczenie?) Tomasz Machała od razu zatwitował (ku uciesze innego Wielkiego Piśmienniczego, który subskrybuje zapewne kilkaset autorów naraz), cytuję : "Tusk genialny. Powiedział, że na sali kogoś brakuje i postawił na mównicy maskotkę rudego lisa". Pięknie i cymes - czasy się zmieniają. Kiedyś trzeba było się sprężyć i być Szekspirem lub Leonardem, by ileś lat po śmierci obwołano Cię geniuszem, a teraz? Teraz liczą się takie gesty, chwytające za serce niezależnego dziennikarza.
W imieniu Polaków wypada podziękować Panu Premierowi, że zadedykował nam nagrodę (wszelkie gratyfikacje finansowe łaskawie zezwalamy zachować w swojej kieszeni, podobnież ślub córy za pasem, zapewne w Alpach - a to wydatki). Wiadomo - św. Walenty (ta miłość! do żony! do nas! do błądzącej opozycji!) z KPRM chwalił się, bo któżby się takiego dnia nie chwalił? - chwalił się, że daliśmy radę "ochronić Polskę przed złym scenariuszem", pozostaliśmy zieloni i trzęsiemy Europą dzięki fantastycznie przeprowadzonej prezydencji (te klomby! te kwiaty! te...hm, to wszystko). Sala klaskała, aż złote spinki do mankietów błyskały w powietrzu. Oczywiście - kogoś bardzo brakowało, ale w blond ramionach Hanny Trojańskiej nie takie niesprawiedliwości znajdowały miłe pocieszenie.
Zresztą obecny był sobowtór Pana Redaktora (co za radość! będzie miał więcej czasu na TOK FM i TVP), dla ułatwienia odbioru występujący pod nazwiskiem Lisiecki. Rozumiem, że szampan na zapleczu był doskonały i darmowy, bo wręczając nagrodę palnął: "premiera nie zmogły ani kryzys, ani klęski żywiołowe, ani katastrofa smoleńska". No cóż, czas przeszły - ale niedokonany. Liczę, że w przyszłości władze ośrodka okażą się ludzkie i pozwolą osadzonemu zachować w celi nagrodę - zawsze można przekupić grypsujących, by nie zbliżali się w nocy. W zasadzie maskotkę też można zostawić, chociaż pierwowzór będzie na miejscu, w skrzydle obok.
547
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze