Władimir Władimirowicz wyczuł pismo nosem. Ludzie wychodzą na ulicę, okrzyki wznoszą, w internecie się skrzykują. Nawet wierni dotąd oligarchowie sarkają w swoich marmurowych gabinetach, zażerając się kawiorem i paląc cygara z ojczyzny Ostatniego Wiernego Komunisty w Dresie Adidasa. Wołodia to ichniejszy ubek z krwi
i kości - i dobrze poznał na wykładach w Łubiance prowadzonych charakterystyki wszystkich systemów politycznych. Szczególnie uważał na zajęciach z demokracji, bo z tym ustrojem miał w przyszłości stawać w szranki na różnych "placówkach dyplomatycznych" w Niemczech. Dlatego też Wołodia teraz - gdy w Rosji obowiązuje dziwaczna, lokalna odmiana demokracji - doskonale zdaje sobie sprawę, że mała niewinna zabawa w Robina Hoodowicza jeszcze nikomu przed wyborami nie zaszkodziła. Wykoncypował więc następujące oświadczenie (u Moskali oświadczenia Putina od razu nabierają mocy polecenia, jakby kto nie wiedział): "Ci, którzy dorobili się fortun dzięki kontrowersyjnej prywatyzacji w latach 90., powinni dokonać jednorazowej płatności w celu legalizacji swojego majątku".
Ech, mołodiec. Domyślam się już jaki blady strach padł na wszystkich nuworyszy, których Putin, a wcześniej jego pijany mentor uczynili obrzydliwie bogatymi i pozwolili rozbijać się milionowymi jachtami po zatokach Monte Carlo. Wprawdzie KGB-owski Car nie skonkretyzował jeszcze ile będzie wynosiła ta jednorazowa płatność, ale sam pomysł jest interesujący i do przeszczepienia w Polsce, gdzie liczne majątki powstały również w dośc "kontrowersyjnych" okolicznościach. Ha, miny nadwiślańskich oligarchów byłby co najmniej niepewne - rozległby się płacz, zgrzytanie zębów, odbieranie koncesji na autostrady, zakaz wstępu na najwyższe piętra w Mariocie i wiele, wiele innych. Ale III Rzeczypospolita szczyci się mianem państwa przyjaznego inicjatywom gospodarczym i do takich brewerii jeszcze długo nie dojdzie, spokojna głowa.
Ponieważ jak każdy szanujący się przedstawiciel swojego elitarnego zawodu wyuczonego również i Władimir Władimirowicz obdarzony jest sarkastycznym poczuciem humoru (wszak swoje już w życiu widział, swoje poprzesłuchiwał po piwnicach, swoje wypił i swoje podsłuchał), zdecydował się na końcu wystąpienia puścić oczko do wszystkich braci Moskali, którym oficjalna propaganda nie wyprała jeszcze mózgów do dna. Niedźwiedź Syberski mruknął bowiem półgębkiem, że "Musimy ustanowić społeczną legitymizację własności prywatnej i społeczne zaufanie do biznesu". Rzadki to przypadek, gdy biedota ma lepiej od bogaczy - ale w tym wypadku to ci biedniejsi musieli wesoło zarechotać. Bogatszym specjalnie do śmiechu nie jest. I cygara jakby mniej smakują, spokojne sny z modelkami u boku odeszły do lamusa. Co jeszcze wymyśli Wołodia przed wyborami? Będzie ciekawie.
363
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)