Wedle niektórych źródeł ze Wschodu, wąsaty Batiuszka-Hokeista zza Buga bardzo chciałby powrotu broni atomowej na terytorium swojego gigantycznego kołchozu, w którym mleko i miód płyną ulicami, a zamachowcy tak bardzo brzydzą się swoimi czynami, że sami proszą o najwyższy wymiar kary (jakie to urocze podtrzymanie więzi z czasami sowieckimi, gdy mówienie kara śmierci było niestosowną wulgarnością).
Batiuszka podtrzymuje więc życiodajne rozmowy ze swoim starszym moskiewskim bratem - zapraszając co rusz przeróżnych Mołotowów na długie rozmowy zakrapiane wódeczką i kawiorem, jak to przyjęło się na wschodnich dworach robić. Łukaszenka bardzo, bardzo chciałby by rakiety Iskander - pomyślane jako przeciwwaga dla krwiożerczej NATO-wskiej tarczy antyrakietowej (pamiętajmy, że już od lat 30. rosyjska armia jest armią defensywną, budowaną tylko na możliwe odparcie ataku wroga - a gdzie lepiej odpierać atak NATO jak nie w Holandii i na Polach Elizejskich?) stacjonowały w białoruskich kniejach.
Batiuszka nie jest aż taki głupi, jak go media w Polszy malują, i wie, że taka bateryjka rakiet - to po pierwsze prestiż większy u siebie (takie wschodnie ludy są - kto ma większą szabelkę, ten dobry pan), po drugie inna pozycja przetargowa z Moskalami (gaz, paliwo, pożyczki - wszystko stanie się prostsze i nie na taki dziadowski procent jak dziś), wreszcie i Polacy inaczej będą musieli nań spojrzeć - o ile oczywiście Zdekomunizowany Obszarnik podniesie wzrok znad klawiatury i dostrzeże tego typu zawiłości dyplomatyczne. W co osobiście wątpię, bo dla tej ekipy w MSZ-cie Wschód zaczyna się i kończy w Moskwie, plus jakieś tam odległe Chiny (przelot koniecznie z międzylądowaniami w Rosji).
Batiuszka wielokrotnie wspominał, że wywóz broni atomowej z Białorusi był błędem - półgębkiem przebąkuje też, że wciąż ma duże złoża wzbogaconego uranu, z którym "jeszcze nie wie co zrobić" - co oznacza oczekiwanie na dobrą wolę Rosjan (naprawdę, w przyrodzie występuje coś takiego jak "dobra wola" Rosjan - rzadko bo rzadko, ale jednak. Po prostu my Polacy jeszcze nie mieliśmy przyjemności poznać).
Liczyć może tym bardziej, że wybory za pasem i Władimir gotów obiecać wszystko, bo nieco grunt pali się pod nogami tegoż polityka-miliardera (może dlatego tak dobrze dogadywali się z Silvio "Botoks" Berlusconim) - i nie życzy sobie żadnych nagłych kłopotów na zachodniej granicy w nadbużańskij kraj. A wiadomo, że kapryśny Hokeista już nieraz okoniem stawał, całą ideę "ZBiR-ów" pod dużym znakiem zapytania stawiając.
Może być i tak, że Batiuszka jednak jest tak głupi, jak go w Polszy malują (albo tak zdesperowany - zima harda, bieda w kraju piszczy coraz głośniej, Aleś Bielacki ma Nobla dostać) i daje się kacapskiej administracji za nos wodzić - a Ruskie bardzo lubią szantażować i straszyć Polaków (plus całe NATO) tym, co jeszcze w poradzieckich arsenałach znaleźli.
Tak czy siak, Panowie z MSZ-u - warto byłoby przysiąść nad problemem. Kreml nie ma takich skrupułów/problemów/oporow jak Amerykanie mieli z tarczą w Polsce, i to kwestia jednego podpisu starego premiera, a nowego prezydenta. Rozumiem, że "polityka odprężenia"i zasada "wzajemnego szacunku" w obustronnych kontaktach wymaga taktu i kultury, niemniej coś z tym fantem trzeba zrobić. No chyba, że wolicie mieć pod nosem rakiety zmieszane z nie do końca racjonalnym dożywotnim przywódcą narodu.
352
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze